Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło do ciała. Pokaż wszystkie posty

Jak mus to relaks

Hej!
Nie wiem jak Wasze humory, ale ja jestem w cudownym nastroju! Mimo okropnej pogody cieszę się jak dziecko gdy muszę wyjść na dwór. A wszystko to za sprawą spełnionego marzenia! Jestem teraz posiadaczką pięknego, czarnego kapelusza. Uwielbiam go i czuję się w nim wspaniale mimo sensacji jaką wzbudza na mojej wsi - ale co tam! Ważne, że ja wreszcie mogę wyglądać tak jak chciałam od dawna :).

A wracając do tematu wpisu, czyli relaksującego musu - on również mnie uwiódł! Od pierwszego użycia jestem w nim zakochana, a moje uczucie do niego pogłębia się z każdym użyciem! Niesamowity produkt marki Wytwórnia Mydła stworzonej przez równie niesamowitą Kasię. Uwielbiam takie małe manufaktury, gdzie znajdziemy wszystko co najlepsze, każdy produkt jest dopieszczony do granic możliwości, a używając je nie zostaje nam nic innego ja się zachwycać! Dzisiejszy post będzie pełen słów podziwu, więc jeśli nie jesteście gotowi na taką dawkę słodyczy radzę zaparzyć sobie gorzką kawę dla wyrównania ;).


Mus do ciała znajduje się w 50 gramowym (możliwa jest opcja zakupienia 100 gramowego) plastikowym słoiczku. Znajdziemy na nim podstawowe informacje, bez kilkunastozdaniowych obietnic. Ten produkt mówi sam za siebie, nie trzeba go nachalnie reklamować tak jak widzimy to na kosmetykach dostępnych w drogerii. 

Po odkręceniu wieczka zaskakuje nas intensywny (ale nie drażniący i nie mocno nachalny) zapach, który otula i relaksuje. Subtelna woń lawendy w otoczeniu cytrusów - czyli uniwersalny aromat, którym mogę się otaczać cały rok. Dla osób, których ta wersja nie kusi mam dobrą (lub złą jeśli walczycie z nadmiernymi zapasami kosmetyków) wiadomość - dostępne są inne warianty takie jak: earl grey, caffe latte, green tea czy lemon lime. Nie wiem jak Wy, ale ja mam ochotę na wszystkie! Zresztą Wy pewnie tez nabierzecie takiej ochoty gdy przeczytacie co ten musik potrafi!


Powiem Wam jedno - ten mus to prawdziwy mus! Konsystencja jest niesamowita, mocno masłowa, oleista a jednocześnie puszysta i delikatna. Przypomina mi samodzielnie ucieraną masę do ciasta, z gdzieniegdzie pozostawionymi grudkami budyniu (tutaj masło shea), które rozpływają się na podniebieniu (w tym wypadku na skórze). Bardzo łatwo rozsmarowuje się go po ciele, w moją suchą skórę wnika momentalnie pozostawiając po sobie MOC nawilżenia, miękkości i gładkości. Podrażnienia są łagodzone, suche skórki znikają, dzięki lawendzie nawet ranki szybciej się goją! Mus ten służy całej rodzinie w każdej potrzebie a mi codziennie - wieczorem lub rano, bo daje mi niesamowite utulenie i ukojenie.

Ratował mnie (i nie tylko mnie) z opresji w niejednej sytuacji. Podrażnienie słoneczne po wyjeździe nad morze to dla niego żaden problem, skóra z jego pomocą szybko dochodzi do siebie. Ręce zniszczone po pracy na polu, przy domu, kładzeniu kostki i wielu innych męczących pracach, które trzeba było wykonywać bez rękawiczek - znowu mus na ratunek przybywa. Wymęczone stopy z odciskami i suchą skórą - bohater nie spoczywa na laurach. Ten mus to mój ideał, który stosuję od stóp do głów i cieszę się jego jakością, zapachem, wydajnością (moja rodzina też go uwielbia a mimo to nadal mam co używać).


