Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minerały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minerały. Pokaż wszystkie posty

To jak? Można mieszać?

Hej Kochani!
Dawno nic nie dodawałam ze swojej minerałowej serii :). Pora na powrót tych wpisów, zwłaszcza, że tematów mam nie mało! Przy okazji rozdania mogłam się dowiedzieć o czym chętnie poczytacie, a co dotyczy minerałów. Właściwie wszystkie propozycje wykorzystam (no może oprócz dwóch bo akurat one mówiły o tym co już było...), w tym tą z dzisiejszego posta. Więc jak? Ktoś się domyśla o czym dzisiaj będzie? :)


Kto pomyślał o mieszaniu minerałów między sobą odpada! ;))
Dziś będzie o tym czy można mieszać minerały z kosmetykami drogeryjnymi. I od razu odpowiedź - oczywiście, że można! Dlatego też tak łatwo zapoznawać się z minerałami i ich sypkimi formułami (chociaż niektóre firmy no Lili Lolo dają nam też możliwość prasowańców). Bez problemu na początku możemy postawić tylko na puder/róż/korektor itd. I w ten sposób zacząć swoją przygodę. Jest to szczególnie dobry sposób dla osób niezdecydowanych, niepewnych czy to dla nich, początkujących lub tych, które tolerują tylko drogeryjne podkłady w płynie.

Możliwości mieszania jest nieskończona ilość. Ostatnio jak malowałam mamę na wesele wykorzystałam jej drogeryjny podkład, który nałożyłam na twarz muśniętą pudrem mineralnym. Następnie wszystkie odbarwienia/zmiany/wypryski przykryłam korektorem mineralnym, a potem wszystko jeszcze raz przypudrowałam. Efekt był świetny a makijaż wytrzymał całą noc.

Gdy jeszcze szukałam odcienia podkładu dla siebie korzystałam już z próbek pudrów/róży i bronzerów w swoim makijażu. 

A więc jak widzicie można! I warto (ale to wiecie, moja subiektywna opinia ;)).


Temat bardzo prosty, jednak wzbudzał wątpliwości - mam nadzieję, że udało mi się je rozwiać :).


Piękna jesienią - makijaż

Hej!
Pora na pierwszy post akcji "Piękna jesienią" o której możecie przeczytać TU. Tydzień pierwszy poświęcony jest makijażowi. Nie byłabym sobą gdyby u mnie pojawiło się coś innego niż minerały ;) Wiem, że większość z Was porzuca minerały na jesień i zimę, z powrotem wraca do cięższych formuł, ja natomiast jestem im wierna cały rok i zapewniam, że nic się złego nie dzieje.


O minerałach powstała już cała seria postów na tym blogu. Mogliście poczytać o aplikacji, o kryciu, o zaletach takiego makijażu. Recenzowałam Wam róż, który cały czas uwielbiam i który towarzyszy mi również w jesiennym makijażu. Dopiero się rozkręcam i pomysłów na tą serię mam jeszcze mnóstwo, jednak dziś chcę Wam przedstawić podkład, który sprawia, że czuję się piękniejsza - i to nie tylko jesienią! :)


Zaraz mnie wybuczycie, że przecież ten post nic nie wnosi do akcji bo mówi o tym, że cały rok maluje się tak samo ;). Ale ja uważam, że wnosi! Bo chcę Wam pokazać podkład, który idealnie wtapia się w moją cerę, w którym wyglądam dobrze bez względu na to czy jestem opalona czy nie. Dzięki niemu wiem, że wyglądam zdrowo, naturalnie, po prostu dobrze i tak się też dzięki niemu czuje!


Herbatnikowy kolega z Earthnicity ma doskonałe krycie. Właściwie przez niego nigdy nie sięgam po korektor, przez co utrudnia mi sprawę bo chcę dla Was zrobić poradnik o korektorach mineralnych ;). Ale jestem w stanie mu to wybaczyć... Jest dobrze zmielony, ale mniej niż np puder HD tej samej firmy, dzięki czemu trudniej sprawić by pylił :). Więc jeśli ktoś lubi zabawę w odkurzanie po nakładaniu podkładu mineralnego to nie ten adres.

