Ostatnio prześladuje mnie jakiś demakijażowy pech. Na co się nie zdecyduję okazuje się nie najlepszym dla mnie wyborem. Nic mnie w związku z tym tak nie ucieszyło jak paczka od Orientany, którą pokazałam Wam już na instagramie. Może ona zakończy moją złą passę w tym temacie? Wracając jednak do moich rozterek - nie tak dawno temu pokazałam Wam swoje zakupy. Między różnego rodzaju produktami, które zresztą na razie świetnie się spisują, schował się żurawinowy płyn micelarny od Go Cranberry. Nie myślałam, że mogę go tak nie polubić...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą micel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą micel. Pokaż wszystkie posty
Nagietkowy płyn micelarny - So'Bio
Hej Kochani!
Ten post miał pojawić się wczoraj... Ale upał dał mi się we znaki i cośtam w głowie mi się chyba poprzestawiało bo nie zaznaczyłam publikacji automatycznej... Także tego ;) Nic straconego w każdym bądź razie - post nie uciekł i jest dziś! ;) A mowa w nim będzie o płynie micelarnym marki So'Bio.
Oto on:
Micel znajduje się w olbrzymiej butli (500 ml) z prostą i ładną etykietą, na której możemy dojrzeć kwiaty nagietka. Tak na prawdę oprócz ogromnej pojemności butla ta niczym się nie wyróżnia. Za to muszę ją pochwalić za wytrzymałość - mój Chrześniak ją dorwał i cisną o podłogę a jej nic!
Dodatkowy plus - otwarcie - samo się nie otworzy, jednak my zrobimy to bez problemu, bez łamania paznokci.
Producent opisuje ten produkt tak:
Ten płyn micelarny delikatnie i dokładnie oczyszcza twarz tylko jednym dotknięciem. Usuwa makijaż i brud nie podrażniając nawet wrażliwej skóry, ma działanie balansujące. Delikatna baza czyszcząca stanowiąca połączenie kojącego nagietka i nawilżającego, ochronnego aloesu koi podrażnienia i łagodzi stany zapalne skóry. Odpowiedni zarówno do oczyszczania twarzy jak i do demakijażu oczu. Skóra, dokładnie oczyszczona dzięki kojącej wodzie micelarnej z nagietkiem SO BiO, jest przygotowana lepszej absorbcji kremu nawilżającego.
Testowana pod kontrolą dermatologiczną.
I wiecie co? Ze wszystkim się zgadzam!
Micel ten świetnie oczyszcza, nie podrażnia, koi skórę i delikatnie nawilża, nie pozostawia za to żadnej warstwy. Oczy nie pieką, nie ma pandy, dodatkowo jest mój ukochany nagietek! (moja cera wyjątkowo dobrze reaguje na to ziółko)
Jakby tego było mało - na prawdę wystarcza jedno przetarcie by usunąć cały bród - a więc nie dość, że mamy wielką pojemność to jeszcze dodatkowo wielką wydajność! Będę go miała wieki i cieszy mnie to! Zupełnie mi się nie nudzi, nie chce się z nim rozstawać.
Bardzo przyjemnie pachnie - słodko, nienachalnie, nie sądzę by kiedykolwiek zaczął mnie drażnić.
Dodatkowo - naturalny skład.
Czego chcieć więcej?
Micel ten kupiłam w sklepie BeMyBio - KLIK za niecałe 50 zł/500 ml
Jak dla mnie się opłaca!
Mieliście do czynienia z tą firmą?
Ten post miał pojawić się wczoraj... Ale upał dał mi się we znaki i cośtam w głowie mi się chyba poprzestawiało bo nie zaznaczyłam publikacji automatycznej... Także tego ;) Nic straconego w każdym bądź razie - post nie uciekł i jest dziś! ;) A mowa w nim będzie o płynie micelarnym marki So'Bio.
Oto on:
Micel znajduje się w olbrzymiej butli (500 ml) z prostą i ładną etykietą, na której możemy dojrzeć kwiaty nagietka. Tak na prawdę oprócz ogromnej pojemności butla ta niczym się nie wyróżnia. Za to muszę ją pochwalić za wytrzymałość - mój Chrześniak ją dorwał i cisną o podłogę a jej nic!
Dodatkowy plus - otwarcie - samo się nie otworzy, jednak my zrobimy to bez problemu, bez łamania paznokci.
Producent opisuje ten produkt tak:
Ten płyn micelarny delikatnie i dokładnie oczyszcza twarz tylko jednym dotknięciem. Usuwa makijaż i brud nie podrażniając nawet wrażliwej skóry, ma działanie balansujące. Delikatna baza czyszcząca stanowiąca połączenie kojącego nagietka i nawilżającego, ochronnego aloesu koi podrażnienia i łagodzi stany zapalne skóry. Odpowiedni zarówno do oczyszczania twarzy jak i do demakijażu oczu. Skóra, dokładnie oczyszczona dzięki kojącej wodzie micelarnej z nagietkiem SO BiO, jest przygotowana lepszej absorbcji kremu nawilżającego.
Testowana pod kontrolą dermatologiczną.
I wiecie co? Ze wszystkim się zgadzam!
Micel ten świetnie oczyszcza, nie podrażnia, koi skórę i delikatnie nawilża, nie pozostawia za to żadnej warstwy. Oczy nie pieką, nie ma pandy, dodatkowo jest mój ukochany nagietek! (moja cera wyjątkowo dobrze reaguje na to ziółko)
Jakby tego było mało - na prawdę wystarcza jedno przetarcie by usunąć cały bród - a więc nie dość, że mamy wielką pojemność to jeszcze dodatkowo wielką wydajność! Będę go miała wieki i cieszy mnie to! Zupełnie mi się nie nudzi, nie chce się z nim rozstawać.
Bardzo przyjemnie pachnie - słodko, nienachalnie, nie sądzę by kiedykolwiek zaczął mnie drażnić.
Dodatkowo - naturalny skład.
Czego chcieć więcej?
Micel ten kupiłam w sklepie BeMyBio - KLIK za niecałe 50 zł/500 ml
Jak dla mnie się opłaca!
Mieliście do czynienia z tą firmą?
Przesyłka od Anulki!
