Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej. Pokaż wszystkie posty

Olejek do ciała z algami i arniką

Czy u Was też trwa przedświąteczne szaleństwo? W domu mam wszystko pod kontrolą, ale pacjenci w pracy przechodzą sami siebie ;) Przychodzą nie na swoje godziny bo "wie Pani, święta, okna trzeba umyć, porządki, ładna pogoda to trzeba na działeczkę pojechać" ;) I tak w kółko, przez co pierwsza zmiana to istna masakra, tłum ludzi i wszyscy mają pretensje, że muszą czekać, a przecież im się śpieszy! 

W takich chwilach doceniam to, że pachnę lawendą i ten zapach mnie uspokaja i odpręża. Zwłaszcza, jak jest to ten prawdziwy, niepowtarzalny aromat a nie jakaś sztuczna imitacja. Zdradzę Wam sekret - moje wesele będzie lawendowe ;)


Krem Dla Mnie: olej z pestek śliwki

Hej!
Informuję, że wreszcie mam ferie! To moje pierwsze od 5 lat ;) A wszystko dzięki temu, że w czasie sesji już odbywałam praktyki i teraz mam wreszcie trochę czasu dla siebie... Znaczy, mam czas na pisanie magisterki, która na razie leży i kwiczy ;) Mam zrobione badania, mam literaturę, ale mam też internet i to mnie skutecznie rozprasza... Na przyszły tydzień planuję się trochę odciąć od sieci i zmobilizować do wysiłku umysłowego... Taaak ;)

Ale to dopiero w przyszłym tygodniu, teraz chcę Wam poopowiadać trochę oleju z pestek śliwki, który pochodzi od Krem Dla Mnie. O firmie pisałam już Wam w TYM poście. Zrobiła na Was takie samo wrażenie jak na mnie, co bardzo mnie cieszy. Szkoda, że tyle wspaniałych polskich marek jest nieznanych, mam ochotę odkryć je wszystkie! :)


Olej z pestek śliwki tak samo jak jego malinowy brat zapakowany jest w buteleczkę z ciemnego szkła z pipetką. Buteleczka ma prostą grafikę, znajdziemy na niej podstawowe informacje, resztę otrzymujemy na dodatkowej ulotce, a jeszcze więcej możemy doczytać na stronie sklepu.

Z olejem z pestek śliwki spotykam się po raz pierwszy. Czytałam wprawdzie o nim, ale nigdy nie miałam okazji poznać go osobiście... Jakoś zapewnienia innych nie przekonywały mnie do siebie na tyle bym się na niego skusiła. Ale w końcu wylądował w moich łapkach i żałuję bardzo, że tak późno! Olej ten stał się moim ulubieńcem twarzowym. Zdetronizował olej konopny... Czy na dobre? To się okażę, jeszcze wiele olei przede mną ;)

Myślę, że nie sięgałam po niego głównie ze względu na zapach. Jest on marcepanowy... A ja cóż, za marcepanem nie przepadam, na szczęście nie jest bardzo intensywny i jakoś się do niego przyzwyczaiłam ;)
Podoba mi się za to jego głęboki, ciemny kolor i zdolność do szybkiego wchłaniania się, a także wydajność! Ale to cenię chyba we wszystkich olejach ;)


Parę informacji ze strony sklepu:
Zimnotłoczony, nierafinowany olej w 100% naturalny o przepięknym migdałowo-marcepanowym zapachu. Wysoka zawartość naturalnej witaminy E i beta-karotenu czyni z niego cenny kosmetyk o właściwościach przeciwzmarszczkowych i przeciwstarzeniowych. Cieszy się coraz większym uznaniem, ponieważ z powodzeniem zastępuje krem.
Olej z pestek śliwki nawilża, wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, zmniejsza widoczność zmarszczek. Dzięki zawartości fitosteroli roślinnych wykazuje działanie gojące i łagodzące podrażnienia. błyskawicznie wchłania się, pozostawiając skórę gładką i miękką w dotyku.
Polecany w szczególności do cery suchej, dojrzałej, wrażliwej i zniszczonej. Olej z pestek śliwek idealnie sprawdzi się w pielęgnacji suchych, zniszczonych i skłonnych do rozdwajania włosów. Wzmacnia i regeneruje zniszczone paznokcie.


Stosuję go głównie na noc jako krem do twarzy i to widzę co rano bardzo mi się podoba! Skóra jest miękka, nawilżona, promienna, gładka... No cudo! Nie zapchał mnie, nie podrażnił, nie uczulił, nie zrobił nic, a nic nieprzyzwoitego.
Jednak nie tylko moja twarz go pokochała! Włosy pragną go jeszcze bardziej! Gdy im go trochę podaruję są posłuszne jak nigdy i gotowe na sesję zdjęciową ;) Żadne warunki atmosferyczne im wtedy nie straszne!

No więc, ja mam go nie uwielbiać? ;)

Znacie olej z pestek śliwki?

Sylveco dla dzieci nie tylko dla dzieci ;)

Hej!
Dziś przyszła pora bym pisała Wam pewną oliwkę, która bardzo przypadła mi do gustu. Z resztą nie tylko mnie :)


Znacie moje zamiłowanie do sówek - no i proszę :) Sylveco idealnie trafiło w mój gust i od kiedy tylko zobaczyłam tą serię dla dzieci wiedziałam, że będzie moja! Jak na razie z 4 dostępnych produktów mam 2 - szampon i oliwkę, którą Wam dzisiaj przedstawię.
Miałam też próbki kremu, fajny był, ale jakoś nie mam ochoty na całe opakowanie, przynajmniej nie dla siebie ;)


Oliwka od Sylveco jak widzicie zapakowana jest w białą, prostą, plastikową butelkę. Zamknięcie jest szczelne, ale nie uszkadza paznokci ;) Grafika jest bardzo ładna (sówki!), kolorystyka zgrana :)
Wszystkie informacje jak zawsze zawarte są na butelce.