Uwielbiam go za te wszystkie zalety, o których już Wam wspominałam w tym poście. Ale też za jeszcze więcej - on jest po prostu dla mnie idealny, a ciężko znaleźć odcień tak świetnie współgrający z cerą :). Biscuit opisywany jest jako odcień nadający się do jasnej i średnio jasnej karnacji o beżowym zabarwieniu. Jest dość neutralny - ni to ciepły, nie chłodny, więc może pasować wielu osobom :)


Na mej buźce mogliście go widzieć wielokrotnie przy poprzedniejszych postach, jednak dziś małe przypomnienie z całością makijażu jaki teraz używam by poczuć się piękna jesienią :)


Jak widzicie na podkładzie nie kończę, oprócz niego codziennie towarzyszy mi róż i kredka do brwi. Jest to mój standard - czyli wersja na szybko. A uwierzcie mi, w jesienny czas wersja na szybko to zawsze dla mnie najlepsza wersja ;). A gdy mam pewność, że dzięki makijażowi w dalszym ciągu dbam o swoją skórę... To czy można chcieć czegoś więcej?

Róż i już

Hej!
Myślę, że nie mam co dłużej zwlekać z tą recenzją... Róż Flamingo marki Earthnicity towarzyszy mi od prawie dwóch miesięcy i wiem jedno - pokochałam go! 


Nie mogę uwierzyć, że kiedyś nie stosowałam róży. Wyglądałam przez to dość blado i tak... chorowicie ;). Teraz róż to nieodłączny element mojego makijażu, a ja moja twarz prezentuje się promiennie, zdrowo i od razu nabiera przyjemniejszego wyrazu. Przez długi okres czasu stosowałam róże prasowane, bałam się trochę sypanych, myślałam, że ich nie ogarnę i będę wyglądała jak klaun. A tu proszę, teraz tylko sypańce są w mojej kosmetyczce!

Jednym z nich jest różo Flamingo od Earthnicity. Producent opisuje go jako ciepły, brzoskwiniowo - różowy odcień z delikatnymi drobinkami. To po niego sięgam teraz non stop, uwielbiam fakt jak wpasowuje się w moją karnację. Dodatkowo, wbrew moim wcześniejszym obawom, sypana forma okazała się bardzo prosta w obsłudze. Jeszcze nie zdarzyło się bym zrobiła sobie nim krzywdę.


Aplikacja jest prosta - wysypuję odrobinę na wieczko, maczam pędzel, obsypuję nadmiar i nanoszę róż na policzki. Powtarzam te wszystkie czynności, aż do uzyskania efektu, który najbardziej mi odpowiada. Na co dzień wystarcza mi jednorazowa aplikacja, tylko takie muśnięcie.

Róż jest idealnie zmielony, pięknie się nim pracuje, łatwo go rozcierać, stapia się ze skórą. Pigmentacja jak to przy minerałach jest świetna, a co za tym idzie - produkty te są niesamowicie wydajne. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się go zużyć ;). Dodatkowo róż świetnie trzyma się na twarzy prawie cały dzień, nie uczula i nie podrażnia

Porobiłam Wam mnóstwo zdjęć na mojej twarzy, żebyście sami mogli ocenić jak się prezentuje w różnym oświetleniu :).


Koszt takiego słoiczka o wadzę 3,5g to niecałe 60 zł. Czy warto? Ja jestem zachwycona, jednak wybór należy do Was :)

Kto ma ochotę na rozdanie?

Hej Kochani?
To może by tak zacząć tydzień od rozdania? Co Wy na to? Tyle Wam opowiadam o minerałach, więc warto by było by to one były nagrodą. Miniaturki dwóch pudrów od Earthinicity, które mimo tego, że są miniaturkami starczają na długo, są fajnym początkiem z mineralną przygodą :). Nie trzeba się zastanawiać nad odcieniem podkładu, a puder zawsze się przyda!


W tych słoiczkach skrywa się:
- puder utrwalająco - matujący Velvet HD (mój niekwestionowany ulubieniec!)
- Jedwabny puder wykończeniowy rozświetlający - Silk Glow Light

A co trzeba zrobić by wziąć udział w rozdaniu?
Musisz zgłosić się pod tym postem według wzoru, który znajduje się poniżej i odpowiedzieć na jedno, proste pytanie - co chcesz jeszcze przeczytać o minerałach? 


