Zielony lekarz

Czyli seria o aloesie. Mam nadzieję, że będziecie mieli okazję przeczytać coś o czym wcześniej nie słyszeliście :)

Zacznę może od historii, która jest naprawdę ciekawa.(no przynajmniej wg mnie ;))

Pierwsze oznaki używania aloesu zaczynają się już ok 5-go tysiąclecia p.n.e... Pierwsze zapiski na jego temat znajdują się na glinianych tabliczkach z 1750 r. p.n.e. Ślady jego obecności zostały również odnalezione w Egipcie w "Egipskiej Księdze Lekarstw" i na papirusie z Eber z 1550 r.p.n.e.
Egipcjanie traktowali aloes jako symbol życia i śmierci, sadzono go dookoła piramid, zaznaczano w ten sposób drogę faraonów ku Krainie Umarłych i miał im służyć jako pożywienie w tej ostatniej podróży.
W starożytnym Egipcie służył nie tylko jako symbol religijny ale tez jako lekarstwo. Stosowano go by zwalczać ból głowy, katar i jako środek na przeczyszczenie. Stwarzano z niego również puder do czu by były bardziej błyszczące. Według legend Kleopatra stosowała ten puder by zachować urodę, ponadto kapała się w soku z aloesu.
Na aloes możemy natknąć się nawet w Biblii, np. w Ewangelii wg św. Jana możemy przeczytać o tym jak to Nikodem przyniósł mieszaninę mirry i aloesu na miejsce gdzie Jezusa okryto całunem. Miało to posłużyć do balsamowania ciała.
Arystoteles uważał, że dzięki aloesowi będzie mógł skuteczniej leczyć wojowników Aleksandra Wielkiego, dlatego radził mu by zdobył wyspę Sokotra, która to była ośrodkiem przetwarzania aloesu i tam właśnie Grecy uprawiali aloes.
Hipokrates pisał w swoich dziełach o aloesie, opisywał różne właściwości lecznicze.
Z okresu starożytności zachował się tekst ze szkoły medycznej "des Salernitains" stworzonej w Salerne w Campanie opisujący działanie aloesu jako leczącego rany, ożywiającego ciało, niszczącego raka, leczącego oczy, żołądek, wątrobę, żółtaczkę a także powstrzymującego wypadanie włosów...
Istnieje legenda opisująca aloes w Afryce, w której to pan M. Miller, botanik, spotkał plemię tubylców o lśniącej skórze (nawet u najstarszych osób), tubylcy ci nacierali się sokiem właśnie z aloesu, myli się nim.
Obecnie udowodnione jest to że aloes posiada właściwości ściągające pory i zabezpieczające skórę przed promieniami słonecznymi.
Oprócz ciągłego stosowania w leczeniu i kosmetyce aloes zaczęto stosować w XIX w w Anglii do produkcji piwa, ok 1850 r. zaczęto go stosować do barwienia lnu, Indianie z Gujany wytwarzają z niektórych odmian sznurek, ponadto plemiona Bantu z Afryki wytwarzają z aloesu rodzaj tabaki :).
 Tak więc jak widać zastosowanie tej rośliny jest bardzo zróżnicowane, czy tylko ja uważam to za coś fascynującego?

I jak zwykle pytam się was, jakie jest Wasze zdanie?
I czy chcecie więcej o aloesie?
Z historią już chyba zakończyłam, może parę anegdot i historyjek kiedyś jeszcze będzie ale na razie myślałam o hodowaniu aloesu, uzyskiwaniu żelu, zastosowanie itp.

Moj wcierka - podsumowanie

Mam nadzieję, że jeszcze pamiętacie moją wcierkę do skóry głowy :D
Jeśli nie, oto LINK do niej



Minął już miesiąc jej stosowania. Zużyłam przez ten czas jej cztery wersje.
Pierwsza się okazała strasznym śmierdzielem ;), to przez rzepę, do następnych wersji już nie dodawałam.
W wersji numer dwa pojawił się za to olejek rycynowy, jednak nie wniósł nic ciekawego więc już w 3 go nie było. W ostatnich dwóch zwiększyłam ilość kofeiny farmaceutycznej.

Po usunięciu ze składu soku z czarnej rzepy wcierka pachniała bardzo ładnie szałwią, już wam o tym wspominałam, że bardzo lubię ten zapach :).

Jak stosowałam:
-przed każdym myciem
-co najmniej na 2 godziny

Co zauważyłam:
- zmniejszenie przetłuszczania się włosów
- na początku zmniejszenie wypadania, niestety potem wypadanie się zwiększyło, nie wiem czy to skutek zwiększonej ilości kofeiny czy stresu w jakim przez ostatnie dwa tygodnie byłam (sesja), więc ciężko mi ocenić działanie wcierki na wypadanie...
- przyrost większy, jednak mimo wszystko dość nieznacznie, przyśpieszył o pół centymetra.

Jak oceniam:
ogólnie nie zawiodłam się na niej, wiem, że do niej wrócę, jednak teraz chcę przetestować parę innych wcierek

A czy Wy macie jakieś swoje przygody z domowymi wcierkami? Podzielicie się swoją opinią?

delikatny śmierdziuszek

Czyli nic innego jak Alterra parfumfrei.

(niestety wyrzuciłam zanim zrobiłam zdjęcie pojedyncze :))


Cena: 
7,50zł / 250ml

Co pisze producent? 
Bezzapachowy kosmetyk, idealny zwłaszcza dla skór bardzo delikatnych. Zawiera minimum składników mogących negatywnie wpływać na skórę.

Skład:
 Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Capryly/Capryl Glucoside, Alcohol, Xanthan Gum, Sucrose Laurate, Levulinic Acid, Glucose Glutamate.

Konsystencja, zapach, opakowanie, wydajność:
Dosyć przyjemne, proste opakowanie. Konsystencja żelowa, nawet wydajny.
zapach jest odczuwalny, chemiczny.
 
Moja opinia: 
No cóż.. Miało być bez zapachu, jednak zapach jest i to nie zbyt przyjemny, przynajmniej dla mnie. Lubię jak szampon się pieni, w tym wypadku miałam problemy w otrzymaniu jakiejkolwiek piany... Ładnie zmywał oleje, jednak włosy były po nim jakies takie bez życia... Nie podrażniał skalpu.
Zdecydowanie nie wrócę już do niego. 


A Wy go już miałyście? Jak Wam się sprawował? 
Ja teraz testuje Babydream, ale chce jeszczę Hipp i facelle. Polecacie do wypróbowania coś jeszcze?


Zapraszam Was na rozdanie do Leny