Heej!
Jakiś czas temu trafiła do mnie przesyłka od kochanej mej Anulki! Jak zwykle mnie rozpieszczasz! Dziękuję Ci za to! Nie uwierzycie jakie cuda miałam okazję wypróbować!
Zresztą! Co ja Wam będę gadać, same zobaczcie! I poczytajcie, bo za używanie zabrałam się od razu i od razu Wam co nieco poopowiadam :)
Na początek - przepyszna konfitura! Takiej jeszcze w życiu nie jadłam! Ania zainspirowała mnie i w tym roku też coś pomodzę - a co! A dla zainteresowanych - KLIK do przepisu na blogu Ani.
Maska z Sylveco:
Szczerze mówiąc nie wiem co o niej myśleć.... Muszę chyba kupić całe opakowanie. To pudełeczko starczyło mi tylko na dwa razy - moje włosy spijały tą maskę! Przez co nie mogłam jej rozprowadzić, tylko musiałam ciągle dobierać... Użyta raz jako maska (pod turban) nie wywołała szału, ale może też być to winą wcześniejszego nowego olejowania... Drugi raz, użyłam jej jak odżywki, na jakieś 2 min na włosy i spłukałam. Po wysuszeniu zastał mnie puch stulecia... ALE! po jakichś dwóch godzinach włosy się wygładziły, zaczęły błyszczeć, być miłe, a nawet bardzo miłe w dotyku! Więc jak widzicie, jestem w kropce..
A teraz kolejne śliczności:
- micel So'Bio etic arganowy - podoba mi się bardzo! Mam wrażenie, ze pachnie bardzo podobnie do wersji nagietkowej, co mnie zdziwiło, ale spodobało się - bo zapach jest bardzo przyjemny!
Świetnie zmywa makijaż (chociaż mam wrażenie, że wersja nagietkowa robi to trochę lepiej jednak...) i ogólnie jest bardzo przyjemny - nic się nie lepi, twarz czysta - czego chcieć więcej?
- szampon Planeta Organica - makadamia - ależ on pięknie pachnie! Spodobał mi się, chociaż wzbudzał skrajne emocje podczas mycia głowy ;) Jak nim myje mam wrażenie, że nie domywa mi włosów i siłą się powstrzymuje by nie być ich drugi raz, bo włosy są domyte, tylko jakieś takie dziwne w dotyku na mokro ;) Po wyschnięciu jest wszystko cacy. A skóra głowy zadowolona.
- Shea Moisture od stóp do głów - cudo z USA. Dziwna konsystencja, niby żel, ale taki jakby lepki. Niewiele potrzeba by wytworzyć całą masę piany! Skóra jest po takim myciu nawilżona i cudownie miękka! Wprost genialne do twarzy!
A na koniec herbatka i słodycze! Cała paczka pachniała mi ta herbatką! Jest cudna, aromatyczna <3
I pyszna! I teraz ją sobie popijam :).
Aniu! Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję! Jesteś niesamowita! I ciągle sobie powtarzam - jak dobrze, że wzięłam udział w green boxowej zabawie!
Jakiś czas temu trafiła do mnie przesyłka od kochanej mej Anulki! Jak zwykle mnie rozpieszczasz! Dziękuję Ci za to! Nie uwierzycie jakie cuda miałam okazję wypróbować!
Zresztą! Co ja Wam będę gadać, same zobaczcie! I poczytajcie, bo za używanie zabrałam się od razu i od razu Wam co nieco poopowiadam :)
Na początek - przepyszna konfitura! Takiej jeszcze w życiu nie jadłam! Ania zainspirowała mnie i w tym roku też coś pomodzę - a co! A dla zainteresowanych - KLIK do przepisu na blogu Ani.
Maska z Sylveco:
Szczerze mówiąc nie wiem co o niej myśleć.... Muszę chyba kupić całe opakowanie. To pudełeczko starczyło mi tylko na dwa razy - moje włosy spijały tą maskę! Przez co nie mogłam jej rozprowadzić, tylko musiałam ciągle dobierać... Użyta raz jako maska (pod turban) nie wywołała szału, ale może też być to winą wcześniejszego nowego olejowania... Drugi raz, użyłam jej jak odżywki, na jakieś 2 min na włosy i spłukałam. Po wysuszeniu zastał mnie puch stulecia... ALE! po jakichś dwóch godzinach włosy się wygładziły, zaczęły błyszczeć, być miłe, a nawet bardzo miłe w dotyku! Więc jak widzicie, jestem w kropce..
A teraz kolejne śliczności:
- micel So'Bio etic arganowy - podoba mi się bardzo! Mam wrażenie, ze pachnie bardzo podobnie do wersji nagietkowej, co mnie zdziwiło, ale spodobało się - bo zapach jest bardzo przyjemny!
Świetnie zmywa makijaż (chociaż mam wrażenie, że wersja nagietkowa robi to trochę lepiej jednak...) i ogólnie jest bardzo przyjemny - nic się nie lepi, twarz czysta - czego chcieć więcej?
- szampon Planeta Organica - makadamia - ależ on pięknie pachnie! Spodobał mi się, chociaż wzbudzał skrajne emocje podczas mycia głowy ;) Jak nim myje mam wrażenie, że nie domywa mi włosów i siłą się powstrzymuje by nie być ich drugi raz, bo włosy są domyte, tylko jakieś takie dziwne w dotyku na mokro ;) Po wyschnięciu jest wszystko cacy. A skóra głowy zadowolona.
- Shea Moisture od stóp do głów - cudo z USA. Dziwna konsystencja, niby żel, ale taki jakby lepki. Niewiele potrzeba by wytworzyć całą masę piany! Skóra jest po takim myciu nawilżona i cudownie miękka! Wprost genialne do twarzy!
A na koniec herbatka i słodycze! Cała paczka pachniała mi ta herbatką! Jest cudna, aromatyczna <3
I pyszna! I teraz ją sobie popijam :).
Aniu! Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję! Jesteś niesamowita! I ciągle sobie powtarzam - jak dobrze, że wzięłam udział w green boxowej zabawie!
Biolaven - płyn micelarny
Hej!