Wzór komentarza:
Obserwuję jako:
Chciałbym/chciałabym przeczytać o:
 

Macie czas od dziś do końca miesiąca, czyli 30 września 2016 roku!
Wyniki ogłoszę dnia następnego :).

Regulamin:
1. Rozdanie trwa od 12.09 do 30.09. 2016 roku.
2. Wyłonienie zwycięzcy nastąpi 1.10.2016 roku.
3. Wysyłka na terenie kraju jest na koszt organizatora (czyli mój).
4. By wziąć udział należy zgłosić się w komentarzu według podanego wzoru.
5. Sponsorem nagród jest marka Earthnicity.
6. Rozdanie nie podlega pod ustawę o grach i zakładach (/Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn/zm z dn. 29/07/1992


Makijaż mineralny - dlaczego tak go chwalę?

Hej!
Jak zauważyłyście w poprzednich wpisach jestem fanką makijażu mineralnego. Uważam, że nie zrobiłam w ostatnim czasie nic lepszego dla swojej cery niż przejście z podkładu drogeryjnego na ten mineralny. Mam nadzieję, że tym co nadal się zastanawiają czy warto dzisiejszy post pomoże dokonać tego wyboru, dla przypomnienia jednak wysyłam Was na wcześniejsze wpisy. Możecie w nich znaleźć metody aplikacji (i jak to robić by wszędzie się nie sypało) a także opis jak dawkować krycie (ten wpis uzupełniłam o swoje zdjęcia przed i po). Dzisiejszy post będzie o wszystkich tych zaletach, które dostrzegam w naturalnym makijażu, mam nadzieję, że się Wam spodoba!


Największą siłą przekonywania do pozostania przy minerałach miała moja cera. Uwierzcie mi - problemy się skończyły! Kiedyś cały czas borykałam się z wypryskami, wągrami, nadmiernym przesuszeniem, podrażnieniami, zaczęłam mieć kłopot z naczynkami! A po miesiącu stosowania minerałów wszystko jakby ręką odjął. Oczywiście nadal oczyszczam twarz, tonizuję, kremuję - tyle, ze teraz na prawdę widać różnicę! Moja cera zmieniła się niesamowicie na plus a ja bez problemu mogę wyjść i bez makijażu do ludzi - jednak tego nie robię, bo - minerały chronią moją buźkę. 
Podkład mineralny zawiera filtry mineralne (tlenek cynku - Zinc Oxide, dwutlenek tytanu - Titanium Dioxide), które oprócz odbijania UV mają działanie przeciwbakteryjne i łagodzące dla skóry. Dodatkowo filtry mineralne nie kumulują się w organizmie, nie są toksyczne.

Nie znalazłam też przez wiele lat podkładu drogeryjnego, który dałby mi tak naturalny efekt. Mam wygładzenie, wyrównanie kolorytu, jak trzeba odpowiednie krycie a moja skóra nadal może oddychać! Znajome i nieznajome nie raz chwaliły moją cerę myśląc, że jestem nieumalowana. Nie ma mowy o zapchanych porach czy reakcji alergicznej (w wypadku klasycznego podkładu, z krótkim składem - zdarzają się produkty o tzw. wykończeniu perłowym za który odpowiada  chlorek bizmutylu, niektóre z kobiet są na niego uczulone, jednak jest on przez to wycofywany przez firmy).

Kolejną zaletą jest szybkość aplikacji - mi makijaż mineralny zajmuję parę chwil, bez problemu mogę dzięki temu wybrać się z domu w ciągu kliku minut. Dodatkowo praktycznie nie czuję go na skórze. Miałam ostatnio robiony makijaż u wizażystki na wesele - wyglądałam pięknie, ale miałam wrażenie że mam do twarzy przyklejoną jakąś maskę :/. Przy minerałach nie ma tego problemu, jest lekko, przyjemnie - no cóż, ja to uwielbiam! 