Ten produkt ma w sobie wszystko co cenię: działanie, naturalny skład, wydajność. Czego mogę chcieć więcej?

Cena? za 50 gram wynosi 18 zł/ za 100 g - 28 zł. A kupicie go TUTAJ. Jak ktoś się wybiera do Warszawy na EKOCUDA to mam dobra wiadomość - Wytwórnia Mydła tez tam będzie!


Cudowne, pachnące masło kakaowe

Hej!
Od kiedy po raz pierwszy w blogowym światku natknęłam się na recenzje masła kakaowego zapragnęłam je mieć. Było to dawno, dawno temu, nawet nie miałam jeszcze bloga ;). Kakaowe fascynowało mnie niezmiernie swoim zapachem, swoją postacią (a raczej faktem, że można je dostać w tak wielu formach jak pastylki, zbite bloki, które wyglądają jak kawałki czekolady różniące się tylko kolorem). No i ten zachwalany zapach! Kto nie lubi tego aromatu? Cudowny, czekoladowy, pyszny, aż chce się je schrupać! Jednak mimo tego wszystkiego sama nie mogłam zdecydować się na zakup, krążyłam tylko wokół niego. Jednak Anulka postanowiła skrócić te moje podchody ;) Masło, które dzisiaj Wam pokażę dostałam właśnie od niej :*.


Od początku spodobało mi się to opakowanie. Forma ta ułatwia mi zadanie ;). Po pierwsze, tego typu 'sztyft' mogę używać tak po prostu - nic się nie kruszy, jest niewielki, mogę mieć go zawsze przy sobie, używa się go z łatwością. Po drugie, ten owalny kształt powoduje, że bardzo łatwo odkroić kawałek, który można wykorzystywać dalej (czysto, bez odłamków i okruszków wkoło).


Samo masło kakaowe ma ogrom właściwości. Jest nawilżające, natłuszczające, daje brązujący efekt przy regularnym stosowaniu, ochraniające, a dzięki naturalnym antyutleniaczom hamuje działanie wolnych rodników. Oprócz tego warto wspomnieć, że masło kakaowe jest biozgodne ze skórą człowieka, oznacza to, że składniki w nim zawarte są przez skórę tolerowane i łatwo wchłaniane, nie powodują alergii kontaktowej.

Jak na razie samo pachnące dobro! Więc w czym tkwi haczyk, który sprawił, że tak długo zwlekałam z zakupem? Ano masło kakaowe jest pioruńsko twarde i stosowanie go bezpośrednio na skórę nie jest łatwym zabiegiem. Najłatwiejszą opcją jest kąpiel wodna z innym tłuszczem o przyjemniejszej konsystencji, ja wykorzystałam do tego masło shea i olej kokosowy. Ale wykorzystałam też krążek do oleju ze słodkich migdałów, wzbogacając go nieco o dodatkowe funkcje odżywcze. Od tego jakie zastosujemy proporcje będzie zależeć jaką konsystencje będzie miało finalnie nasze masełko.



Zapach + cudowne działanie. Uwielbiam je po prostu. A Wy? Znacie? Lubicie?







Nowości czerwca

Hej, hej!
Dziś pokażę Wam nowości nie tylko kosmetyczne :) Ciężki tydzień za mną i przygnębiający - oby teraz było lepiej! Plany są ambitne, zobaczymy co z tego wyjdzie. Ciesze się ogromnie, że udało mi się już zaplanować wakacje, zarezerwować domek i pewne przygotowania już poczynić (lubię wcześniej wszystko mieć ustalone - a wyjazd dopiero ostatni tydzień lipca).

To co? Zaczynamy od kosmetycznych?


Mydła Hagi - marzyłam o nich od dłuższego czasu. Wykorzystałam moment gdy był cały asortyment przeceniony od 20%. Pierwsze wrażenie cudowne! A ja już mogę wykreślić kolejną firmę, z mojej wakacyjnej listy (KLIK).

