Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja piękna jesienią. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja piękna jesienią. Pokaż wszystkie posty

Podsumowanie akcji "Piękna jesienią"

Hej Kochani!
Tak jak zapowiadałam przygotowałam dla Was post z podsumowaniem akcji Piękna jesienią. Na samym początku jednak chciałabym podziękować Karolinie za świetną inicjatywę! To były bardzo pozytywne tygodnie, które motywowały do pisania. Oprócz tego, dzięki akcji poznałam na prawdę sporo świetnych blogów! Moja lista czytelnicza znacząco się wydłużyła :) Ale nie narzekam, a cieszę się!





Oprócz wspomnianych przeze mnie inspiracji, a także poznawania nowego, akcja wpłynęła też na oglądalność postów. Nie tylko dziewczyny biorące udział chętnie zaglądały i komentowały ale też moi stali czytelnicy. Tematy były ciekawe i jak widać kilka postów z tej serii wskoczyło do popularnych. Cieszę nie niezmiernie z tego powodu, bo przykładałam się i włożyłam w każdy z nich dużo serca.

Czuję się też bardzo zmotywowana by robić lepsze zdjęcia. Teraz próbuje nowe podkłady/dodatki. Za jakiś czas będziecie mogli ocenić efekty. Ciekawa jestem czy takie zmiany przypadną Wam do gustu :).

Jako, że taka motywacja do pisania okazała się dla mnie idealna przystąpiłam do kolejnej akcji - Blogmas (banner z boku poprowadzi Was do Milenki i szczegółów).



Tymczasem zapraszam tych, którzy przegapili do zajrzenia do postów powstałych w ramach akcji:


Poza tym akcja miała też jeszcze jeden plus - brzydka jesień zleciała mi nie wiadomo kiedy! ;)

Piękna jesienią - relaks

Hej Kochani!
Dziś przybywam do Was z ostatnim wpisem z akcji Piękna jesienią (podsumowania nie liczę). To były ciekawe tygodnie i mam na ich temat parę przemyśleń o czym przekonacie się za tydzień ;).
Dziś chcę Wam pokazać swoje sposoby na relaks. Wybrałam tylko te jesienne sposoby, w końcu o to w tym chodzi prawda? Pewnie niczym Was nie zaskoczę, ale kto wie? Warto spróbować!

Zacznę od tego, co przez pogodę tej jesieni mogłam robić najrzadziej, za to najlepiej na mnie działało ;). Chodzi mi o nic innego jak bieganie!

Film zamieszczony przez użytkownika Żaneta J, (@usmiechniete.oczy)


Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Żaneta J, (@usmiechniete.oczy)


Nic mnie tak nie relaksuje, podczas biegu pozbywam się wszystkich złych myśli, zniechęcenia a do tego spędzam czas z moją Azulką. Po prostu warto :)

Niestety tej jesieni nie mogłam robić tego tak często jakbym chciała. Drugą opcją na relaks często przeze mnie wybieraną są wypieki!





Oprócz pokazanych powyżej pozycji były też kanelbular z czekoladą, szarlotka, kruche ciasteczka z orzechami i fasolowe ciasto czekoladowe ;). Jednak zniknęły szybciej i nie udało mi się zrobić im zdjęć... :D

Oczywiście potem była konsumpcja, najlepiej z dobrą kawką i jeszcze lepszą książką ;)
Ponieważ wyszła nowa część Pottera nie mogłoby być inaczej, jakbym jej nie przeczytała. Potem poszłam za ciosem i przeczytałam resztę serii ;) Uważam, że nie ma nic lepszego od takiego relaksu gdy na dworze już ciemno, a późno jeszcze nie jest... 