Oliwka jest bezzapachowa (przynajmniej dla mnie), ma żółty kolor i ciekawą konsystencję jak na tego typu produkt - mianowicie jest żelowa. Ułatwia to bardzo aplikację - oliwka nie ucieka, nie cieknie po palcach i butelce zatłuszczając wszystko wkoło, łatwiej się ją też rozsmarowuje, a masaż jest prawdziwą przyjemnością :)

Wchłania się też szybko, pozostawiając nawilżoną i miękką skórę na długo.
Świetnie sobie radzi z podrażnieniami - miała chrzest bojowy gdy mój chrześniak miał biegunkę, cała dupka czerwona, piekąca, nie dawał nawet podmuchać, nic... Płacz niesamowity, ale polałam mu tą oliwką, gdy tylko zaczęła się wchłaniać widać było że przyniosła mu ulgę. Jak wcześniej nie mógł się ruszyć bo każdy ruch powodował ból, tak wtedy znów zaczął chodzić. Pomoc jej była nieopisana. Następnego dnia z czerwieni podrażnienie przeszło w bardzo delikatne zaróżowienie. Brawa!


Skład:
Olej sojowy,  Olej ze słodkich migdałów,  Oliwa z oliwek,  Olej słonecznikowy,  Wosk pszczeli,  Betulina,  Witamina E 

Jak zwykle u Sylveco - skład idealny i prosty. Nic tu nie znalazło się przypadkowo :)
Olej sojowy - odbudowuje naturalną barierę ochronną skóry, łagodzi stany zapalne, przyśpiesza gojenie podrażnień
olej ze słodkich migdałów - olej neutralny, łatwo wnika w skórę, dobrze nawilża, wygładza i zmiękcza skórę
oliwa z oliwek - pielęgnuje podrażnioną skórę
olej słonecznikowy - posiada właściwości regenerujące
wosk pszczeli - doskonale natłuszcza, stanowi barierę ochronną i zapobiega wysuszaniu skóry, wykazuje działanie bakteriobójcze
betulina - ma cały ogrom pozytywnych działań: przeciwutleniające, przeciwnowotworowe, immunostymulujące i przeciwzapalne, przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne, przeciwgrzybicze, antyalergiczne i jeszcze wiele, wiele innych!
witamina E - pomaga w leczeniu dolegliwości skórnych.


Na prawdę, z całego serca polecam!
Cena: ok 29 zł

Krem Dla Mnie - Hyaluron LaQ01 i olej z pestek malin

Hej Kochani!
Dziś wreszcie przyszła pora by przedstawić Wam kolejne fantastyczne, pełne pasji miejsce w sieci! Krem Dla Mnie jest pracownią kosmetycznych rękodzieł tworzonych przez Karolinę. Od wejścia na jej stronę można wyczuć pasję z jaką tworzy kolejne cudeńka! Wystarczy tam zajrzeć i człowiek po prostu przepada - masa wspaniałych receptur, ciekawostki, warsztaty tworzenia kosmetyków, cudowne zdjęcia i wspaniałe produkty tworzone przez Karolinę! W jej sklepie na razie (na nieszczęście bo co chciałabym zobaczyć tam wszystko co tworzy) można kupić cudowne mydełka (dwa z nim możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej), kwas hialuronowy (nie taki zwykły, ale o nim za chwilę), olej z pestek malin i olej z pestek śliwki (o którym będziecie mogły u mnie też przeczytać ale innym razem).


Karolina dba o swoich klientów, proszę spojrzeć w jak cudowny sposób zapakowane są jej dzieła! I ta pachnąca gałązka lawendy - no przepadłam! A to dopiero początek! Zarówno kwas jak i olej zapakowane są w buteleczki z ciemnego szkła z pipetkami które działają bez zarzutu. Przyznaję, że bardzo lubię tego typu rozwiązania, są bezproblemowe w obsłudze, nie ma mowy o tym by wszystko było wysmarowane olejem. Do tego proste etykiety, które są chyba niezniszczalne bo cały czas prezentują się tak samo dobrze. Wszystkie informacje o produktach umieszczone są na pudełeczku, w którym do nas przyszły.


Parę słów o produktach od producenta i przechodzimy do moich wrażeń:

Hyaluron LaQ01 to 100% kwas hialuronowy, który powstał po niemal 2 latach badań i opracowań. Preparat zawiera ultramało-cząsteczkowy kwas hialuronowy Oligo i wielkocząsteczkowy kwas hialuronowy. Współdziałanie tych dwóch rodzajów kwasów daje najlepszy efekt działania.
Kwas hialuronowy Oligo jest substancją nowej generacji. Charakteryzuje się najmniejszą z możliwych do uzyskania wielkością cząsteczek. Dzięki tak małym rozmiarom przenika w głąb skóry, zapewniając jej intensywne nawilżenie i redukcję zmarszczek. Wielkocząsteczkowy kwas hialuronowy tworzy na powierzchni naskórka delikatny, ochronny, zatrzymujący wilgoć film. Zmniejsza tym samym transepidermalną (przeznaskórkową) utratę wody.
Hyaluron LaQ01 sprawia, że skóra staje się gładsza, jędrniejsza i bardziej nawilżona. Objawy starzenia i zmarszczki stają się mniej widoczne. Dostępne badania dowodzą również, że kwas hialuronowy łagodzi podrażnienia, regeneruje i goi skórę.

Olej z pestek (nasion) malin tłoczony na zimno, nierafinowany jest drogocennym i ekskluzywnym kosmetykiem w 100% naturalnym, stosowanym zamiast kremu. Jest bogaty w przeciwutleniacze, stąd jego doskonałe właściwości przeciwzmarszczkowe.
Skutecznie nawilża, regeneruje, zwiększa elastyczność skóry. Reguluje pracę gruczołów łojowych, działa przeciwzaskórnikowo. Łagodzi podrażnienia, stany zapalne typu AZS, łuszczycę, egzemy. Dzięki zdolności hamowania produkcji melaniny zalecany jest dla osób z przebarwieniami skórnymi. Olej z pestek malin pełni także funkcję naturalnego filtra przeciwsłonecznego, który absorbuje promieniowanie z zakresu UVA i UVB.
Ze względu na wyjątkowy skład polecany do pielęgnacji każdego typu cery: suchej, trądzikowej, wrażliwej, dojrzałej. Olej z pestek malin jest lekki, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. 