Na instagramie już pokazywałam, ale nie wypadałoby się nie pochwalić też na blogu - wygrana u Kamili:

Sama sobie zakupiłam olejek jałowcowy - dla ochrony przed kleszczami, kto mnie śledzi na insta wie, ze najpierw kupiłam rozmarynowy, bo nie zauważyłam, że taki pani mi podała mimo mojej prośby o jałowcowy ;)

Masło Kombo i poduszka w sówki to prezent od mojego W.

A teraz już nowości niekosmetyczne!
Nowe butki do biegania:

i cudowna spódnica kupiona w Biedronce:

Wygląda super na ciele, nie mnie się, pasuje zarówno do eleganckiej bluzki jak i podkoszulki. Uwielbiam! Fabryczna - to ta :D

Ale to nie wszystko, tylko zapomniałam zrobić zdjęcia butów trekkingowych i wygrałam kolejne rozdanie i poczyniłam małe zakupy. Jakiś taki ten czerwiem rozpustny ;)

Pat&Rub - rewitalizujące masło do ciała

Hej!
Ostatnio było o twarzy, to teraz pora bym pokazała czym namiętnie smaruje ostatnimi czasy swoje ciałko! Nie wiem czy ostatnio Wam o tym wspominałam, ale jakoś nigdy nie kusiły mnie kosmetyki Pat&Rub, raczej je omijałam. Teraz wiem, że wiele traciłam! (Chociaż pielęgnacja twarzy od nich nadal mnie nie fascynuje ;))

Peeling z tej serii zrobił na mnie duże wrażenie o czym mogliście się przekonać czytając TEN post. Jak było z masłem? Przekonacie się dzisiaj :)


Grafika taka sama jak przy peelingu, całkiem ładna, prosta. Masło zabezpieczone jest dodatkowo folią, dzięki czemu mamy pewność świeżości kosmetyku. Co mnie urzeka od pierwszej chwili w tym produkcie? Tak samo jak przy peelingu - zapach! Uwielbiam tą serię dzięki niemu. Mocny, cytrynowy, orzeźwiający, pobudzający, niesamowicie dodaje energii i stawia na nogi. Ku mojemu szczęściu utrzymuje się na ciele jakiś czas, żałuję, że nie cały dzień.


Masło ma konsystencje bardzo ciekawą. Sam producent opisuje ją jako krem do ciasta i to chyba najlepiej ją odzwierciedla. Z łatwością nabiera się produkt z opakowania i tam samo łatwo rozsmarowuje po ciele. Wystarczy odrobina by pokryć całkiem niezła powierzchnię ;) Masło wchłania się szybko i pozostawia uczucie nawilżenia na bardzo, bardzo długo! Moja sucha skóra to uwielbia! Oprócz aromaterapii mam zapewnione odżywienie skóry mojego ciała, czego chcieć więcej?

No może troszkę niższej ceny... Ale na szczęście Pat&Rib to marka, która robi często promocje! ;)


Skład:


Uważam, że to świetny produkt i cieszę się, że jest tak wydajny, więc będę mogła się nim długo rozkoszować. Jestem ciekawa Waszej opinii o produktach tej marki - znacie, lubicie? Jaka seria najbardziej Wam odpowiada?

Masło do ciała "Młoda skóra"

Hej!
Jutro wracam na uczelnie, ale mi się nie chcę... Wolałabym siedzieć w domu i pisać pracę zamiast siedzieć na zajęciach od rana do wieczora. Ale nic, zacisnę zęby i wytrzymam to pół roku, powiem Wam szczerze, ze już mam serdecznie dość tej uczelni! Muszę cały czas sobie powtarzać: dam radę, dam radę! ;)

Wracając do tematów kosmetycznych - zaraz po recenzji balsamu do ciała od Shea Moisture - KLIK - popsuła się w nim pompka ;) A dokładniej ta rurka w środku się odczepiła i zagłębiła się w balsam xd Złośliwość rzeczy martwych, ja napisałam, że nie przepadam za zapachem to się obraziła i postanowiła, że w takim razie nie będę go używała wcale ;). No i tak było, bo dopiero w sobotę rozcięłam opakowanie i przełożyłam zawartość do słoiczka. A przez ten czas używałam masła firmy Planeta Organica. Oto ono:


