3
cze
2014

Maroko - glinka rhassoul

Hej!
Jak Wam mija tydzień? Mój całkiem nieźle :). Od poniedziałku dużo się dzieje, nie mam chwili by posiedzieć. Wczoraj jednak byłam w kinie na Diabolinie, niestety z dubbingiem, ale tragedii nie było, tylko pojąć nie mogę jak niektórzy mogą rozmawiać w kinie na głos...

Jednak nie o tym Wam chciałam pisać :). Czas na kolejną odsłonę z cyklu: MAROKO (KLIK do części pierwszej)

Dzisiaj na celowniku glinka Rhassoul w płytkach. Oto ona:

Glinka w płytkach to dla mnie nowość, jednak przekonuje mnie do siebie. Wreszcie nie mam wszędzie po rozpylanego proszku (taka ze mnie ciamajda czasem). Łatwo też odmierzyć odpowiednią ilość do przygotowania 'papki'. Rozpuszcza się bez problemu i nie tworzy grudek jeśli użyjemy odpowiednio ciepłej wody.

Parę słów od producenta:

Ja swoją glinkę zastosowałam chyba w każdy możliwy sposób :)
Gdy miałam problem ze skalpem - dała mi ulgę niesłychaną. Mimo ciężkiej aplikacji (nie chciałam jej z niczym dodatkowo mieszać) efekty były natychmiastowe. Skalp swędział mnie bardzo nie zauważyłam rumianku w składzie jednego szamponu który użyłam bo stał w łazience, dodatkowo ostatnio więcej włosów mi wypadało, po jednej sesji z glinką zwędzenie zniknęło a ilość wypadających włosów się zmniejszyła.

Umyłam raz też nią włosy - na prawdę włosy były skrzypiące i 'piły' później odżywkę. Dodatkowo włosy były dłużej świeże i uniesione od nasady.

W pielęgnacji twarzy spisała się na medal. Skóra po każdym zabiegu była oczyszczona, przy czym nie było żadnego problemu z wysuszeniem czy ściągnięciem.
Nie wystąpiła tez żadna reakcja uczuleniowa.

Gdy nałożyłam ją natomiast na ciało zadziwiła mnie najbardziej. Po krótkim czasie trzymania skóra sprawiała wrażenie nawilżonej. Nie musiałam używać tego dnia żadnego balsamu.


Miałyście do czynienia z tą glinką?