Powiem szczerze, że teraz żyję jak w jakimś transie ;). Myślę o milinie spraw na raz ;). Ale już niedługo będzie luźniej, już niedługo moja głowa wypocznie ;).
Dlatego też dzisiaj post w luźniejszym tonie - pochwalny ;)
Już po tytule posta wiedzieliście, że chodzi o płyn micelarny marki Biolaven, która ledwo weszła na rynek, a zrobiło się o niej bardzo, bardzo głośno. I to bez dziwnych haseł reklamowych (pozdrawiam bingospa) ;).
Biolaven zachwyciło swoim minimalistycznym (ha! powiedziałam to, czy teraz jestem już modna?) wyglądem i połączenie lawendy z olejem winogronowym. Co niektórych (tych mniejszych zwolenników lawendy) zachwycił także zapach - słodki, winogronowy.
Chociaż z zapachem ja mam ciekawą historię - bo przecież mój nos musi być INNY, musi czuć wszystko inaczej... Otóż przez jakieś pierwsze 2 tygodnie używania tego micela odczuwałam w nim głównie lawendę, z delikatną słodka nutą, której nie potrafiłam zidentyfikować. A wszędzie wtedy pisali, że pachnie winogronami. Więc ja: łaziłam po sklepach z roślinami i wąchałam krzaki lawendy, a potem kupiłam olejek eteryczny lawendowy by się przekonać czy nie zwariowałam xd. Ale nie! Serio czułam mocno lawendę. Dopiero po upływie 2 tygodni zaczęłam czuć coraz bardziej słodycz winogron i teraz właściwie je czuje z kropelką lawendy gdzieś w tle.
No ale koniec historyjek! ;)
Pora na fakty!
Płyn ten to płyn jakby ktoś nie zauważył ;). Barwy delikatnie żółtawej. Zapienił mi się na zdjęciach, ale nigdy nie zauważyłam by stało się to na waciku. Po przetarciu nim twarzy, nie zostaje na niej żadna warstwa, czuć tylko świeżość (pachnącą świeżość). Dlatego też micel ten stosowałam również jako tonik - uwielbiam z rana przemyć nim twarz!
Ale to nie jako tonik służy mi głównie - ale jako preparat do demakijażu. I tu też będę go chwalić! :) Przede wszystkim nie podrażnia oczu, nie ma mowy o szczypaniu jakimkolwiek. Poza tym zauważyłam, że rzęsy przestały mi wypadać! Nie jestem całkowicie pewna czy to dzięki niemu, ale wydaje mi się że tak, bo krem od Kasi zaczęłam stosować dużo później.
A teraz najważniejsze - micel ten zmywa makijaż, nie rozmazuje, ale zmywa! Wprawdzie przy tuszu trzymam odrobinę dłużej płatek, ale potem mam pewność, że wszystko zostało usunięte.
Nie byłam w stanie sprawdzić czy usuwa tusz wodoodporny, ponieważ takiego nie posiadam.
Uważam, że to świetny płyn micelarny, czy równie dobry jak micel Sylveco? Chyba nie aż tak cudowny, ale jeśli mu ustępuje to tylko o jakieś 0,5 pkt ;).
Skład i informacje producenta:
Pięknie! Ale gdzie olej winogronowy? ;)
Miałyście już coś z Biolaven?
Ja byłam na dermokonsultantkach marki Sylveco i dostałam próbki ich kremów :). Niedługo będę je sprawdzać!
Powiem szczerze, że teraz żyję jak w jakimś transie ;). Myślę o milinie spraw na raz ;). Ale już niedługo będzie luźniej, już niedługo moja głowa wypocznie ;).
Dlatego też dzisiaj post w luźniejszym tonie - pochwalny ;)
Już po tytule posta wiedzieliście, że chodzi o płyn micelarny marki Biolaven, która ledwo weszła na rynek, a zrobiło się o niej bardzo, bardzo głośno. I to bez dziwnych haseł reklamowych (pozdrawiam bingospa) ;).
Biolaven zachwyciło swoim minimalistycznym (ha! powiedziałam to, czy teraz jestem już modna?) wyglądem i połączenie lawendy z olejem winogronowym. Co niektórych (tych mniejszych zwolenników lawendy) zachwycił także zapach - słodki, winogronowy.
Chociaż z zapachem ja mam ciekawą historię - bo przecież mój nos musi być INNY, musi czuć wszystko inaczej... Otóż przez jakieś pierwsze 2 tygodnie używania tego micela odczuwałam w nim głównie lawendę, z delikatną słodka nutą, której nie potrafiłam zidentyfikować. A wszędzie wtedy pisali, że pachnie winogronami. Więc ja: łaziłam po sklepach z roślinami i wąchałam krzaki lawendy, a potem kupiłam olejek eteryczny lawendowy by się przekonać czy nie zwariowałam xd. Ale nie! Serio czułam mocno lawendę. Dopiero po upływie 2 tygodni zaczęłam czuć coraz bardziej słodycz winogron i teraz właściwie je czuje z kropelką lawendy gdzieś w tle.
No ale koniec historyjek! ;)
Pora na fakty!
Płyn ten to płyn jakby ktoś nie zauważył ;). Barwy delikatnie żółtawej. Zapienił mi się na zdjęciach, ale nigdy nie zauważyłam by stało się to na waciku. Po przetarciu nim twarzy, nie zostaje na niej żadna warstwa, czuć tylko świeżość (pachnącą świeżość). Dlatego też micel ten stosowałam również jako tonik - uwielbiam z rana przemyć nim twarz!
Ale to nie jako tonik służy mi głównie - ale jako preparat do demakijażu. I tu też będę go chwalić! :) Przede wszystkim nie podrażnia oczu, nie ma mowy o szczypaniu jakimkolwiek. Poza tym zauważyłam, że rzęsy przestały mi wypadać! Nie jestem całkowicie pewna czy to dzięki niemu, ale wydaje mi się że tak, bo krem od Kasi zaczęłam stosować dużo później.
A teraz najważniejsze - micel ten zmywa makijaż, nie rozmazuje, ale zmywa! Wprawdzie przy tuszu trzymam odrobinę dłużej płatek, ale potem mam pewność, że wszystko zostało usunięte.