Plastikowy słoiczek zabezpieczony był dodatkowo sreberkiem w środku, a polska etykieta znajduje się na spodzie opakowania. Jak to zwykle bywa z tymi doklejanymi polskimi wersjami szybko się wytarła i dobrze, że jest na spodzie bo przynajmniej nie szpeci...
Co do grafiki od producenta - mi przyznaje nie bardzo się podoba, jest bo jest, szału nie ma ;)
Za to bardzo chwalę sobie, że balsam (bo masłem to on na pewno nie jest) jest w słoiczku, po ostatnich przygodach mam dosyć zabawy z wydobywaniem produktu ;)


'Masło' ma lekką, balsamową, jednak nie spływającą konsystencje. Nie kojarzy mi się ona zupełnie z masłem, jednak przez wzgląd, że jest ona mniej rzadka niż klasyczny balsam rozumiem ten zabieg z nazwą. Masło pięknie rozprowadza się po ciele, nie trzeba go brać za dużo bo wtedy zaczyna smużyć i wolniej się wchłania. Gdy nie przesadzimy z ilością za to wchłania się ekspresowo. Pozostawia skórę nawilżoną, miękką, gładką i pachnącą...
Co do zapachu - podoba mi się! Ale nie jestem pewna, czym dokładnie mi pachnie, z jednej strony jest to zapach znajomy, kojarzy mi się z jakimś kwiatem, z drugiej zupełnie nie mogę go do niczego przyporządkować. Jest słodki, delikatny, kwiatowy i ulotny, nie pozostaje długo na skórze i nie zauważyłam by ubrania mi nim pachniały, a szkoda. Jakbym miała ten zapach określić jednym słowem powiedziałabym - kobiecy.


Skład:
Aqua with infusions of Organic Argania Spinosa Kernel Oil (organiczny olej arganowy), Pistacia Vera Seed Oil (olejek pistacjowy), Cetearyl alcohol, Tocopheryl Acetate,Glycerin, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Extract (olejek lawendowy), Sodium Stearoyl Glutamate, Xanthan Gum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum.

Podsumowując to na prawdę przyjemny balsam, za który zapłacimy ok 17 zł przy pojemności 250 ml. Ma w sobie wiele pozytywnych cech, jednak nie sądzę bym kupiła go znowu gdy już go wykończę ;)

Znacie go?

Masełko oliwne

Hej Kochani!
jak tam się czujecie w Nowym Roku? Lista postanowień zrobiona? :) A jak zabawa sylwestrowa? Ja się bawiłam bardzo przyjemnie!

Dziś chcę Wam pokazać masełko, które ostatnimi czasy mam ciągle przy sobie. Uwielbiam jego wielozadaniowość. Zresztą zaraz same się przekonacie do czego je wykorzystuje ;)


Masełko oliwne pochodzi ze sklepu Blisko Natury i zapakowane jest w uroczą, małą (15g), odkręcaną puszeczkę. Naklejki z etykietami niestety szybko się niszczą i nie wyglądają najlepiej...
za to sama puszeczka jest bardzo wygodna w użyciu. Bardzo łatwo się ją odkręca i zakręca, nie ma mowy o tym, że sama się otworzy, czy zniszczymy sobie paznokieć.


Masełko jest białego koloru, pachnie delikatnie oliwą. Konsystencja maselkowa, jednak przyjemniejsza dużo od masła shea czy kakaowego, bardziej miękka. Z łatwością się rozprowadza i dobrze nawilża. Jest szalenie wydajne!
Nie wchłania się jednak całkowicie, zawsze pozostaje ochronna warstwa na skórze.


Do czego go używam?
do całych dłoni
do skórek od paznokci
do stóp
do całego ciała
na końcówki włosów
pod oczy
jako balsam do ust

I za każdym razem spisuje się świetnie. Daje dużą dawkę nawilżenia, skóra staje się miękka a efekt utrzymuje się długo.
Pod oczami nie robią się ciemne worki, skórki od paznokci nie odstają, usta są nawilżone i dobrze zabezpieczone przed wiatrem i mrozem.


