Serwatką po głowie

Dziś miał się pojawić zupełnie inny post, ale jak zobaczyłam tamte zdjęcia to powiedziałam NIE. Musze je jakoś naprawić, albo pojawią się niedługo takie, w którym prawie już nie ma kosmetyku. No nic, jakoś to będzie! W związku jednak z powyższym dziś pojawia się post, który w sumie nie byłam pewna czy sie pojawi. Bo wiecie, ja nie lubię pisać za bardzo o kosmetykach nijakich, a szampon w saszetce, który tu widzicie właśnie taki jest.


Przygód z marką Biolaven ciąg dalszy - balsam do ciała

Zacznę od tego, że na prawdę lubię serię Biolaven. Pasuje mi ona prawie w całości (prawie, bo nie testowałam jeszcze żelu pod prysznic i do higieny intymnej i nowości w formie odżywki). Bardzo lubię zapach tych kosmetyków, chociaż osobiście wolałabym, żeby lawenda grała częściej pierwsze skrzypce. Co ciekawe jeśli chodzi o niektóre kosmetyki - chociażby micel, którego miałam parę opakowań - zapach serii delikatnie się różni. Jedna partia była bardziej winogronowa, jedna lawendowa. Stąd też mogą wynikać różnice w zdaniach co do zapachu. Jednak tak czy siak, uważam całokształt za bardzo udany!

5 zapachów od Pony

Hej, hej, hej!
Wreszcie mój zmysł powonienia powrócił, a ja mogę dokończyć wpis, który obiecałam Wam już dawno temu! Uff... Przyznaję się, że trochę ciążyła mi ta obietnica, a bardziej fakt, że nie mogę się z niej szybko wywiązać. Na szczęście pasmo nieszczęść mam już za sobą (a przynajmniej mam taką nadzieję) i wracam do życia!