Nie byłam w stanie sprawdzić czy usuwa tusz wodoodporny, ponieważ takiego nie posiadam.
Uważam, że to świetny płyn micelarny, czy równie dobry jak micel Sylveco? Chyba nie aż tak cudowny, ale jeśli mu ustępuje to tylko o jakieś 0,5 pkt ;).
Skład i informacje producenta:
Pięknie! Ale gdzie olej winogronowy? ;)
Miałyście już coś z Biolaven?
Ja byłam na dermokonsultantkach marki Sylveco i dostałam próbki ich kremów :). Niedługo będę je sprawdzać!
Lipowy płyn micelrny od Sylveco
Hej!
Wreszcie recenzja ;). Wybaczcie, że tak długo nie mogłam się za żadną zabrać... Źle się działo, musiałam to przeczekać jakoś. Ale już lepiej! A przynajmniej mam taką nadzieję...
Więc dziś chcę Wam opowiedzieć o (uwaga spoiler) najlepszym micelu z jakim spotkałam się do tej pory!
Oto on:
Jak zwykle jestem pod wrażeniem szaty graficznej produktów tej marki. Prosto, przyjemnie, wszystko do siebie pasuje. Nic dodać, nic ująć. Etykieta która się ze sobą nie styka do końca daje nam możliwość podglądu ile produktu nam zostało.
Buteleczka jest z dość twardego plastiku odpornego na wszelkiego rodzaju wstrząsy.
Zamknięcie działa bez zarzutu, łatwo się otwiera, jednak samo z siebie się nie otworzy.
Otwór nie jest ani za duży, ani za mały. Bez problemu możemy wylać tyle złocistego płynu ile nam pasuje.
Zapach? ziołowy... nie wiem jak pachnie lipa... Ale całkiem możliwe, że to właśnie ten zapach (kojarzy mi się trochę z herbatkami jakie pije babcia ;)) W każdym bądź razie nie zostaje na skórze.
Płyn jest bardzo wydajny, 200 ml używam od początku lipca kiedy go kupiłam i została mi jeszcze 1/3 opakowania
A jak z działaniem?
Jak już wspomniałam na samym początku - rewelacja!
Micel: zmywa wszystko (nie używam jednak wodoodpornych kosmetyków, więc tego nie miałam jak sprawdzić), nie podrażnia, nie wysusza, nie zostawia żadnej lepkiej warstwy, łagodzi podrażnienia.
Nie ma też mowy o tym by zapiekły po nim oczy.
Moja twarz po ducie: micel + żel od Sylveco wygląda rewelacyjnie. Nie mam problemów z wypryskami, a nawet jeśli jakiś się pojawi znika szybko.
Tak na prawdę najczęściej mój makijaż wygląda teraz tak: puder transparentny + tusz do rzęs a i tak wyglądam dobrze.
Skład:
Czyli: Woda, Ekstrakt z lipy, Glukozyd decylowy, Gliceryna, Panthenol, Alantoina, Ekstrakt z aloesu, Kwas mlekowy, Alkohol benzylowy, Kwas dehydrooctowy
Cena? Ja swój kupiłam za 17,50 na minti.
Znacie go? Czy jesteście tak samo nim zachwycone jak ja?
Wreszcie recenzja ;). Wybaczcie, że tak długo nie mogłam się za żadną zabrać... Źle się działo, musiałam to przeczekać jakoś. Ale już lepiej! A przynajmniej mam taką nadzieję...
Więc dziś chcę Wam opowiedzieć o (uwaga spoiler) najlepszym micelu z jakim spotkałam się do tej pory!
Oto on:
Jak zwykle jestem pod wrażeniem szaty graficznej produktów tej marki. Prosto, przyjemnie, wszystko do siebie pasuje. Nic dodać, nic ująć. Etykieta która się ze sobą nie styka do końca daje nam możliwość podglądu ile produktu nam zostało.
Buteleczka jest z dość twardego plastiku odpornego na wszelkiego rodzaju wstrząsy.
Zamknięcie działa bez zarzutu, łatwo się otwiera, jednak samo z siebie się nie otworzy.
Otwór nie jest ani za duży, ani za mały. Bez problemu możemy wylać tyle złocistego płynu ile nam pasuje.
Zapach? ziołowy... nie wiem jak pachnie lipa... Ale całkiem możliwe, że to właśnie ten zapach (kojarzy mi się trochę z herbatkami jakie pije babcia ;)) W każdym bądź razie nie zostaje na skórze.
Płyn jest bardzo wydajny, 200 ml używam od początku lipca kiedy go kupiłam i została mi jeszcze 1/3 opakowania
A jak z działaniem?
Jak już wspomniałam na samym początku - rewelacja!
Micel: zmywa wszystko (nie używam jednak wodoodpornych kosmetyków, więc tego nie miałam jak sprawdzić), nie podrażnia, nie wysusza, nie zostawia żadnej lepkiej warstwy, łagodzi podrażnienia.
Nie ma też mowy o tym by zapiekły po nim oczy.
Moja twarz po ducie: micel + żel od Sylveco wygląda rewelacyjnie. Nie mam problemów z wypryskami, a nawet jeśli jakiś się pojawi znika szybko.
Tak na prawdę najczęściej mój makijaż wygląda teraz tak: puder transparentny + tusz do rzęs a i tak wyglądam dobrze.
Skład:
Czyli: Woda, Ekstrakt z lipy, Glukozyd decylowy, Gliceryna, Panthenol, Alantoina, Ekstrakt z aloesu, Kwas mlekowy, Alkohol benzylowy, Kwas dehydrooctowy
Znacie go? Czy jesteście tak samo nim zachwycone jak ja?
Matujący płyn micelarny - tonik 2w1 do mycia twarzy
Hej!
Jak Wam minął weekend? Mój mimo pogody bardzo się udał :). Obiecuję, że jutro lub pojutrze pojawi się relacja ze spotkania! Wczoraj nie miałam kiedy się tym zająć, najpierw miałam wyjazd, później jeszcze koncert, teraz mam chrypę ;)
Nie o tym jednak Wam chciałam dziś opowiadać :)
Od dłuższego czasu używam matującego toniku od Tołpy. Jesteście ciekawe jak się sprawuje?