Jak widzicie polubiłam to masełko, znacie je?

O tym jak pokochałam masło shea...

Hej!
Dziś będzie jakże przyjemny post o wspaniałym produkcie - maśle shea! Na pewno większość z Was je zna, ale czy wszyscy? Ja muszę przyznać do niedawna miałam tylko kosmetyki oparte na maśle shea, nigdy wcześniej nie posiadałam takiego czystego... Ach! Jak duży to był błąd!


Afrykańskie Masło Shea jest olejem roślinnym wytwarzanym z drzewa z gatunku Masłosza Parka. Występuje w Afryce środkowo-wschodniej do środkowo-zachodniej. Jest niezwykle bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe, znacznie przewyższające te zawarte w maśle kakaowym czy innych naturalnych masłach roślinnych. Nienasycone kwasy tłuszczowe są kluczowym składnikiem przy odmładzaniu i nawilżaniu skóry za pomocą kosmetyków. Masło Shea dostarcza również wszystkich najważniejszych witamin potrzebnych, aby skóra wyglądała młodo i gładko, a co najważniejsze, zdrowo. Jego właściwości chronią skórę przed wiatrem, zimnem, ostrym słońcem oraz wspomaga w znacznym stopniu leczenie ran i oparzeń. Masło Shea stymuluje aktywność komórek, walczy z efektem ich starzenia i naprawia starą, zniszczoną i stwardniałą skórę.

Podstawowe zastosowanie Masła Shea:
1. Leczenie skóry suchej, pryszczy, wyprysków i oparzeń,
2. Obrzęk i zapalenie stawów,
3. Poprawia rozluźnienie mięśni i zmniejsza sztywność ścięgien
4. Dzięki wysokiej zawartości witamin E i F rewelacyjnie nadaje się przed i po opalaniu.
5. Rozjaśnia plamy na skórze, przebarwienia, zmniejsza i likwiduje rozstępy,
zmarszczki i wypryski,
6. Jest świetnym środkiem nawilżającym do masażu, leczenia odparzeń u noworodków i bogatą odżywką do włosów.

Masło Shea widocznie poprawi Twoją kondycję w takich zaburzeniach jak sucha skóra, wysypka, podrażnienia po opalaniu, skazy skórne, zmarszczki, swędzenie skóry, lekkie oparzenia, podrażnienia po i podczas golenia, mniejsze rany, pęknięcia skóry np. na piętach czy łokciach, stwardnienia skórne, lekkie odmrożenia, rozstępy, ukąszenia owadów, bóle mięśnie i napięcia mięśniowe, alergie skórne, zapalenia skóry i wiele innych.
Gdy zaczniesz regularnie używać Masła Shea, sam lub sama odkryjesz jego inne zastosowania. Twój organizm sam może wyleczyć wiele dolegliwości, Ty musisz mu tylko dostarczyć odpowiedniego zasilania – na przykład bogactwa związków i witamin zawartych w Maśle Shea. Czas, po którym Masło Shea zacznie widocznie działać, będzie bardzo różny. Przy zmarszczkach potrzeba od jednego do dwóch miesięcy, aby skutki były widoczne. Z kolei przy różnego rodzaju swędzeniach skutki są odczuwalne niemal od razu.

Wszystkie te informacje pochodzą ze strony http://masloshea.com.pl/
Polecam na nią zajrzeć bo znajdziecie tam jeszcze całą masę informacji na temat masła shea, praktycznie na każde pytanie znajdziecie odpowiedź!