Zestaw ten przez długo czas stanowił podstawę mojej wieczornej pielęgnacji cery. I muszę Wam powiedzieć jedno - to połączenie jest na prawdę świetne! Stosowałam ten duet na dwa sposoby albo na zwilżoną twarz nakładałam kwas a potem olej, albo mieszałam oba w zagłębieniu dłoni i na twarzy lądowała mieszanka. Kwas jest ma konsystencje gęstego żelu, jednak wystarczy jedna większa kropla by pokryć nim całą twarz, a następna na szyję. Z olejem każdy wie jak jest ;).
Spodobał mi się fakt, że obojętnie jak nałożę ten duet na twarz szybko się wchłania pozostawiając delikatnie napiętą i wygładzoną buźkę. Na upartego mogłabym stosować go też pod makijaż, ale jakoś przyzwyczaiłam się do kremu z rana ;).

Duet pięknie nawilżał i odżywiał moją skórę. Nawet gdy biegałam podczas mrozów zapewniał mi ochronę, moja skóra stała się bardziej odporna na niesprzyjające warunki. Bardzo mi to odpowiada :) Wreszcie od razu po wyjściu z domu nie robię się czerwona jak burak ;)

Minusy? Olej z pestek malin ma swój specyficzny zapach, chociaż nie od razu go wyczułam, co ciekawe... Jednak na szczęście szybko znika. Sam w sobie olej z pestek malin nie jest uwielbiany przez moją cerę - ot olej - jednak w duecie działa jak marzenie.

Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała zarówno samego oleju, jak i duetu na włosy ;)
Olej z pestek malin sprawiał się bardzo w porządku w pojedynkę, tak bardzo, że prawie już go nie ma... Dawał blask i nawilżenie moim pasmom.
Wymieszany z kwasem zapewniał mi GHD i nie miałam potrzeby używania już po myciu odżywki. Takie rzeczy to ja lubię! Zwłaszcza, że teraz żadnej nie posiadam...


Jestem ciekawa czy znacie tą markę? A może znacie któryś z tych produktów?


Olej olejowi nierówny

Hej!
Nie wiem czy wiecie, ale chyba wiecie, że olej arganowy nigdy nie należał do moich ulubionych. Nie pamiętam by kiedykolwiek wzbudzał moją ekscytację i chęć posiadania. A wręcz przeciwnie, wcale nie chciałam go testować. Na jednym spotkaniu blogerek otrzymałam olej arganowy firmy Manufaktura Apteczna i tak zaczęłam swoja przygodę z nim. Szczerze mówiąc tamtą buteleczkę przemęczyłam. Było to rok temu i znów olej arganowy trafił w moje ręce, tym razem od innej firmy - Biotanic.


Chcąc nie chcąc będę ten olej porównywać z tamtym ;)
Jednak muszę jeszcze Wam parę rzeczy na początku wyjaśnić - strasznie mnie irytuje ten szał na olej arganowy. Trwa on już na prawdę długo, producenci dając kapkę tego oleju na całe opakowanie to właśnie jego wymieniają w reklamach, jest dostępny nawet w zmywaczach do paznokci (!). Jak mogę to go unikam, nie kupuję produktów z tym olejem bo zwyczajnie nie służy mi on jako wybitnie - ot olej i już.
A włosom moim solo to on już zupełnie nie pasuje... Reagują na niego mega puchem, nawet spadek porowatości nic tu nie zmienił. Dopiero w odpowiednim towarzystwie działa dobrze (jak np w odżywce Sylveco).

To tyle słowem wstępu - pora na recenzje!

Olej arganowy marki biotanic zapakowany jest w szklaną buteleczkę z pipetką - ma u mnie za to duży plus! Wreszcie wszystko dookoła nie jest umazane olejem. Taka prosta zmiana a ile radości :)
W przeciwieństwie do oleju arganowego z Manufaktury Aptecznej ten posiada zapach, bardzo delikatny, orzechowy - przyjemny! :) Smakowity taki... A jego konsystencja jest lżejsza, nie sprawia już na mnie wrażenia, że będzie oporny - rozsmarowywał się i wchłaniał wyśmienicie i to (ku mojemu zdziwieniu) zarówno na suchej jak i wilgotnej skórze.


Co mi dało stosowanie tego oleju na ciało?
Moc nawilżenia i wygładzenia. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tego, nie oczekiwałam takich efektów, bo olej firmy Manufaktura Apteczna nie dał mi aż takich rezultatów...
Dodatkowo olej ten nie spowodował wysypu krostek na moich ramionach, stosuję go na całe ciało i nie ma żadnych nieprzyjemności! (muszę mówić, ze z innym arganem je miałam?)
Moja skóra bardzo go polubiła, tak bardzo, że niedługo ta 50 ml buteleczka mi się skończy... I wiecie co? Będę za nim tęsknić!


Dodatkowo, marka Biotanic zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ten cytat na opakowaniu, śliczna, prosta grafika, przesłanie płynące od nich - wszystko na plus! Na pewno skuszę się na olej z baobabu od nich :)


Znacie tą markę? Co o niej myślicie?
Też mieliście tak z jakimś olejem/masłem, że jednej firmy było super, a innej to szkoda gadać?

Vatika oliwkowa

Hej!
Dziś będzie parę słów o olejowaniu włosów przeze mnie Vatiką oliwkową firmy Dabur. Do tej pory jedyną Vatika jaka była mi znana była ta najbardziej popularna - kokosowa. Większość z Was nie przepada za jej zapachem - mi on jednak bardzo odpowiada, kokosowo - cytrynowo - ziołowy ;) Ja tam nie wyczuwam nic z zapachu łazienkowej kostki, ale jak wiadomo, każdy nos reaguje inaczej na zapachy..
Jednak nie o kokosowej wersji chcę Wam dzisiaj opowiadać, ale o jej oliwkowej siostrze.

Oto ona:

Butelka zielona, olej w kolorze zielonym, oliwki zielone na etykiecie - jak widać zieleń to kolor przewodni ;)
Otwór butelki jest spory, więc trzeba uważać by nie chlusnąć za wiele... Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do wersji kokosowej tutaj mamy konsystencję płynną przez cały czas.
Zapach też znacząco się różni ;) Wersja oliwkowa pachnie bardzo ładnie, delikatnie słodko, bardzo przyjemnie!