Oto on w pełnej krasie:
Ta plastikowa butelka z prostą etykietą ma powalającą pojemność - aż 400 ml. Używam go już ok miesiąc, a dotarłam może do 1/3. Całe szczęście (uwaga tu spoiler!), że mi się spodobał.
Zamknięcie typu press jest bardzo wygodną formą, nie wylewa nam się za dużo, jak się przewróci, też od razu nie zalewamy wszystkiego. (to ważne, gdy się ma czasem dwie lewe ręce jak ja)
Płyn jest lekko żółtawy i ma przyjemny, orzeźwiający zapach - bardzo fajnie dzięki temu używa mi się go rano, oczyszczam cerę i dobudzam się jednocześnie :).
Wiecie jak bardzo lubię opisy Tołpy, więc pozwólcie, że i tym razem je Wam pokarzę:
Skład:
Wytrwałyście? ;)
A więc pora na opis działania!
To, że używam go rano już wiecie - spisuje się świetnie, idealnie oczyszcza cerę, zostawia ją przyjemnie odświeżoną i co ciekawe faktycznie delikatnie matuje. Nie jest to może efekt spektakularny, ale utrzymuje się dość długo. Ja uwielbiam przemywać twarz tym tonikiem tuż przed nałożeniem makijażu, sprawia on, że podkład dłużej się trzyma na twarzy i nie muszę od razu sięgać po puder, mogę spokojnie z nim poczekać i w ciągu dnia go dodać.
Używam go też do zmywania podkładu z twarzy - radzi sobie z tym całkiem nieźle - 2 waciki i twarz jest oczyszczona (z wyjątkiem oczu).
Micel ten nie zapycha i nie zostawia tłustej powłoczki, nie wysusza też skóry, mimo denatu w składzie (jest on dość daleko, dlatego zupełnie się nim nie przejmuje)
W składzie znajdują się parabeny, których wiele osób unika - mi krzywdy nie robią na szczęście.
Na prawdę jestem z niego zadowolona i z chęcią po niego sięgam. A czy Wy go znacie? Miałyście z nim do czynienia?
Jak Wam minął weekend? Mój mimo pogody bardzo się udał :). Obiecuję, że jutro lub pojutrze pojawi się relacja ze spotkania! Wczoraj nie miałam kiedy się tym zająć, najpierw miałam wyjazd, później jeszcze koncert, teraz mam chrypę ;)
Nie o tym jednak Wam chciałam dziś opowiadać :)
Od dłuższego czasu używam matującego toniku od Tołpy. Jesteście ciekawe jak się sprawuje?
Oto on w pełnej krasie:
Ta plastikowa butelka z prostą etykietą ma powalającą pojemność - aż 400 ml. Używam go już ok miesiąc, a dotarłam może do 1/3. Całe szczęście (uwaga tu spoiler!), że mi się spodobał.
Zamknięcie typu press jest bardzo wygodną formą, nie wylewa nam się za dużo, jak się przewróci, też od razu nie zalewamy wszystkiego. (to ważne, gdy się ma czasem dwie lewe ręce jak ja)
Płyn jest lekko żółtawy i ma przyjemny, orzeźwiający zapach - bardzo fajnie dzięki temu używa mi się go rano, oczyszczam cerę i dobudzam się jednocześnie :).
Wiecie jak bardzo lubię opisy Tołpy, więc pozwólcie, że i tym razem je Wam pokarzę:
Skład:
Wytrwałyście? ;)
A więc pora na opis działania!
To, że używam go rano już wiecie - spisuje się świetnie, idealnie oczyszcza cerę, zostawia ją przyjemnie odświeżoną i co ciekawe faktycznie delikatnie matuje. Nie jest to może efekt spektakularny, ale utrzymuje się dość długo. Ja uwielbiam przemywać twarz tym tonikiem tuż przed nałożeniem makijażu, sprawia on, że podkład dłużej się trzyma na twarzy i nie muszę od razu sięgać po puder, mogę spokojnie z nim poczekać i w ciągu dnia go dodać.
Używam go też do zmywania podkładu z twarzy - radzi sobie z tym całkiem nieźle - 2 waciki i twarz jest oczyszczona (z wyjątkiem oczu).
Micel ten nie zapycha i nie zostawia tłustej powłoczki, nie wysusza też skóry, mimo denatu w składzie (jest on dość daleko, dlatego zupełnie się nim nie przejmuje)
W składzie znajdują się parabeny, których wiele osób unika - mi krzywdy nie robią na szczęście.
Na prawdę jestem z niego zadowolona i z chęcią po niego sięgam. A czy Wy go znacie? Miałyście z nim do czynienia?
Idelany micel od Dermedic - HYDRAIN3 HIALURO
Witam wszystkich!
Gotowe by poczytać achy i ochy? :) Tak? To zapraszam dalej!
Oto i mój bohater, który zauroczył mnie od pierwszego użycia:
Okrągła, przezroczysta butelka, dzięki której możemy kontrolować ubytek produktu skrywa w sobie prawdziwe cudo!
Płyn ten zmywa WSZYSTKO! Nigdy, przenigdy (od kiedy do używam) nie zdarzyło mi się czegoś nie domyć. Skóra jest idealnie czysta. Mało tego, micel ten nawilża! Tak, tak, dobrze widzicie. Skóra po nim nie potrzebuje kremu - jest nawilżona, miękka, ukojona. Nie ma mowy też o żadnych podrażnieniach, płyn jest delikatny i skuteczny.
Tak jak producent obiecuje nie zatyka porów, nie zostawia żadnego filtru na skórze.
A pachnie tak ogórkowo - świeżo. Dla mnie to plus!
Skład:
Jeszcze trochę od producenta:
Płyn możemy dostać już od 11 zł za 200 ml, które swoją drogą starcza nam na długo (ja swój mam od półtora miesiąca i zostało mi jeszcze trochę mniej niż pół)
Pokusiłam?

Pozdrawiam
Żan
Gotowe by poczytać achy i ochy? :) Tak? To zapraszam dalej!
Oto i mój bohater, który zauroczył mnie od pierwszego użycia:
Okrągła, przezroczysta butelka, dzięki której możemy kontrolować ubytek produktu skrywa w sobie prawdziwe cudo!