Następną pozytywną cechą jest - brak utleniania. Minerały nie ciemnieją, nie robią się pomarańczowe na twarzy, taki kolor jaki nałożymy, taki będzie widniał na naszych licach (chociaż jak Anula napisała komentarzu - jest to możliwe). Są też bardzo trwałe - tutaj grunt dobrać odpowiednie dla swojej skóry! Kiedyś przedstawię Wam porównanie podkładów i ich trwałości na mojej cerze :).

Wiele osób jako wadę minerałów podaje ich cenę - jednak trzeba wziąć pod uwagę ich niesamowitą wydajność! Podkład mineralny o pojemności 4 g wystarcza mi prawie na rok codziennego używania. Przy tym jego koszt wynosi w zależności od producenta za 4 gramy od 35 zł, za 9-10 gram - ok 80 - 90 zł. Miesięcznie zaczyna wychodzić malutko, prawda?

Źle dobrany odcień? Nic prostszego - można zmieszać ze sobą dwa lub więcej podkładów i dopasować go do siebie tworząc zupełnie nowy kolor. Jeśli nie chcemy kupić kolejnego podkładu warto rozejrzeć się za pigmentami (dostępnymi np na Kolorówce) , które kosztują parę złotych a z ich pomocą łatwo skomponować coś dla siebie (jednak trzeba uważać z ilością ;)).

I jeszcze na koniec - długowieczność minerałów. Przepisy sprawiają, że na opakowaniu musi być zawarta informacja o tym jak długo przydatny jest produkt do użytku. Minerały jednak się nie psują, nie ulegają przeterminowaniu zwłaszcza jak się z nimi odpowiednio obchodzimy :).

I co Wy na to?

Makijaż mineralny - jak zwiększyć krycie?

Hej!
Gdy Wy czytacie ten post ja pewnie wyleguje się na plaży nad naszym polskim morzem (albo przynajmniej próbuje bo z tego co gadają w prognozie to może być trudno), jednak obiecałam Wam serię o makijażu mineralnym, a jako dzisiejszy temat wybrałam KRYCIE! To następny po pyleniu podczas aplikacji zarzut, który widuję najczęściej. A wystarczy przecież tylko parę sposobów by wszystko było dobrze... No i przydatny jest korektor (tez mineralny - a co!). 
KLIK dla tych co przegapili pierwszy post z tej serii.


Podstawowym sposobem na zwiększenie krycie jest (uwaga!) dołożenie kolejnej warstwy ;). Spotkałam się jednak z opinią, że wtedy otrzymujemy zbyt pudrowe wykończenie, co mnie zaskoczyło, bo sama nigdy z tym nie przesadziłam. Podstawowym popełnianym tutaj błędem jest nabieranie na pędzel zbyt dużej ilości podkładu do jednorazowej aplikacji. Gdy za każdym razem będziemy brali malutką ilość, sztuczny efekt nam nie grozi za to będziemy mogli bez problemu zwiększać krycie. Jest jednak sposób na pudrowe wykończenie - wystarczy po skończonym makijażu użyć hydrolatu, którym spryskujemy twarz (dzięki niemu podkład/puder stapia się z cerą).

Dużo daje też sam sposób aplikacji - stemplując (czyli delikatnie 'wciskając' podkład w cerę) jesteśmy w stanie zwiększyć krycie w porównaniu do tradycyjnego nakładania podkładu kolistymi ruchami. 

Następną sprawą są dwa triki o których już Wam wspominałam, czyli mieszanie podkładu z korektorem lub nakładanie podkładu gdy krem jeszcze nie w pełni się wchłoną. Można też nałożyć warstwę podkładu na wcześniej nałożony samodzielnie zrobiony krem BB z minerałów i kremu do twarzy. 
Ważne - korektor mineralny jeśli nie mieszamy go z podkładem nakładamy NA wcześniej nałożony podkład, po czym możemy go przykryć znowu warstwą podkładu lub pudrem wykończeniowym.

Co jeszcze warto wiedzieć? 
Gdy chcemy wykorzystać makijaż mineralny do zatuszowania niedoskonałości spowodowanych przez np jakiś zabieg, w którym w jakiś sposób została przerwana ciągłość naskórka - warto pomyśleć o nałożeniu minerałów płatkiem kosmetycznym.