Olej bardzo dobrze rozprowadza się na włosach, nie aplikowałam na skórę głowy przez skład, który znajdziecie niżej. Nie zdarzyło mi się nigdy by olej spłynął mi z włosów, ale trafiłam na opinie, że jest to możliwe, a więc trzeba uważać z nakładaną ilością.
Jako, że olej ten jest na parafinowej bazie może wystąpić problem ze zmyciem, warto mieć pod ręką mocniejszy szampon ;)


Skład: Mineral oil, Canola Oil, Elaeis guineensis oil, Oleaeuropaea Fruit oil, Phenyltrimethicone, Prunus amygdalus dulcis oil, Perfume, Ricinus communis seed oil, Cereus grandiflorus (Cactus) Flower Extract, Butyl MethoxyDibenzoyl Methane, Tocopheryl acetate, Butylated Hydroxy Toluene, Citrus Medica Limonum (Lemon) oil, CI 47000, CI 61565, CI 26100.


Co mogłam zobaczyć po zmyciu?
Ano siano... Tak jest, moje włosy zawsze tak reagują na oleje oparte na parafinie. Jednak chciałam dać szansę temu. Użyłam parę razy i zrezygnowałam, powędruje w świat do osoby, którym parafinowa baza nie robi krzywdy, a wręcz przeciwnie - pozwala otrzymać lśniące, wygładzone włosy.


Jak Wasze włosy reagują na parafinę?

Olej z uczepu trólistkowego

Hej Kochani!
Pora na przedstawienie produktu, który towarzyszył mi przez całe wakacje! Otrzymałam go na spotkaniu blogerek, które organizowałam od firmy Nami. I niesamowicie mnie to cieszy, bo inaczej pewnie minęłyby wieki zanim bym go odnalazła. Nie wiem jak Wy, ale ja nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, a zatem nie marzył mi się - wszystkie te pestkowe (maliny, truskawki, śliwki...) chodziły mi po głowie, bo ciągle znajdywałam o nich jakieś informacje... Ten bidulek pozostawał w tyle... Aż do dziś! Bo teraz po tych 3 miesiącach testów wiem, że to jeden z moich ulubionych olei!


Uczep trójlistkowy jest rośliną bardzo popularną w naszej strefie klimatycznej, zwłaszcza w miejscach bardzo wilgotnych - na bagnach, przy jeziorach. Na pewno nie jest uznawany za ozdobę, ani jego kwiaty, ani on sam nie prezentuje się najpiękniej, poza tym posiada denerwująca dla ludzi łatwość rozsiewania się (czytaj: przyczepia się do ubrań i sierści tak mocno, ze ciężko go usunąć).
Jednak nie jest rośliną, którą można by skreślić z tego powodu!
Uczep trójlistkowy od dawna stosowany w medycynie ludowej jako roślina łagodząca najprzeróżniejsze schorzenia skóry. Wywar z rośliny dodawany był do kąpieli aby złagodzić odparzenia i uczulenia. Surowcem są górne części pędów, które zawierają flawonoidy, kumaryny, garbniki, olej eteryczny, karotenoidy, polisacharydy , kwasy organiczne, sole mineralne oraz witaminę C.

Taki niepozorny!
Olej z uczepu zalecany jest dla cery suchej, ściągniętej, z tendencją do występowania trądziku, podrażnień, zaczerwienień. Polecany jest do pielęgnacji skóry po opalaniu, do łojotokowego zapalenia skóry głowy, do demakijażu twarzy i rzęs.



Olej znajduje się w białej, odkręcanej buteleczce. Można go kupić w wersji 100 lub 150 ml.
Niestety nie jest możliwe obserwowanie jego zużycia, a zakręcanie z tłustymi rękami potrafi sprawiać pewne trudności. Tak samo nalepki też nieestetycznie odstają od buteleczki, która sama w sobie jest bardzo zgrabniutka i wygodnie leży w dłoni.

Jednak to małe wady w porównaniu z pozostałymi zaletami.
Olej ten ma lekką, przyjemną konsystencję o złotym zabarwieniu. Pachnie słodko, ziołowo - przypomina mi zapach syropu z dzieciństwa :) Bardzo lubię ten aromat i zawsze żałuję, że tak szybko znika ze skóry.
Olej dzięki swojej lekkości bardzo ładnie się wchłania, nie pozostawiając po sobie żadnej warstwy tylko cudowną miękkość (tutaj jednak muszę nadmienić, że ja zawsze aplikuje olej na lekko wilgotną skórę).


Stosowany na ciało daje nawilżenie, wygładzenie, miękkość - aż chce się człowiek dotykać! Nakładany po opalaniu pomaga uzyskać złocistą i równomierną opaleniznę. Zrobiłam nawet mały eksperyment - gdy raz przypaliłam sobie łydki, jedną nogę smarowałam tym olejem, drugą ratowałam inaczej - kto zgadnie gdzie nie schodziła mi skóra? ;) Bingo! Na smarowanej tym olejem!

Jednak jego wszystkie zalety przy stosowaniu na skórze blakną w porównaniu z tym co on robi z moimi włosami! Gdy nim olejuje włosy są miękkie, błyszczące, dociążone, ale sypkie, wygładzenie jest takie, że gumka potrafi mi się z nich ześlizgiwać! Nie ważne jakiego potem użyje szamponu czy odżywki, efekt jest ten sam. Cudo!
Dodatkowo dzięki jego lekkości łatwo go zmyć, nie ma mowy o tłustych strąkach.

Jednak to nie koniec jego możliwości.
Używałam go też do demakijażu tak jak radził producent: parę kropel na wilgotny wacik - zmył wszystko nie pozostawiając smug, za to bardzo zadowoloną i nawilżoną cerę... Czułam się jak wtedy gdy robiłam sobie spa! Oprócz oczyszczenia zyskiwałam nawilżenie, zero zapychania czy podrażnień, zero wypadających rzęs. Za to nawet miałam wrażenie, że rzęsy się wzmocniły. (Musicie jednak pamiętać, że mój makijaż opiera się na minerałach i tuszu do rzęs, nie umiem stosować kredek czy eyelinerów, a wiec nie wiem jak by sobie z nimi poradził)


Ja go pokochałam całym sercem, jestem ciekawa czy Wy się z nim kiedyś zetknęłyście?

Olej arganowy po mojemu

Hej, hej, hej!
Spieszę do Was z radosną nowiną, że zostałam przyjęta na studia drugiego stopnia! Cieszę się tak bardzo, że mogłabym skakać pod sufit ;). Dziś pędzę robić badania i składać papierki. A dla Was zostawiam moje przemyślenio - receznję na temat uwielbianego przez wszystkich oleju arganowego.