Już po przeczytaniu opisu szczęka opada, a dodatkowo, gdy człowiek uświadamia sobie, że to wszystko prawda... No nie da się tego masła nie pokochać!
Moje pudełeczko, jest próbką bezpłatną, którą otrzymałam na Naturalnym Spotkaniu Blogerek, dlatego też, znajduje się w pojemniczku plastikowym, normalnie w sklepie można je dostać tylko w szklanych, 180 ml słoiczkach.
Od wspomnianego spotkania, masło to, towarzyszy mi prawie codziennie. Cały czas mnie zaskakuje w ilu sytuacjach mogę je użyć! Dodatkowo jest to bardzo przyjemne, masło jest tak jakby ubite, twarde, ale puszyste. Genialnie się rozprowadza i nie ma problemu z wydobywaniem go z opakowania. Masło szybko się wchłania, pozostawiając po sobie moc nawilżenia i wygładzoną skórę. Ja nigdy nie miałam problemu by pozostała tłusta warstwa...
Zapach z tego co zdążyłam przeczytać na różnych blogach jest dość sporny, nie wszystkim się podoba, jak dla mnie bardzo delikatny, nie przytłacza, jakby delikatnie orzechowy, trochę trawiasty ;) Takie nuty wychwytuje mój nos.


No ale jak to z tym używaniem prawie codziennie?
- jako balsam - cudownie nawilżona skóra na długo
- jako kuracja dla stóp i dłoni pod skarpetki
- jako balsam do ust - wreszcie jakaś ulga dla moich wymagających warg!
- przy poparzeniach słonecznych - skóra nie schodziła, a opalenizna była równa
- do masażu - w połączeniu z olejami
- przy suchych skórkach na twarzy - znikają po 2 użyciach
- przy suchych skórkach wokół paznokci - ulga od razu gdy bolą, jednak by było widać poprawę koniecznie przynajmniej tydzień powtarzać kurację
- przy katarze - gdy skóra wokół nosa piekła
- przy podrażnieniach na ciele - szybko ustępują i się goją
- na świeże blizny - miękną i zmniejsza się ich widoczność
- przy ukąszeniach owadów - szybko się goją i tak nie swędzą
- przy rozstępach - delikatna poprawa (ale krótko używam)
- i wiele, wiele innych! Aż żałuję, że wszystkiego nie spisywałam od razu...


Jak widzicie, nie dostrzegam minusów tego masła, jestem zachwycona jego działaniem.
Masło można kupić TUTAJ. Ja na pewno zakupię je jeszcze nie raz, przy okazji skusze się na masło kombo, żółte masło shea i czarne mydło ;)

Do czego używanie shea?

Wiśniowa muffinka kąpielowa

Hej!
Dziś zostawiam Wam posta a tymczasem sama wybywam w Tatry! Jej jak się cieszę! Nigdy tam nie byłam... Mimo problemów jestem nastawiona na wspaniałą (choć krótką - 4 dni) zabawę :)
Dla Was za to przygotowałam parę postów - mam tylko nadzieję, że się opublikują tak jak zaplanowałam ;). Z bloggerem nigdy nic nie wiadomo.
W każdym bądź razie - obiecuję relację po powrocie!

Ja tu gadu, gadu a tymczasem chciałam Wam pokazać wspaniały produkt!
Oto on:

To małe cudo to muffinka kąpielowa z Pszczelej Dolinki.

Dla niezorientowanych wstawiam opis ze sklepu:

Muffinka kąpielowa wiśniowa zrobiona jest z masła kakaowego i masła awokado z dodatkiem olejku wiśniowego. Umieszczona jest w papierowej foremce, ozdobiona suszonymi kwiatami forsycji, jarzębiną i gałązką jagody. Muffinka przeznaczona jest do kąpieli w wannie lub pod prysznic, stosujemy ją na oczyszczoną uprzednio skórę. W wannie możemy pozwolić na swobodne rozpuszczenie olejów w wodzie lub możemy masować muffinką ciało. Pod wpływem ciepłej wody pory skóry otwierają się a substancje odżywcze z muffinki łatwiej przenikają w skórę. Jedna z Klientek opowiedziała mi, że smaruje ciało muffinką po wyjściu z wody, na mokrą skórę i ten sposób najbardziej Jej odpowiada. Z tego widać, że zastosowanie muffinki zależy tylko od naszej pomysłowości i upodobań :) 
Po kąpieli lub prysznicu z użyciem muffinki nie potrzebujemy już smarować ciała balsamem - skóra jest nawilżona, odżywiona i aksamitna w dotyku, wystarczy lekko osuszyć ciało ręcznikiem. Pozostaje delikatny zapach owoców wiśni.
Działanie masła kakaowego: regeneruje, silnie nawilża i odżywia skórę, chroni ją przed wolnymi rodnikami - posiada właściwości antyoksydacyjne.
Działanie masła awokado: gojące, silnie nawilżające, natłuszczające, wygładzające, odżywcze, regeneracyjne, ochronne.