Płyn ten zmywa WSZYSTKO! Nigdy, przenigdy (od kiedy do używam) nie zdarzyło mi się czegoś nie domyć. Skóra jest idealnie czysta. Mało tego, micel ten nawilża! Tak, tak, dobrze widzicie. Skóra po nim nie potrzebuje kremu - jest nawilżona, miękka, ukojona. Nie ma mowy też o żadnych podrażnieniach, płyn jest delikatny i skuteczny.
Tak jak producent obiecuje nie zatyka porów, nie zostawia żadnego filtru na skórze.
A pachnie tak ogórkowo - świeżo. Dla mnie to plus!
Skład:
Jeszcze trochę od producenta:
Płyn możemy dostać już od 11 zł za 200 ml, które swoją drogą starcza nam na długo (ja swój mam od półtora miesiąca i zostało mi jeszcze trochę mniej niż pół)
Pokusiłam?
Pozdrawiam
Żan
Delikatny płyn micelarny od Tołpy
Hej kochani!
Jak tam? Ja zaczynam powoli wymiękać... ale nie poddaje się! Tak na prawdę to już końcówka. Martwię się tylko bo w domu wszyscy chorują, mam nadzieję, że mnie to ominie...
Ale ja miałam nie o tym....
Dziś serwuję wam jeszcze cieplutką recenzję Delikatnego płynu micelarnego od TOŁPY
Oto i on w pełnej krasie:
Jak zwykle jestem zachwycona oprawą graficzną, na parwdę wiele firm mogłoby się uczyć od Tołpy jak zadbać by kosmetyk dobrze wyglądał, przyciągał wzrok i by człowiek miał wrażenie, że ma doczynienia z czymś na prawdę dobrym...
Plastikowa, biała butelka (niestety nie widać ile produktu zostało) ozdobiona delikatną grafiką, od razu mamy wrażenie, że płyn też musi być delikatny :).
Zamknięcie typu press nie stwarza żadnych problemów, łatwo się przez niego dozuje ilość produktu.
Tutaj mamy jednak taką malutką wadę - jak widać na zdjęciu pieni się podczas wylewania - dziwne to bo normalnie płyn ten w ogóle się nie pieni.
Zapach mogę całkowicie potwierdzić - jest bardzo subtelny i przyjemny. Otacza nas, ale tylko podczas używania płynu po czym znika. Jest to jeden z tych kojących zapachów, które nie drażnią, ale dają nam wrażenie, że ta chwila jest dla nas.
Płyn ma delikatnie żółty kolor. Faktycznie nie podrażnia i mnie nie uczulił. Jest bardzo delikatny (nawet w wypadku ranki, nic nigdy nie piekło/szczypało) jednak radzi sobie ze zmyciem podkładu.
Co do demakijażu oczu, to tutaj mamy minus - no nie daje rady, nie podołał żadnemu z moich tuszy...
Najbardziej lubiłam go stosować do przemywania twarzy rano. Spisywał się tu świetnie, skóra była oczyszczona, od razu promienna, idealna pobudka :).
Skład:
Cena za 200 ml to 20 zł.
Wydajność bardzo dobra - starczył mi na prawie 2 miesiące.
Podsumowując - polubiłam go, ale nie pokochałam (za to, że nie zmywał tuszu). Jednak polecam, wart jest tego.
Pozdrawiam
Żan
Jak tam? Ja zaczynam powoli wymiękać... ale nie poddaje się! Tak na prawdę to już końcówka. Martwię się tylko bo w domu wszyscy chorują, mam nadzieję, że mnie to ominie...
Ale ja miałam nie o tym....
Dziś serwuję wam jeszcze cieplutką recenzję Delikatnego płynu micelarnego od TOŁPY
Oto i on w pełnej krasie:
Jak zwykle jestem zachwycona oprawą graficzną, na parwdę wiele firm mogłoby się uczyć od Tołpy jak zadbać by kosmetyk dobrze wyglądał, przyciągał wzrok i by człowiek miał wrażenie, że ma doczynienia z czymś na prawdę dobrym...
Plastikowa, biała butelka (niestety nie widać ile produktu zostało) ozdobiona delikatną grafiką, od razu mamy wrażenie, że płyn też musi być delikatny :).
Zamknięcie typu press nie stwarza żadnych problemów, łatwo się przez niego dozuje ilość produktu.
Tutaj mamy jednak taką malutką wadę - jak widać na zdjęciu pieni się podczas wylewania - dziwne to bo normalnie płyn ten w ogóle się nie pieni.
Tera trochę moich ulubionych informacji od producenta - nie wiem jak Wy, ale akurat te od Tołpy zawsze chętnie czytam, bo często dowiaduję się ciekawych rzeczy.
Zapach mogę całkowicie potwierdzić - jest bardzo subtelny i przyjemny. Otacza nas, ale tylko podczas używania płynu po czym znika. Jest to jeden z tych kojących zapachów, które nie drażnią, ale dają nam wrażenie, że ta chwila jest dla nas.
Płyn ma delikatnie żółty kolor. Faktycznie nie podrażnia i mnie nie uczulił. Jest bardzo delikatny (nawet w wypadku ranki, nic nigdy nie piekło/szczypało) jednak radzi sobie ze zmyciem podkładu.
Co do demakijażu oczu, to tutaj mamy minus - no nie daje rady, nie podołał żadnemu z moich tuszy...
Najbardziej lubiłam go stosować do przemywania twarzy rano. Spisywał się tu świetnie, skóra była oczyszczona, od razu promienna, idealna pobudka :).
Skład:
Cena za 200 ml to 20 zł.
Wydajność bardzo dobra - starczył mi na prawie 2 miesiące.
Podsumowując - polubiłam go, ale nie pokochałam (za to, że nie zmywał tuszu). Jednak polecam, wart jest tego.
