Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nivea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nivea. Pokaż wszystkie posty

malinowe masełko do ust

Hej!
Czy jest jeszcze ktoś kto nie zna tych masełek od Nivei? No przyznać się ;)
Było o nich głośno gdy się pojawiły, mają zarówno swoich fanów jak i przeciwników - do której grupy ja należę? Czytajcie dalej :)

Oto moja wersja:



Ładny metalowy pojemniczek, wygląda słodko. Nie otwiera się w torebce,  jednak ja korzystam z takiej formy pielęgnacji ust tylko w domu - bądź co bądź to jednak mało higieniczne...

Skład:

Konsystencja/kolor:

Konsystencja zbita, ale mięknie pod wpływem ciepła z palca. Łatwo je nabrać i zaaplikować na usta. Gdy nałożymy trochę więcej delikatnie bieli usta - mi to nie przeszkadza, stosuję je jako 'opatrunek na noc' czyli aplikuję grubą warstwę dzięki czemu budzę się z miękkimi ustami :).
Masełko jednak nie radzi sobie z suchymi skórkami - w żadnym stopniu nie pomaga się mi ich pozbyć. Nie odżywia też i nie nawilża spektakularnie - wykazuje tu raczej dość średnie działanie.
Za co należy mu się ogromny plus? Za zapach, który jest cudownie malinowy - no pychotka (szkoda że już tak nie smakuje ;))
Wydajność jest ogromna - będę je miała chyba wieki...

Ogólnie rzecz biorąc nie zachwyciło mnie zbytnio, jednak też nie zniechęciło, taki o kosmetyk bez którego da się żyć;)

Miałyście?

Pozdrawiam
Żan

Nivea - balsam do loków

Hej hej!
Jak wam mija ten tydzień? Mi szybko, nic tylko się uczę, śpię, zaliczam - sesja sesją, ale czemu przed jest tyyyle nauki ;)

By trochę oderwać się od chorób i innych takich śpieszę do Was z recenzją balsamu do loków od Nivei, czyli właściwie niczym innym jak odżywki bez spłukiwania.
Na początku może sypnę ciekawostką  - o balsamie tym powstały już historie jak to dziwnym trafem jeśli komuś służy to tylko pierwsze opakowanie. Dlaczego? nikt nie wie, ale wiele dziewczyn potwierdza.

No, to teraz mogę zacząć swoją recenzje ;)
Oto ten balsamik

Opakowanie nawet fajne (chociaż mi się nie podoba połączenia kolorów), nie wyślizguje się z dłoni, łatwo się wydobywa produkt, pod koniec tylko mamy z tym problem. Szkoda, że nie jest przezroczyste przez co nie wiemy ile nam zostało jest odżywki.
Ach, bym zapomniała, trochę za często zdarza się wycisnąć za dużo - ciężko się dozuje odpowiednią ilość...

Skład:
Aqua, Glycerin, C12-15 Alkyl Benzoate, Poly- glyceryl-3 Methylglucose Distearate, PVP, Cetyl Alcohol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Panthenol, Niacinamide, Sorbitan Stearate, Sodium Carbomer, Trisodium EDTA, Phenoxyethanol, Benzethonium Chloride, Benzoic Acid, Linalool, Citronellol, Geraniol, Benzyl Alcohol, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Alpha- Isomethyl Ionone, Parfum.

Obietnice producenta: 
NIVEA® flexible curls balsam do włosów:
  • podkreśla loki, aby były sprężyste i piękne
  • zapewnia długotrwały efekt

Moja opinia:
Balsam ma 150 ml i jest szalenie wydajny. Swoje opakowanie używałam przez pół roku. Dlatego też działał na mnie w różny sposób w zależności od pory roku. Najlepiej spisywał się w lecie, nawet gdy nie użyłam odżywki do spłukiwania, miałam cudownie miękkie, wygładzone włosy i ładnie podkreślony skręt. Nie było mowy o spuszeniu czy obciążeniu. Włosy prezentowały się genialnie.
Na jesieni zaczęły się schody... Balsam raz ograniczał puszenie a raz je wzmagał (przez postawioną wysoko w składzie glicerynę), jednak nadal spisywał się dobrze. Włosy ładnie się po nim układały.
W zimie jednak całkowicie się nie spisywał... Nie robił w sumie nic dobrego, ale złego też nie. Po prostu był.
Mimo że jest to produkt bez spłukiwania jego zapach nie pozostawał na włosach. A jak pachnie? Jak dla mnie tak jak wszystkie produkty od Nivei xd. Tak trochę mydlano, kremowo, od razu kojarzy mi się z dzieckiem ten zapach ;) wiem, dziwna jestem.

Czy do niego powrócę? Nie sądzę, choćby ze względu na to co Wam napisałam na początku.
Jednak polecam, jeśli nie miałyście, warto przetestować. Ja swój kupiłam w biedronce za jakieś 6 zł, czyli złotówka na miesiąc, nie jest źle, co? ;)

Pozdrawiam
Żan

Czego się pozbyłam w kwietniu?