I wiecie co? Tak na prawdę na opisie ze strony mogłabym tą recenzje zakończyć bo to sama prawda.
Muffinka nie dość że słodko wygląda - zresztą same zobaczcie. Poza tym już sama ta nazwa jest słodka. Ślicznie pachnie - mi przypomina ten zapach najbardziej taką wiśnie z alkoholem w czekoladzie ;)  pysznie!
Ja sama używałam jej głównie po wyjściu z kąpieli czy prysznica na mokra skórę - to było dla mnie najwygodniejsze i nic nie zmieniło w cudownym działaniu muffinki.
Skóra po zabiegu tym jest cudownie miękka, pachnąca, odżywiona, nawilżona - po prostu wow!
A sama muffinka jest bardzo wygodna w użyciu, sunie się nią cudnie po skórze, dobrze leży w dłoni, nie ucieka i bardzo, bardzo powoli jej ubywa. A więc wydajność też na plus!
Gdy użyjemy jej na mokrą skórę nie ma mowy o długim wchłanianiu i mega tłustości, dlatego też nie polecam używać jej na sucho ;)

Moje ciało pokochało taki sposób pielęgnacji - na pewno kupię sobie jeszcze nie jedną muffinkę! Zwłaszcza, że wszystkie zapachy mnie mocno ciekawią :)

Skład: masło kakaowe, masło awokado, olejek wiśniowy, susz roślinny.
Cena: 14 zł

Znacie?

Babeczkowe masełko do ciała

Dzisiaj będzie o delicjach, autentycznie (coś ostatnio ciągle jakichś smakowych kosmetyków do ciała używam) i to pomarańczowych ;)

Masełko, które króluje dziś w tym poście wygrałam w losowaniu gdy byłam na spotkaniu z masażem w Warszawie.
Przeleżało u mnie 3 miesiące i wreszcie postanowiła je zużyć.

Oto jak się prezentuje ta urocza babeczka:
Zbliżenie na skład:

Tutaj jeśli pozwolicie to trochę ponarzekam. Strasznie niehigieniczne to opakowanko. Żeby nie było, nie mam nic do maseł w słojach, chodzi mi o to, że masełka nie ma jak zamknąć gdy raz je otworzymy...
No słabiutko... Zwłaszcza, że masełko jest bardzo wydajne, zwłaszcza jak tak jak ja stosuje się je tylko na nogi bo niestety zostawia tłustą warstwę - o ile na nogach mi ona nie przeszkadza, tak gdzie indziej już tak...
Masło łatwo się rozprowadza i nie licząc tej warstwy wchłania się szybko. Świetnie nawilża! Tutaj jeśli chodzi o to działanie to ukłony dla niego.
Już chwaliłam zapach, jednak nie wspomniałam o jednej ważnej rzeczy - zapach nie zostaje na skórze :(. Smutno mi z tego powodu...


Jak widać konsystencja jest zbita, jednak łatwo się nią manewruje bo w kontakcie ze skórą się topi.

Czy zauważyłam coś jeszcze oprócz nawilżenia? Szczerze to nic więcej. Za to muszę się do czegoś przyznać. Jako rasowa włosomaniczka nie mogłam zapomnieć o przetestowaniu go do włosów... Nakładanie beznadziejne, jednak działanie cudo! Włosy miękkie, błyszczące, cudne fale powstały *.*
Na pewno w ten sposób je wykończę.