Pozdrawiam
Żan
Moja pielęgnacja twarzy
Moja pielęgnacja twarzy nie jest rozbudowana, śmiem twierdzić nawet, że chyba ją (twarz) trochę zaniedbuje... Ale tak mi jest dobrze, o niczym nie zapominam wreszcie, no i skóra tez wydaje się zadowolona, więc tak jest i już ;)
Oto moja gwardia:
A tak wygląda moja pielęgnacja:
Rano myję twarz żelem, następnie kładę jakiś krem (aktualnie Celia - lekki krem - baza matujący) i robię makijaż czasem ;)
Jeśli się nie maluję to wciągu dnia często sięgam po jakiś tonik by przemyć twarz (któryś z tych opisanych TUTAJ, najczęściej nagietkowy) a poza domem stosuje chusteczki, aktualnie testuje go pure (widoczne na zdjęciu)
Zabawę z moją twarzą zaczynam dopiero wieczorem ;)
gdy mam makijaż zmywam go micelkiem, po czym myję twarz żelem.
Tak często jak mogę stosuję maseczki (owocowe, ze spiruliny, drogeryjne, z glinek) a pilingi kiedy czuje że skóra tego oczekuje, zrezygnowałam właściwie już z mechanicznych pilingów, od czasu do czasu ewentualnie sięgam po korund, mieszam go wtedy z żelem do mycia twarzy. Teraz przerzuciłam się na sodę, mieszam łyżeczkę jej z łyżką wody, nakładam i zmywam po 3 min. Skóra jest cudownie oczyszczona.
Stałym natomiast gościem w wieczornej pielęgnacji twarzy jest olej konopny. Bardzo podpasował mojej skórze (włosom już nie), szybko się wchłania, przez co nie zostawiam tłustych plam na poduszce. Stosuję go zamiast kremu na noc, gdy rano wstaje skóra jest nawilżona, miękka i sprężysta.
I to by było na tyle!
Nie wysilam się zbytnio co? ;)
Pozdrawiam
Żan
Oto moja gwardia:
A tak wygląda moja pielęgnacja:
Rano myję twarz żelem, następnie kładę jakiś krem (aktualnie Celia - lekki krem - baza matujący) i robię makijaż czasem ;)
Jeśli się nie maluję to wciągu dnia często sięgam po jakiś tonik by przemyć twarz (któryś z tych opisanych TUTAJ, najczęściej nagietkowy) a poza domem stosuje chusteczki, aktualnie testuje go pure (widoczne na zdjęciu)
Zabawę z moją twarzą zaczynam dopiero wieczorem ;)
gdy mam makijaż zmywam go micelkiem, po czym myję twarz żelem.
Tak często jak mogę stosuję maseczki (owocowe, ze spiruliny, drogeryjne, z glinek) a pilingi kiedy czuje że skóra tego oczekuje, zrezygnowałam właściwie już z mechanicznych pilingów, od czasu do czasu ewentualnie sięgam po korund, mieszam go wtedy z żelem do mycia twarzy. Teraz przerzuciłam się na sodę, mieszam łyżeczkę jej z łyżką wody, nakładam i zmywam po 3 min. Skóra jest cudownie oczyszczona.
Stałym natomiast gościem w wieczornej pielęgnacji twarzy jest olej konopny. Bardzo podpasował mojej skórze (włosom już nie), szybko się wchłania, przez co nie zostawiam tłustych plam na poduszce. Stosuję go zamiast kremu na noc, gdy rano wstaje skóra jest nawilżona, miękka i sprężysta.
I to by było na tyle!
Nie wysilam się zbytnio co? ;)
Pozdrawiam
Żan
Zakupy! :D
Czyli co nazbierałam w ostatnim czasie :). Odmawiałam sobie przez kwiecień, więc trochę tego jest.
Oto i one:
Od lewej:
Capitavit - ziołowy balsam do włosów
rypacz z biedronki: family z avocado za całe 3 zł, nie mogłam nie wziąć ;)
maska Bingo Spa z zieloną glinką
BDFM
Aloevit (etanol 96% - będzie jazda xD)
żel Isana z olejkiem: melon i gruszka
micelki biedronkowe (robię zapasy)
Witaminum A+E - jako dodatek do wcierek i toników w celu konserwacji
Marion, Maseczka z różową glinką
Marion 7 efektów
Miałyście coś z tych rzeczy? :)
Pozdrawiam
Żan
Oto i one:
Od lewej:
Capitavit - ziołowy balsam do włosów
rypacz z biedronki: family z avocado za całe 3 zł, nie mogłam nie wziąć ;)
maska Bingo Spa z zieloną glinką
BDFM
Aloevit (etanol 96% - będzie jazda xD)
żel Isana z olejkiem: melon i gruszka
micelki biedronkowe (robię zapasy)
Witaminum A+E - jako dodatek do wcierek i toników w celu konserwacji
Marion, Maseczka z różową glinką
Marion 7 efektów
Miałyście coś z tych rzeczy? :)
Pozdrawiam
Żan
Mój ulubieniec
Do mycia twarzy :)
Oto i on:
Cena: ok 6 zł
Od producenta:
Skład:
Moja opinia:
Zacznę może od tego, że powalił mnie on swoim zapachem, uwielbiam go! Najchętniej myłabym się nim cała by czuć ten zapach :). Po drugie, bardzo przypadła mi do gustu jego idealnie żelowa konsystencja, która bardzo ładnie się rozprowadza (nie pieni się), nie trzeba go wiele by umyć cała twarz przez co jest niesamowicie wydajny. Co ważne, nigdy po jego użyciu nie piekły mnie oczy, twarz nie była wysuszona (przez co czasem zapominałam o kremie) za to idealnie oczyszczona z resztek makijażu i brudu.
Podsumowując naprawdę go lubię i mimo testowania innych żeli zawsze do niego wracam, więc polecam go i Wam :).
Pozdrawiam
Żan
Ps. Wolicie jak przepisuje skład, słowa producenta czy jak jest zdjęcie?
Oto i on:
Cena: ok 6 zł
Od producenta:
Skład:
Moja opinia:
Zacznę może od tego, że powalił mnie on swoim zapachem, uwielbiam go! Najchętniej myłabym się nim cała by czuć ten zapach :). Po drugie, bardzo przypadła mi do gustu jego idealnie żelowa konsystencja, która bardzo ładnie się rozprowadza (nie pieni się), nie trzeba go wiele by umyć cała twarz przez co jest niesamowicie wydajny. Co ważne, nigdy po jego użyciu nie piekły mnie oczy, twarz nie była wysuszona (przez co czasem zapominałam o kremie) za to idealnie oczyszczona z resztek makijażu i brudu.