Zauważyliście ten szał? Olej arganowy jest wszędzie! Kremy, odżywki, szampony, balsamy, zmywacze do paznokci (!). Jeden wielki BUM! Wychwalany jest pod niebiosa jako cud nad cudy. Działa u każdego i zawsze! Ale czy na pewno?

Mój olej trafił do mnie od ManufakturyAptecznej (FB) na spotkaniu blogerek w Lublinie. Od kiedy go otrzymałam postanowiłam gruntownie go przetestować i sama określić jak to jest z tym złotem Maroka.

A więc zacznę od początku i tak jak mam to w zwyczaju od opisu opakowania :).


Znacie mnie już trochę i wiecie, że lubię prostotę i szalone opakowania. Wszystko co jest pomiędzy nie przyciąga mojego spojrzenia. W tym wypadku mamy do czynienia z prostotą, jak patrzę na tą etykietę mam pozytywne skojarzenia.

Wspominałam Wam już, że logo firmy budzi moją sympatię i wzbudza zaufanie, ale i tak się powtórzę (w końcu ktoś mógł to przegapić ;))


Buteleczka miała otwarcie zabezpieczone folijką, a więc dopiero po jej zdjęciu zobaczyłam, że mój olej jest uszkodzony. Nie nacieszyłam się więc ładną buteleczką... Musiałam przelać zawartość do innego opakowania.


Olejek arganowy otrzymywany z drzewa arganowego naturalnie rosnącego w Maroko charakteryzuje się wysoką zawartością kwasu linolowego i oleinowego, bogaty jest w polifenole, tokoferole (przeciwutleniacze), dodatkowo zawiera sterole, karotenoidy, ksantofile i skwalen.
  • Olejek jest przeznaczony szczególnie do pielęgnacji delikatnej i suchej skóry, chroni skórę przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych oraz przed jej nadmiernym wysuszeniem. 
  • Olejek arganowy hamuje procesy starzenia, redukuje zmarszczki, nawilża, rewitalizuje i poprawia elastyczność skóry, przez co skóra nabiera wyraźnie młodszego wyglądu. 
  • Polecany kobietom z problemami skórnymi związanymi z menopauzą. 
  • Zalecany przy leczeniu ran, łuszczycy, wyprysków skórnych (skaz po trądziku i ospie), ułatwia gojenie blizn i stanów zapalnych skóry. 
  • Wspomaga pielęgnację cery trądzikowej i ogranicza ilość sebum, zmniejsza tym samym tendencję skóry do przetłuszczania. 
  • Nadaje włosom naturalny połysk, wytrzymałość, jedwabistość i miękkość, przywraca naturalny stan kruchym i łamliwym paznokciom. 
(informacja ze strony Manufaktury Aptecznej)

Olej jest prawie bezbarwny i całkowicie dla mojego nosa bezwonny. bez wątpienia argan należy do tych 'cięższych' olei. Jednak przyjemnie dosyć się z nim współpracuje.
Mam nadzieję, że jesteście ciekawi moich przemyśleń po-testowych na jego temat. :)

JA - WŁOSY - OLEJ ARGANOWY
Od razu wam zdradzę, że tu miłości nie ma. Nie 'zatrybiło' między nami.
Olejek ten powodował, że moje skłonne do puszenia włosy puszyły się jeszcze bardziej. Znikał blask moich włosów, do którego zdążyłam się już przyzwyczaić bo rzadko co niszczyło mi ten efekt.
Nie pomogły różne techniki olejowania, ani zmiana czasu. Efekt zawsze był ten sam: puch, brak blasku a czasami nawet pojawiała się szorstkość.
Właściwie to już wcześniej miałam takie przypuszczenia, ponieważ kosmetyki do włosów z dodatkiem tego oleju sprawiały, że moje włosy nie prezentowały się dobrze. Eksperyment z czystym olejem tylko to potwierdził.


JA - CIAŁO - OLEJ ARGANOWY
Jako, że eksperyment włosowy się nie sprawdził, przeszłam z testami dalej i zajęłam się swoim ciałem.
Tutaj uzyskałam efekt połowiczy ;) O co chodzi? Olej spisał się świetnie od pasa w dół, a wyżej niestety już nie.
A więc jak właściwie działał? Otóż po kąpieli gdy skóra jeszcze była lekko mokra wcierałam olej w całe ciało (np prawie  moje plecy omijałam, wiecie dlaczego). Co mi dawał ten zabieg?
Po pierwsze olej w ten sposób nałożony wchłania się dużo szybciej, skóra staje się nawilżona i przyjemnie napięta. Nie pozostaje żadna tłusta i nieprzyjemna warstwa. Nie lepię się i mogę od razu praktycznie zakładać ubrania.
Skóra nóg go pokochała. Całkowicie. Jest nawilżona na długo, bardzo długo. Do tego stała się bardziej jędrna (a przynajmniej tak się prezentuje) - po ponad 2 tygodniach. Dodatkowo jest wygładzona i przyjemna w dotyku. Uwielbiam ten efekt.
Dlaczego jednak od pasa w górę już nie było tego efektu? Wynika to pewnie z mojego odczuwania... Chodzi mi o to, że ja po prostu bardzo nie lubię smarować się olejkiem po tułowiu, jest mi źle z tym już psychicznie, a więc moje ciało również nie reaguje najlepiej...
Natomiast jeśli chodzi o kończyny górne (yep, używam słownictwa 'branżowego' bo jak się wyrażam inaczej to mam wrażenie, że mówię niepoprawnie ;) ) to mam z nimi okresowo problem podobny do tego na plecach, który nasila się po tym oleju - innymi słowy ma wysyp na ramionach po nim.
Sprawa jest o tyle dziwna, że gdy dodaje oleju do kąpieli by później nie musieć się nim smarować efektu takiego nie uzyskuje. Skóra jest nawilżona to fakt, ale już nie ma ani zapychania, ani efektu wow przy nogach.


Jeśli chodzi o inne sposoby użycia:
- na twarzy kompletnie się nie sprawdził, ale muszę przyznać, że mało który olej się u mnie tu spisuje, jak na razie tylko konopny dał rade...
- olejowałam nim skórki i jak miałam z nimi problemy, tak dalej mam (i nie chodzi tu o długość kuracji bo wcześniej miałam olej arganowy innej firmy i kuracja trwała prawie 2 miesiące)
- w mieszankach zarówno włosowych/cielesnych ;)/twarzowych również się u mnie nie wykazał, albo nic do mieszanki nie wnosił albo wręcz psuł efekt w związku z czym miałam albo puch na włosach, albo wypryski na twarzy


Podsumowując: olej arganowy wg mnie nie jest produktem cud, często jest aż za bardzo chwalony, jak mam być szczera podobne efekty uzyskiwałam na ciele przy olejku ze słodkich migdałów. Wiem, że nie będę zaopatrywała się w kolejne buteleczki tego 'złotka'.