Z ciekawostek: do nałożenia minerałów możemy też wykorzystać beauty blender - dzięki niemu łatwo uzyskać odpowiednie krycie i brak pudrowego efektu :)

A teraz pora na efekty na mojej buźce (jako, że dzięki (między innymi) minerałom nie mam problemu z krostkami, efekt krycia można zaobserwować na moich piegach ;).

Po lewej przed, po prawej po nałożeniu minerałów :)

Gdybym się uparła mogłabym jeszcze bardziej zwiększyć krycie, ale wiecie - ja lubię swoje piegi i nie lubię ich ukrywać, nawet dla celów poglądowych ;)


To chyba tyle na dziś :). Macie jakieś pytania? Minerały są proste, nie wiem skąd się biorą opinie, ze jest inaczej...

Makijaż mineralny - nie taki straszny ;)

Hej!
Od dawien dawna śledzę sporo grup na fb, sporo różnych for internetowych związanych z kosmetykami naturalnymi i nie tylko. Zauważyłam, że wiele osób ma problem z kosmetykami mineralnymi - przez swoją sypką konsystencję wprawiają one niektóre osoby w dezorientację (w końcu od małego jesteśmy atakowani wizjami idealnych podkładów w płynie i to one są najlepiej dostępne). Wiele osób boi się spróbować - bo jak to nakładać? Pewnie się sypie? To mi przykryje niedoskonałości? Phi - to nie dla mnie, nie mam czasu na takie zabawy... itd. Te komentarze widuję często, myślę, że najwyższa pora bym powiedziała co wiem i parę kwestii wyjaśniła :). Stąd też pomysł na serię poświęconą minerałom: ich aplikacji, kryciu, sposobach dobierania koloru, porównaniach różnych marek, a także korzyściom jakie można odnieść dzięki nim - mam nadzieję, że jesteście zainteresowane!

Zacznę może od samej aplikacji i wizji pylenia, jakie niektórzy roztaczają. Nie wiem z czego to wynika, może zbyt mało dostępnych jest informacji o tym jak nakładać podkład mineralny? Otóż nie zdarzyło mi się bym zapyliła wszystko w koło podczas aplikacji podkładu czy pudru... Raz, nie dokręciłam wieczka gdy wstrząsałam pudełeczkiem i wtedy faktycznie miałam pyłkowa niespodziankę i wszystko było obsypane. Ale to była tylko i wyłącznie moja wina. Więc jak to jest z tą aplikacją?

Aplikacja pędzlem
Po pierwsze: wysypujemy odrobinę podkładu na wieczko/ spodek/ talerzyk czy co tam chcemy
Po drugie: nabieramy ruchem okrężnym podkład na włosie pędzla
Po trzecie: jeśli używamy pędzla kabuki można postukać trzonkiem ustawionym pionowo by podkład wszedł w głąb włosia
Po czwarte: otrzepujemy pędzel o brzeg wieczka/miseczki/talerzyka by pozbyć się nadmiaru podkładu
Po piąte: aplikujemy na twarz metodą stemplowania lub okrężnymi ruchami (powtarzamy by uzyskać odpowiednie krycie - ale o kryciu to kiedy indziej)

A teraz każdy kto narzeka na pylenie niech się przyzna jaki krok pominął? :)

Aplikacja płatkiem kosmetycznym/ welurowym puszkiem
Właściwie taka sama jak przy pędzlu. Ogranicza nas tylko sposób aplikacji - możemy tylko stemplować. Fajna metoda gdy pędzel nie wyschnie (tak, zdarzyło mi się - cicho :p). Jednak pędzlem wychodzi wszystko dużo szybciej...