Miałyście kiedyś? Jakiś rok temu z tego co pamiętam było dość głośno o tych babeczkach.

Pozdrawiam
Żan

Żaneta oszalała – moc czekolady



Czyli moja kolekcja czekoladowych balsamów ;)
Najlepsze jest to że każdy pachnie inaczej! Ale tak samo słodko :)





Ziaja, masło kakaowe do ciała


Skład:
Aqua (Water), Elaeis Guineensis Oil, Cetearyl Ethylhexanoate, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Glucoside, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Hydrogenated Coco-Glycerides, Hydrogenated Palm Kernel Oil, Glycine Soja Oil, Arachis Hypogaea Oil, Juglans Regia Shell Oil, Theobroma Cacao Butter, Tocopheryl Acetate, Sodium Polyacrylate, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum (Fragrance), CI 16035 (FD&C Red No. 40), CI 42090 (FD&C Blue No. 1), CI 19140 (FD&C Yellow No. 5).

Co o nim myślę?
No cóż, pięknie pachnie ;), starcza naprawdę na bardzo długo, ma ładny kolor, nie brudzi ubrań, szybko się wchłania, niestety efekt nawilżenia nie jest trwały, gdy nie smaruje się nim, moja sucha skóra (zwłaszcza teraz zimą) jest podrażniona i potrzebuje nawilżenia
Czy kupię ponownie? Chyba jednak nie.


Isana, krem do ciała z masłem shea i kakao


Skład:
Skład: Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylexyl Stearate, Cocos Nucifera Oil, Butylene Glycol, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Panthenol, Copernicia Cerifera Cera, Theobroma Cacao Butter, Sodium Cetearyl Sulfate, Parfum, Isopropyl Palmitate, Carbomer, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Coumarin.

Co o nim myślę?
Mój ulubieniec! Po pierwsze: pojemność! Po drugie: cena! Po trzecie: zapach! ;) ten jest bardziej budyniowy niż mocno czekoladowy/kakaowy ale bardzo to w nim lubię. Genialnie nawilża mi ręce i ciało, a także robi cuda z włosami. Świetnie się wchłania, niczego nie brudzi, efekt nawilżenia utrzymuje się duzo dłużej niż w wypadku masełka z ziaji, jest bardzo wydajny.
Czy kupię to masło ponownie? Na pewno tak!


Perfecta, masło do ciała, czekolada i olejek kokosowy



Skład:
Aqua, Paraffinum Liquidum, Isopropyl Myristate, Cetearyl Ethylhexanoate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter, Cocos Nucifera Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Tocopherol, Soya Lecithin, Caprilic/Capric Trigliceride, Trilaureth-4 Phosphate, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Ubiquinone, Caramel, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Acrylates/ C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, BHA, Ethylparaben, Methylparaben, 2-Bromo-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum.

Co o nim myślę?
Bardzo je lubię, jest wiele nieprzychylnych opinii na temat tego masła ale ja nic złego na nie nie powiem. Ma formę takiego masła zmieszanego z budyniem. Zdecydowanie najgęstsza z tych juz przeze mnie przedstawionych. No i tu jest prawdziwy zapach czekolady, nie kakaa.
Podobno brudzi ubrania – ja nie zauważyłam, podobno się roluje – ja z moją suchą skórą nie zaobserwowałam takiego efektu. Czy ujędrnia? Mogę powiedzieć że tak, moje pośladki zdecydowanie lepiej wyglądają po tym maśle ;). Jest bardzo wydajne, swoje opakowanie mam od wakacji, przy czym w wakacje używałam go codziennie, łagodził skórę po opalaniu i dodatkowo wyrównywał kolor a później na jesieni utrzymywal go.
Niestety nie nadaje się na włosy ;). To chyba jedyny minus.
Czy kupię ponownie? Niestety mój tż nie trawi jej zapachu więc pewnie nie, ale na pewno skuszę się na inne masełko od perfecty.