Podsumowując naprawdę go lubię i mimo testowania innych żeli zawsze do niego wracam, więc polecam go i Wam :).
Pozdrawiam
Żan
Ps. Wolicie jak przepisuje skład, słowa producenta czy jak jest zdjęcie?
Czego się pozbyłam w kwietniu?
Czyli DENKO! :)
Nie jest tego dużo, ale udało mi się pozbyć dwóch rozpoczętych żeli pod prysznic i w łazience od razu zrobiło się luźniej ;)
A teraz konkrety, zużycia tego miesiąca podzieliłam na kategorie: do ciała i do włosów :)
Zacznę od produktów do ciała:
1. Micel z biedronki - znany, lubiany, to już kolejne opakowanie - kupię ponownie
2. Piling truskawkowy, Joanna - bardzo je lubię, zapachy są przepyszne a i te drobinki dają radę - kupię ponownie (ewentualnie w innej wersji zapachowej)
3. Krem do mycia twarzy, Avon - recenzja TUTAJ
4. Krem do rąk, Avon - całkiem niezły, jednak nie na zimę - szybko się wchłaniał i zostawała tłusta warstwa, nawilżenie czułam przez dłuższy czas - nie kupię ponownie bo istnieją lepsze
5. Kremowy żel pod prysznic, Dove - podoba mi się konsystencja, fakt, że nie wysusza i jest bardzo wydajny - wystarczy niewiele by mieć dużo kremowej piany, jednak strasznie męczy mnie ten mydlany zapach - nie kupię ponownie
6. Lawendowy płyn do kąpieli, Johnsons baby - podobał mi się zapach i fakt że nie wysuszał skóry, wystarczyło go bardzo niewiele bym cała mogła się namydlić, bardzo wydajny
i warto dodać, że kolor płynu był taki sam jak buteleczki - cudo! :) - jednak nie kupię ponownie, nie przepadam za tą firmą (to jedyny produkt, który mi się spodobał)
To lecimy dalej: włosy
mizernie w tym miesiącu, ale wiele produktów jest już na wykończeniu :)
1. Szampon Hipp - recenzja - kupię ponownie
2. Olej lniany - na początku włosomaniactwa okazał się trafem w 10, niestety im lepszy stan włosów tym bardziej nijaki się robił - jednak olbrzymi plus za to jaki blask dał moim włosom, nie kupię ponownie ponieważ jest jeszcze dużo olei które chce przetestować :)
3. Pianka do włosów, Nivea - KWC - jedna z pianek proponowana przez Kascysko po wycofaniu słynnej pomarańczowej Isany, całkiem ładnie trzymała skręt, nie musiałam po używaniu jej jakoś częściej oczyszczać włosy, więc ich nie sklejała - kupię ponownie gdy już nie będę mogła dostać wspomnianej już Isany
4. Szampon tatarowo-chmielow, Barwa - jeden z moich ulubionych rypaczy, tani, ładnie pachnie, oczyszcza i jest dobrze dostępny (tesco) - kupię ponownie
To by było na tyle w tym miesiącu, na zdjęciu pojawia się jeszcze próbka kremu Bionike, jednak o tej firmie i ich produktach kiedy indziej :)
Jak tam Wasze denka?
Pozdarwiam
Żan
Nie jest tego dużo, ale udało mi się pozbyć dwóch rozpoczętych żeli pod prysznic i w łazience od razu zrobiło się luźniej ;)
A teraz konkrety, zużycia tego miesiąca podzieliłam na kategorie: do ciała i do włosów :)
Zacznę od produktów do ciała:
1. Micel z biedronki - znany, lubiany, to już kolejne opakowanie - kupię ponownie
2. Piling truskawkowy, Joanna - bardzo je lubię, zapachy są przepyszne a i te drobinki dają radę - kupię ponownie (ewentualnie w innej wersji zapachowej)
4. Krem do rąk, Avon - całkiem niezły, jednak nie na zimę - szybko się wchłaniał i zostawała tłusta warstwa, nawilżenie czułam przez dłuższy czas - nie kupię ponownie bo istnieją lepsze
5. Kremowy żel pod prysznic, Dove - podoba mi się konsystencja, fakt, że nie wysusza i jest bardzo wydajny - wystarczy niewiele by mieć dużo kremowej piany, jednak strasznie męczy mnie ten mydlany zapach - nie kupię ponownie
6. Lawendowy płyn do kąpieli, Johnsons baby - podobał mi się zapach i fakt że nie wysuszał skóry, wystarczyło go bardzo niewiele bym cała mogła się namydlić, bardzo wydajny
i warto dodać, że kolor płynu był taki sam jak buteleczki - cudo! :) - jednak nie kupię ponownie, nie przepadam za tą firmą (to jedyny produkt, który mi się spodobał)
To lecimy dalej: włosy
mizernie w tym miesiącu, ale wiele produktów jest już na wykończeniu :)
2. Olej lniany - na początku włosomaniactwa okazał się trafem w 10, niestety im lepszy stan włosów tym bardziej nijaki się robił - jednak olbrzymi plus za to jaki blask dał moim włosom, nie kupię ponownie ponieważ jest jeszcze dużo olei które chce przetestować :)
3. Pianka do włosów, Nivea - KWC - jedna z pianek proponowana przez Kascysko po wycofaniu słynnej pomarańczowej Isany, całkiem ładnie trzymała skręt, nie musiałam po używaniu jej jakoś częściej oczyszczać włosy, więc ich nie sklejała - kupię ponownie gdy już nie będę mogła dostać wspomnianej już Isany
4. Szampon tatarowo-chmielow, Barwa - jeden z moich ulubionych rypaczy, tani, ładnie pachnie, oczyszcza i jest dobrze dostępny (tesco) - kupię ponownie
To by było na tyle w tym miesiącu, na zdjęciu pojawia się jeszcze próbka kremu Bionike, jednak o tej firmie i ich produktach kiedy indziej :)
Jak tam Wasze denka?
Pozdarwiam
Żan
Subskrybuj:
Posty (Atom)