Dostosuj aplikację do swojego typu cery - wtedy efekt będzie najlepszy,  a Ty pokochasz minerały tak samo jak ja :). Oto kilka wskazówek:
cera sucha/ atopowa/ dojrzała
warto pomyśleć o wymieszaniu podkładu z kremem do twarzy - niby banał, a zyskujemy swój własny BB (który możemy robić raz w tygodniu) i mamy zapewnioną zarówno pielęgnację jak i makijaż
Dobrze jest też nakładać podkład gdy nasz krem jeszcze nie do końca się wchłonął - dzięki temu podkład daje lepsze krycie, lepszą ma przyczepność a także nie podkreśla suchych skórek

cera tłusta/ trądzikowa/ łojotokowa
pamiętamy o nawilżonej cerze, zauważyłam, że wiele dziewczyn ze względu na tłustą cerę unika kremów (i tak zapętlamy się w problemie...)
by przykryć zmiany trądzikowe możemy pomieszać podkład z korektorem i taką mieszankę wstemplować w problematyczne miejsca po wcześniejszym nałożeniu warstwy podkładu

cera z tendencją do widocznych porów
łatwy i szybki sposób - przed aplikacją podkładu aplikujesz dodatkowo puder, który potem będzie Ci służył również do wykończenia makijażu; zysk - piękny efekt wypełnienia porów i wygładzenia skóry


To tylko taka podstawa! Ale jak widać minerały nie są tak problematyczne jak niektórzy myślą :)

Vita Liberata - Luxury Tan

Hej!
Jak Wam idą przygotowania do świąt? Ja już posprzątałam wszystko, dziś będę piekła ciasta, jutro zostaje zrobić coś z samochodem i mogę zasiadać do stołu :) Tuż zaraz po ubraniu choinki w wigilijny poranek.
Biorą pod uwagę, że cały czas jeżdżę do pacjentów jestem dumna ze swojego zorganizowania! ;)

Nie o świętach jednak chciałam Wam gadać, bo same wiecie jak jest - temat rzeka! Za to już od dawna zbieram się by napisać Wam coś więcej o produkcie marki Vita Liberata - Luxury Tan, czyli mineralny puder brązujący.


Stał się on nieodłącznym elementem mojego makijażu, zwłaszcza, że z letniej opalenizny nic nie zostało... W niektórych ubraniach wyglądałam jak trupek ;). Spisuje się świetnie w nadawaniu subtelnego odcienia opalenizny przy czym jest bardzo prosty i szybki w użyciu.
Dostałam go na spotkaniu blogerek i żałuję, że nie trafił do mnie w taki sposób jak do klientki bo brakuje mi tej instrukcji i pędzelka do niego... Na szczęście znalazłam jakiś mały kabuki, z którym świetnie puder współpracuje.
Sam puder ma zgrabne opakowanie, zabezpieczony jest folijką przed pierwszym użyciem, odkręca się bez problemu, za to sam nigdy się nie otworzy. Plastik jest dość solidny, mimo upadków nie popękał mi, a napisy się nie starły, dzięki czemu nadal wygląda ładnie.


Słów kilka od producenta
Wyjątkowa Trystal3TM Technology sprawia, że sypki puder łączy natychmiastowy efekt brązujący z subtelną opalenizną.
Dzięki innowacyjnej formule Trystal3 Bronzing Minerals Vita Liberata jest pierwszym samoopalającym pudrem mineralnym. Nadaje efekt brązujący zaś dodanie DHA sprawia, że delikatna opalenizna utrzymuje się przez kilka dni.
Nie zawiera substancji oleistych oraz talku. Pozostawia efekt gładkiej świeżej skóry muśniętej słońcem.

Składniki: CI 77019 (Mika), CI 77891 (Titanium Dioxide), Dihydroxyacetone, +/- CI 77491 ( Iron Oxides ), CI 77492( Iron Oxides ), CI 77499 ( Iron Oxides ), CI 77489 ( Iron Oxides )


Na prawdę ciężko z nim przesadzić, można bardzo łatwo stopniować efekt jaki chcemy uzyskać, łatwo się go rozprowadza i rozciera przy czym jest bardzo wydajny. Twarz nabiera koloru i nie jest to sztuczny i przerysowany efekt. Podoba mi się naturalność, którą daje. Oprócz koloru zapewnia delikatny mat, nie zapycha i nie podrażnia. Efekt utrzymuje się cały dzień, wreszcie nie wyglądam na chorą ;)
Kolejnym jego plusem jest fakt, że nie zbiera się w załamaniach, nie smuży, nie ma mowy o nieestetycznych plamach, można też pokusić się o konturowanie nim twarzy - ja tej umiejętności jednak nie posiadam, więc nie wiem jak się spisuje ;).
Nie mogę się zgodzić jednak z obietnicą producenta o samoopalających właściwościach pudru, używam go ponad dwa miesiące i po zmyciu go z twarzy nie ma nawet śladu opalenizny.