Czyli DENKO! :)


 Nie jest tego dużo, ale udało mi się pozbyć dwóch rozpoczętych żeli pod prysznic i w łazience od razu zrobiło się luźniej ;)

A teraz konkrety, zużycia tego miesiąca podzieliłam na kategorie: do ciała i do włosów :)

Zacznę od produktów do ciała:
1. Micel z biedronki - znany, lubiany, to już kolejne opakowanie - kupię ponownie
2. Piling truskawkowy, Joanna - bardzo je lubię, zapachy są przepyszne a i te drobinki dają radę - kupię ponownie (ewentualnie w innej wersji zapachowej)
3. Krem do mycia twarzy, Avon - recenzja TUTAJ
4. Krem do rąk, Avon - całkiem niezły, jednak nie na zimę - szybko się wchłaniał i zostawała tłusta warstwa, nawilżenie czułam przez dłuższy czas - nie kupię ponownie bo istnieją lepsze
5. Kremowy żel pod prysznic, Dove - podoba mi się konsystencja, fakt, że nie wysusza i jest bardzo wydajny - wystarczy niewiele by mieć dużo kremowej piany, jednak strasznie męczy mnie ten mydlany zapach - nie kupię ponownie
6. Lawendowy płyn do kąpieli, Johnsons baby - podobał mi się zapach i fakt że nie wysuszał skóry, wystarczyło go bardzo niewiele bym cała mogła się namydlić, bardzo wydajny
i warto dodać, że kolor płynu był taki sam jak buteleczki - cudo! :) - jednak nie kupię ponownie, nie przepadam za tą firmą (to jedyny produkt, który mi się spodobał)

To lecimy dalej: włosy
mizernie w tym miesiącu, ale wiele produktów jest już na wykończeniu :)
1. Szampon Hipp - recenzja - kupię ponownie
2. Olej lniany - na początku włosomaniactwa okazał się trafem w 10, niestety im lepszy stan włosów tym bardziej nijaki się robił - jednak olbrzymi plus za to jaki blask dał moim włosom, nie kupię ponownie ponieważ jest jeszcze dużo olei które chce przetestować :)
3. Pianka do włosów, Nivea - KWC - jedna z pianek proponowana przez Kascysko po wycofaniu słynnej pomarańczowej Isany, całkiem ładnie trzymała skręt, nie musiałam po używaniu jej jakoś częściej oczyszczać włosy, więc ich nie sklejała - kupię ponownie gdy już nie będę mogła dostać wspomnianej już Isany
4. Szampon tatarowo-chmielow, Barwa - jeden z moich ulubionych rypaczy, tani, ładnie pachnie, oczyszcza i jest dobrze dostępny (tesco) - kupię ponownie


To by było na tyle w tym miesiącu, na zdjęciu pojawia się jeszcze próbka kremu Bionike, jednak o tej firmie i ich produktach kiedy indziej :)

Jak tam Wasze denka?

Pozdarwiam
Żan

zabawa w loki

Ponieważ moje włosy nie są proste i to jest fakt, postanowiłam zacząć swoją zabawę ze stylizacją i postarać się o loki.
Długo z tym zwlekałam, jakoś nie mogłam się przekonać, myślałam że nie dam rady, wszystkie opisy wydawały mi się skomplikowane, ale jednak w końcu się przemogłam. Główną przyczyną było to że po fryzurze na opaskę moje włosy zwijały się we wspaniałe loczki. Więc moja ciekawość zwyciężyła, poza ty czuję się pewniej w loczkach (no i wydaje się że moich włosków jest więcej)

Oto i moje loczki:
bez flesza

z fleszem



A co robiłam?
Po pierwsze płukankę z siemienia (uwielbiam ją, nie dość że nawilża moje włoski to jeszcze pomaga mi w ich skręceniu!)
po drugie pianka nivei  TA, a teraz już znana wszystkim pianka isany (z panią prostowłosą) (nadal do dostania w niektórych rossmanach)
po trzecie żel artiste zielony - KWC

Po umyciu zrobiłam płukankę, nałożyłam piankę i zawinęłam wg przepisu kascysko - klik
pochodziłam tak trochę, potem zdjęłam ten turban, roztrzepałam trochę włosy układając je ( żeby grzywka była na właściwym miejscu) i powgniatałam trochę żelu (a właściwie dużo xD)
gdy wyschły poodgniatałam sucharki (których po tym żelu prawie nie  mam)

Na co dzień rezygnuje z płukanki, mimo to włosy się trzymają (jednak z żelem lnianym są dużo bardziej lśniące)



Uczę się również układać je z suszarką (tu mam problem), wiem już że nie mogę machać suszarką, ale wychodzą mi wtedy gorsze, bardziej proste i wyglądam tak troszeczkę jakby mnie piorun strzelił.



Może macie dla mnie jakieś rady? :)

Pozdrawiam
Żan