Cena: od 34,90 (KLIK)

Jestem za to bardzo ciekawa waszych spostrzeżeń na jego temat.

Maroko - Olej z czarnuszki

Hej!
Wreszcie przyszła pora na kolejną recenzję z cyklu Maroko. W poprzednich dwóch mogłyście przeczytać o kholu i glince ghassoul. Dziś będzie o olejku z czarnuszki, który to absolutnie mnie sobą zachwycił! Od pierwszego użycia całkowicie zawładnął moim serce, a po natychmiastowych rezultatach jakie dzięki niemu otrzymałam stał się gościem honorowym w moim domu. Używam go ja, mama, babcia, siostra, czasem smaruje nim mojego W. Ogólnie rzecz biorąc wpadłam po uszy ;)

By już nie przedłużać pokazuję go Wam w kartoniku ;) Z tego co zauważyłam tylko mniejsze wersje (60 ml) są tak pakowane. Gdy zamówiłam większe, były już bez kartoników. Swoją drogą za wiele się nie traci ponieważ na tym opakowaniu nie ma żadnych słów w języku polskim, pojawiają się dopiero na buteleczce. Zresztą i tak większość z nas wyrzuca papierowe opakowanie ;)


To może najpierw opowiem Wam o samym olejku, który jest na prawdę fascynujący, a możliwości jesgo używania niezliczone.

Olej z czarnuszki, tzw. Złoto Faraonów, ze względu na swoje bogate właściwości regenerujące, odżywcze i naprawcze jest do dziś bardzo znanym i cennym olejem.

Ma właściwości:
przeciwdziała wypadaniu włosów i łysieniu, zapobiega rozdwajaniu się końcówek

eliminuje łupież 
zwalcza trądzik i oczyszcza cerę, pomaga złagodzić podrażnienia 
odżywia i zmiękcza skórę, chroni ją przed działaniem czynników zewnętrznych
jest pomocny w łągodzeniu zmian łuszczycowych i atopowego zapalenia skóry
chroni przed poparzeniami słonecznymi
 

Olej z czarnuszki poprawia kondycję skóry, przede wszystkim suchej i dojrzałej. Dzięki właściwościom przeciwutleniającym opóźnia proces powstawania zmarszczek. Zmiękcza i wygładza skórę, nawilża i wzmacnia przesuszone i zniszczone włosy oraz łagodzi podrażnienia, również te wywołane nadmierną ekspozycją na słońce. Może być stosowany do masażu.

Olej z czarnuszki zawiera olejek lotny, witaminę E oraz wysoką zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych, wśród których przeważa kwas linolowy i oleinowy 



Olejek ma charakterystyczny, taki jakby trochę pieprzny (w sensie że ostry), ziołowy zapach i smak. Ciężko go opisać... Mi to się bardzo podoba! Z radością po niego sięgam.


Przejdę już do rzeczy - za co go pokochałam?
Po pierwsze:
zmagam się z trądzikiem na plecach - już po pierwszym użyciu tego olejku połowa wyprysków zniknęła! Po dwóch tygodniach mogłam się cieszyć gładkimi plecami. Byłam w szoku, że coś takiego jest możliwe! Dodatkowo gdy zaprzestałam smarowania efekt utrzymywał się jeszcze tydzień. Za to teraz gdy poużywałam olejku 3 miesiące nie muszę już nic więcej robić, spokój mam od prawie dwóch miesięcy, nic nie wyskakuje.

Po drugie:
świetnie działa na włosy i skórę głowy. Włosy przestały wypadać gdy zaczęłam smarować skalp olejkiem z czarnuszki. A po olejowaniu włosy nabierają blasku i są cudowne w dotyku. Nie ma możliwości bym miała Bad Hair Day po nocy z tym olejkiem.

Po trzecie:
moja twarz go kocha! Nie wiem jak on to robi, ale pielęgnuje moją twarz lepiej niż większość dostępnych kremów - jest ona miękka, wygładzona, kolor jest ujednolicony, a wszystkie wypryski znikają bardzo szybko (2 razy szybciej niż normalnie).

Po czwarte:
ciało. dzięki niemu opalam się jednolicie, skóra nie jest podrażniona, szybko kolor zmienia się z różu na brąz. Dodatkowo tak samo jak skóra twarzy, skóra ciała jest miękka i odżywiona.

Po piąte:
przy stosowaniu doustnie zauważyłam, ze zmniejszyły się moje problemy z brzuchem.
gdy bolało mnie gardło i łyknęłam na noc olejku, rano po bólu nie było śladu.
mama odkąd zaczęła kurację olejkiem lepiej się czuje, szybciej powraca do zdrowia, skończyły się jej problemy żołądkowe.


I to by było wszystko, ale wiem, że nie odkryłam jeszcze nawet połowy zastosowań tego złotka faraonów. Będę ten wpis regularnie uzupełniać tak samo jak moje zapasy tego olejku. Mam nadzieję, że nie dziwicie się już za co go kocham.


Zapomniałam o cenie! Dzięki Ernestyno :*
za 60 ml zapłacimy ok 26 zł w zalezności od miejsca (mi starczyła taka ilość przy częstym i intenyswnym używaniu na 3 miesiące)
za 125 ml  ok 53 zł

Jestem ciekawa czy miałyście z nim do czynienia? Czy również pokochałyście go tak samo jak ja?


Subiektywnie o olejach

Hej!
Dzisiaj przygotowałam dla Was post gigant ;)
żartuje, ale będzie tego jednak sporo ;p. Poopowiadam Wam trochę o tych olejach, które do tej pory miałam okazję przetestować i jak one działały na moje włosy/ciało... (no dobra, głównie włosy)

Gotowe?
A więc do dzieła! (kolejność przypadkowa)

Olej konopny
Miał taki ziemisty zapach i zielony kolor. Był bardzo lekki - za lekki na moje włosy nawet jako odzywka b/s. Nie ogarniał puchu na głowie i w sumie nic nie robił. Za to tżet mówił i wtedy że włosy pachną mi wiatrem ;)
Najlepszy do twarzy jaki do tej pory używałam - nie zapychał, nie powodował niespodzianek, za to twarz była cudownie odżywiona i nawilżona!