Efekt na mojej twarzy:

Jestem z niego zadowolona, daje ładny, naturalny efekt i nie szkodzi mojej skórze - fajny jest!

Gdybyście chciały go kupić oprócz pudru tak jak wspomniałam wcześniej otrzymałybyście jeszcze pędzel w zestawie i instrukcje co i jak ;) Tanika TUTAJ pokazywała jak wygląda taki całościowy zestaw.

Miałyście z nim do czynienia? Lubicie takie produkty?

Earthincity minerals - moje wrażenia

Hej!
A jednak znalazłam produkty, których używam od dawna a nic o nich nie napisałam! ;) A już myślałam, że szykuje się dłuższa cisza na blogu. Na szczęście nie!

A więc dziś troszeczkę Wam opowiem o dwóch pudrach od earthnicity minerals: matującym i rozświetlającym. Oba otrzymałam na czerwcowym spotkaniu blogerek i od tamtego czasu są codziennie w użyciu, a więc chyba najwyższa pora je bliżej przedstawić ;)


Puder matująco - utrwalający - VELVET HD bardzo mi się spodobał. Jest to produkt posiadający wiele zalet i na prawdę ciężko mi się do czegoś przyczepić. Zresztą same zobaczcie:
- puder jest transparentny a więc pasuje każdemu,
- nie bieli,
- świetnie matuje, przy czym jego wykończenie jest takie satynowe, nie ma efektu maski,
- nie zatyka/ nie podrażnia,
- bardzo przyjemnie się go nakłada na twarz - jest to dziecinnie proste ;) (chociaż zdarza mu się pylić),
- bardzo wydajny! To maleńkie opakowanie, które nie jest wersją pełnowymiarową używam już 5 miesięcy prawie i jeszcze trochę go zostało! A używany jest codziennie.
-  twarz pozostaje matowa prawie cały dzień - podoba mi się to!

Jedyne czego nie zauważyłam to przedłużenia trwałości makijażu... I to by było na tyle...

Za słoiczek pełnowymiarowy, który jest dużo większy od mojej próbki trzeba zapłacić 98 zł. Biorąc pod uwagę jego wydajność to inwestycja na bardzo długi czas. Myślę, że warto...

Skład: Silica, Mica, Boron Nitride


To teraz parę słów o wersji drugiej, czyli o Jedwabnym pudrze wykończeniowym - rozświetlającym - SILK GLOW LIGHT. Muszę przyznać na początku, że tą wersję stosowałam dużo rzadziej. Mimo, że puder nie daje mocnego blasku, nie zawiera drobinek, nie powoduje błyszczenia. Blask jest subtelny, daje bardziej wrażenie promiennej cery. Jednak za słaby był dla mnie by podkreślić nim kości policzkowe, najczęściej rozświetlałam nim oko - w tym spisywał się świetnie, a efekt utrzymywał się cały dzień

Za pełnowymiarowy słoiczek trzeba zapłacić 85 zł.
Czy warto i w tym wypadku? Szczerze mówiąc to nie wiem... Myślę, że może jakbym miała ciemniejszą wersje bardziej by mi ten puder się spodobał i wtedy bym go polecała. A tak... Efekt jest za nikły by stosować go tylko na wybrane partie twarzy, a jednocześnie za mocny by pokryć nim całą twarz.

Skład:
Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Kaolin Clay, Boron Nitride, Iron Oxides
(Silk Glow Dark contains Ultramarine Blue)

**Nazwa Silk Glow oznacza jedynie jedwabistą konsystencję i strukturę pudru oraz jedwabisty efekt jaki pozostawia na skórze. Nie dodajemy do naszych produktów naturalnego jedwabiu (ang. silk), ponieważ jest to produkt pochodzenia zwierzęcego.


Miałyście do czynienia z tą marką?