Olej lniany
Charakterystyczny zapach - mi się podobał, ale wiem, ze wielu osobom nie. Koloru nie pamiętam już, ale zdaje mi się że również była to zieleń.
Był to jak na razie najlepszy olej dla moich włosów. Robił z nimi cuda! Należy do tych 'cięższych' i to im się chyba spodobało. Włosy były nawilżone, dociążone (nie mylić z obciążone), błyszczące! Niestety tylko przez miesiąc, później się do niego przyzwyczaiły... Za jakiś czas znowu go kupię by przekonać się czy znowu zareagują tak samo, bo aż mi teskno za takimi efektami po olejowaniu....

Olej sezamowy
Śmierdziuszek, ale bez przesady ;) Pachnie dla mnie takim przypalonym sezamem ;) Kolor żółty.
Pięknie ogarnia mi młodzież na głowie - baby hairy po nim tak nie odstają we wszystkie strony świata ;)
Ale w sumie to tyle - nic więcej na mojej głowie nie zdziałał.

Olej rzepakowy
Znany wszystkim z kuchni, praktycznie bezzapachowy, żółty.
Na głowie nic mi nie zdziałał, za to moja twarz polubiła go jako dodatek do maseczek.

Olej winogronowy
Jak dla mnie bezzapachowy, lekki, delikatnie zielony.
Już pisałam że lekki, teraz powiem trochę inaczej -> za lekki.. Nie miał szan zdziałać nic na mojej głowie, dodał może trochę więcej blasku i w sumie tyle...
Za to kocham go do pieczenia ;)

Olej kokosowy
Chyba każdy go zna, pyszny zapach, biały kolor, trzeba go trochę rozpuścić.
Na włosach działał różnie, wiele zależało od pogody. Jednak mimo wszystko lubiłam go - może to przez ten zapach? Sama nie wiem, bo jednak cudów z nim nie było nigdy, za to uwielbiała go moja skóra! Była mięciutka i pachnąca. Ach!

Olej palmowy
bardzo, bardzo, bardzo go lubię! Ma pomarańczową barwę i charakterystyczny zapach który nie wszystkim może się spodobać - ja go bardzo polubiłam. Działam dość dobrze na włosy, ale bez szaleństw. Najlepiej wykazał się na mojej skórze - była po nim cudownie długo miękka i nawilżona. Robiłam z niego kuracje dla dłoni i stóp - wchłaniał się całkowicie, a ja miałam spokój na bardzo długo!

Oliwka Hipp
Pachnie dzieciuszkami ;)
Jeden z moich ulubieńców - włosy były po niej cudownie sypkie! Do tego błyszczały i były mięciutkie!
Nadawała się też do ciała, uwielbiałam ją zabierać na wyjazdy bo miałam i zadbane ciało i włosy, a dodatkowo po wysiłku mogłam ją wykorzystać do masażu.

Amla
Śmierdziuszek, serio, nie znosiłam jej zapachu...  Poza tym jest na parafinie i w okresie jakim ją miałam nie działała nic. Równie dobrze mogłam jej nie nakładać na włosy... Poza tym zapach utrzymywał się mi na włosach, ech nie lubiłam jej...

Olejek odżywczy Babuszki Agaffi
bardzo leciutki, idealnie nadawał się do zabezpieczania - nie byłam w stanie z nim przesadzić. Za wiele nie działał jednak.

Olej arachidowy
Pachniał orzeszkami :) Fajny był, ale nie na tyle bym do niego chciała wrócić. Włosy się ładnie błyszczały po nim, nie należał do ciężkich, a więc nie dawał sobie zbytnio rady z dociążaniem.

Olej ze słodkich migdałów
Bezzapachowy, świetny ale do ciała. Na moich włosach nic nie robił niestety. Moim ulubionym sposobem używania go było dolewanie do kąpieli - balsamowanie miałam z głowy wtedy już :)

Olejek rycynowy 
znany chyba wszystkim. Lubię go dodawać do mieszanek - nigdy solo, jest zbyt 'tępy' i za dużo bym włosów przy tym straciła. Ładnie dociąża włosy, nie przepadam jednak za jego zapachem.
Stosowałam go też na rzęsy - zauważyłam widoczne przyciemnienie i wzmocnienie - brak jednak efektu na przyrost.


To jednak nie koniec mojej przygody z olejami :) Teraz używam jeszcze olejów: z orzechów włoskich i laskowych, vatiki, musztardowego, z czarnuszki...

Znacie któryś z przedstawionych przeze mnie olei?

Pozdrawiam
Żan

Alverde - olejek arganowy

Ciąg dalszy recenzji włosowych :)
Chociaż muszę się poskarżyć, że mimo tak bogatej pielęgnacji włosy ostatnio dają mi nieźle w kość... Aż na nie patrzeć nie mogę.
No cóż, mam nadzieję, że niedługo humory ich odejdą w cień, a tymczasem dalej będę o nie dbać.
I jak zwykle odbiegam od tematu! Dziś będzie o olejku arganowym od Alverde.


Proste etykiety, opakowanie z pompką - prawie nie mogę się do niczego przyczepić, prawie...
Otóż pompka nie jest w stanie zabrać całego olejku bo przewód kończy się tuż przez końcem etykiet (dlatego nie widać go na zdjęciu). Duży minus za to.


Skład:



Pojemność 50 ml za które zapłacimy grosze, pod warunkiem, że mamy w okolicy DM lub kogoś za granicą ;)


Olejek  ten ma fajny, orzeźwiający zapach, wyraźnie wyczuwam w nim cytrynę. Ponieważ bardzo lubię takie zapachy w kosmetykach ma u mnie za to plus :).
Olejek stosowałam tylko na włosy w przeróżnych kombinacjach. Mimo, że jest go tak mało starczył mi na prawdę na długo, a więc jest bardzo wydajny.
A teraz do rzeczy. Czy kosmetyk ten sprawdził się na moich włosach? Niestety nie... Był zdecydowanie za lekki. Nie dawał praktycznie żadnego efektu bez względu na kombinacje w jakich go stosowałam... Jedynym wyjściem było stosowanie go zamiast odżywki b/s. Tutaj spisywał się bardzo dobrze - niwelował puch i  chronił włosy. No i trudno było przesadzić z nim - a ni razu nie udało mi się osiągnąć efektu tłustych włosów.

To by było na tyle. Nie powiem, jest to przyjemny olejek, po prostu moje włosy potrzebują czegoś konkretniejszego. Jeśli macie okazje, wypróbujcie go na sobie :)


Pozdrawiam
Żan

no dobra - znów się chwalę!


Ja wiem, że nie dawno pokazywałam Wam moje zakupy i wygraną, ale jak przyszły do mnie te paczuszki to tak się ucieszyłam, że musiałam (MUSIAŁAM) się wami podzielić swoją radością! :)

Oto i moje szczęścia ;)


wosków 6 - tylko/na razie ;) skorzystałam z promocji na Candleroom i wzięłam to co mi odpowiadało a nie było wykupione (a marniutko z tym)
sicillian lemon już w kominku - cytrynowo i na szczęście nie tak jak kostka do kibelka (tego się obawiałam)

I mam swoje upragnione olejki a Alverde! A także masełko do ciała (akurat bo moja Isanka się kończy)
Na dodatek dostałam od cudownej Ver  wielką odlewkę bingacza arganowego!
Już nie mogę się doczekać testów :))

Już wiecie dlaczego tak bardzo chciałam podzielić się z wami moją radością? ;)
Macie jakieś odczucia na temat wosków, które kupiłam?

Pozdrawiam
Żan


GP z arganem

Mimo niepochlebnej a w sumie bardziej obojętnej opinii o dwóch olejkach z go które miałam (recenzja tu), skusiłam się na nowość. Bo jakże by inaczej. Tanio no i olejek arganowy na drugim miejscu, jak mogłam nie wziąć? no nie mogłam.... więc wpadł do koszyka i od tamtego momentu intensywnie go testuje. Jak wypadł? O tym za chwile, najpierw go wam przedstawię:


Obietnice producenta, sposób użycia i skład:


Moja opinia:
Zacznę może od pierwszego wrażenia :) Buteleczki te mi się podobają, są wygodne, etykiety tez w porządku, nie zaburzają mojego poczucia estetyki. Zapach przyjemny! Taki świeży, nie wiem do czego mogłabym go porównać, ale bardzo przypadł mi do gustu.
Od razu mówię, że nie stosowałam go jak radzi producent na skórę głowy bo mój skalp tego nie lubi, sprawdzałam wielokrotnie...
A więc jak się sprawował do olejowania włosów?
Ano nijak, tak samo jak poprzednicy. Nie zrobił nic, czy to w olejowaniu na sucho, czy na mokro, czy na odżywkę, czy na mgiełki moje, do mieszanek z maskami też niczego nie wniósł.
Musze przyznać że zawiodłam się bardzo, dał mi trochę blasku, który uzyskuje przy każdym oleju jak na razie, nie sprawił że były miękkie, ani nie uspokoił młodzieży. No katastrofa.

Miałyście go może? Jak wam się spisał?

Pozdrawiam
Żan

PS. Post automatyczny, jestem na wakacjach :) Na komentarze odpowiem jak wrócę!

O mojej ulubionej metodzie pielęgnacji włosów

Dziewczyny na wątku pielęgnacyjnym juz się ze mnie śmieją że ciągle gadam o psiukaczach i jak jest ktoś nowy to te psiukacze polecam. Czas żebym i Wam o nich trochę pogadała ;)

Ale od początku!
Psiukacz to po prostu mieszanina wody i innych składników wlana w butelkę za atomizerem ;)

Dlaczego tak bardzo je lubię? Bo uwazam że nie ma prostszej, przyjemniejszej, taniej, szybszej i dokładniejszej metody pielęgnacyjnej, którą na dodatek można tak rozwijać i dostosowywać do siebie.

Dlaczego prosta? a cóż jest skomplikowanego w we wlaniu przegotowanej wody do buteleczki dolaniu coś do niej i wymieszaniu a następnie rozpyleniu?
Dlaczego taniej? bo wystarczy odrobina pozostałych składników a i tak działa!
Dlaczego szybkiej? psiuk psiuk i gotowe :)
A czemu dokładnej? Bo niezwykle łatwo jest rozpylić wszystko dokładnie, wystarczy zacząć od dołu i dzielić włosy na pasma, psiuknac parę razy i jechać dalej

Jeden sposób pewnie już znacie - na olejownie z odżywką od Anwen - ta metodę te z stosuje co rusz zmieniając aby odżywkę i olej na inne ;)

Jak JA używam psiukaczy  inaczej?
Po pierwsze pod olej! Moje włosy kochają życie na krawędzi ;) między spuszeniem a miękkością dokładnie rzecz biorąc ;)

Czyli pod olej daje psiukacz składający się z:
100 ml wody przegotowanej
10 kropel aloesu
3 kropel pantenolu
3 kropel gliceryny/ mleczka pszeczelego

od czasu do czasu sypnę też szczyptę witamin all in one z zsk

tak mniej więcej, bo czasami zamieniam dane składniki miejscami lub daje ich więcej - ale tylko wtedy gdy nadchodzi szorstkość... (wspominałam już, moje włosy kochają duuże ilości nawilżaczy)

Do olejowania:
10 ml oleju lub mieszanki olejowej
50 ml wody przegotowanej
3 krople aloesy/pantenolu/gliceryny (a jakże!) ;)

przed każdym użyciem wstrząsam

Lub inaczej!
dwie małe łyżeczki do herbaty kremu do olejowania - isana np
50 ml wody
łyżka oleju
parę kropel jakiegoś z półproduktów


Jeśli chcę dany psiukacz wykorzystać do reanimacji loków, wybieram najczęściej krem + wode już bez innych dodatków, ewentualnie odżywkę joanny b/s.

Natomiast gdy idę się prażyć na słońcu daję do wody krem i odżywkę z sylikonami, nie za dużo jednak, by włosów nie obciążyć - musimy wtedy pamiętać że to do ochrony a nie odżywienia.

Jak widać kombinuję na wszystkie możliwe sposoby i chcę zachęcić Was do tego samego!
To jak spróbujecie?
Jeśli chcecie mogę niedługo zamieścić więcej przepisów, bo tutaj nie chciałam was już zanudzać ;)

Pozdrawiam
Żan