Był też relaks we dwoje - przy winie i serialu o Borgiach ;)


Tak wyglądał mój relaks i do grudnia pewnie nic się nie zmieni. Zimą zaproszę Was na podobny wpis :). Czymś Was zaciekawiłam?

http://www.pasjekaroliny.pl/2016/11/piekna-jesienia-6-relaks.html

Piękna jesienią - włosy

Hej Kochani!
Myślałam, że ten post nie powstanie w tym tygodniu i złapie opóźnienie ;). Jednak udało mi się złapać trochę słońca, na dodatek włosy miały dobry dzień,  więc wszystko wreszcie idzie po mojej myśli. Powiem Wam szczerze, że jestem w lekkim szoku, że to już prawie koniec wyzwania wymyślonego przez Karolinę. Mam wrażenie, że tydzień temu zachęcałam Was do wzięcia udziału, tymczasem zostały jeszcze dwa tygodnie tylko... po prostu wow! Jestem pod wrażeniem pomysłowości dziewczyn! Z chęcią czytam wszystkie posty. Zupełnie inaczej niż przy wyzwaniu z opróżnianiem kosmetyczek, które raczej unikałam...
Jednak nie przedłużając, dzisiejszy tydzień jest pod patronatem włosów i zamierzam Wam opowiedzieć o swojej jesiennej pielęgnacji.


Jesienią wróciłam do intensywnego olejowania.Wyznaczyłam sobie akcję - regenerację. Chociaż właściwie tylko na olejowaniu się skupiam... Wstyd się przyznać, ale ja - włosomaniaczka mam w domu jedną odżywkę do włosów, aktualnie jedną maskę... Oprócz tego nawet nie mam szamponu tylko znowu eksperymentuję z żelem. Także tak ;) Bida aż piszczy! Dobrze, że mam W. bo inaczej nic bym nie miała, oleje z dzisiejszego postu też pochodzą od niego... Zakupił je dla mnie w sklepie firmy, w której pracuje, więc nie opiszę Wam żadnego nowego producenta, nie wiem też nic o ich pochodzeniu, czy są rafinowane itd. Wnioskując jednak po tym, że mają zapach obstawiam, ze jednak nie są :)


Te dwa oleje to podstawa mojej obecnej pielęgnacji włosów. Zamknięte w 100 ml opakowaniach z atomizerem. Spray działa bez zarzutu, nie zacina się, jednak nie rozpyla odpowiednio, tylko daję taką jednolitą stróżkę. W sumie nie przeszkadza mi to, ponieważ i tak wolę rozprowadzać oleje ręcznie. Zawsze najpierw rozcieram je w dłoniach, delikatnie ogrzewając, a następnie wcieram we włosy. Robię tak od początku włosomaniactwa, które też zaczęło się jesienia! Tylko, że trzy lata temu... W związku z tym, w tym poście, znajdziecie też jedno zdjęcie pokazujące od czego zaczynałam swoją walkę o piękne włosy :).


Oba polubiłam jednak to macadamia sprawia, że moje włosy są lśniące i gładkie. Do tego macadamia ma bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny. Jest też dużo lżejszy od jojoby, łatwiej go zmyć, nadaje się do zabezpieczania końcówek. Moje włosy go pokochały co widać na zdjęciach - to wyłącznie jego zasługa, bo odżywka nie dawała mi takiego efektu...

Jojoba natomiast to delikatny śmierdziel. Z naciskiem na delikatny - pachnie trochę jak pościel, która np wisiała na strychu - wiecie, taka niewietrzona, okurzona ;). Działa również przyjemnie, ale nie tak spektakularnie na moich włosach. By odczuć to że działa muszę go stosować przed każdym myciem przez minimum tydzień. A więc odpada w przedbiegach z macadamią, po którym efekty są widoczne od razu.


Moje spa dla włosów jest bardzo proste - wieczorem wcieram w nie olej, następnie splatam je w warkocz a następnego dnia myję. Nic trudnego prawda? Robię to minimum raz w tygodniu, ale najczęściej tak dwa razy. Nigdy nie miałam problemu ze spłukaniem oleju, nigdy też nie zdarzyło się bym zatłuściła poduszkę ;). Olej trzyma się włosów mocno i nie migruje :D. 

Dzięki temu prostemu zabiegowi moje włosy wreszcie wracają do formy, a ja z radością chodzę w rozpuszczonych i zakładam swój nowy kapelusz! Same plusy ;)


I obiecane zdjęcie porównawcze:
lepszego zdjęcia nie mam, ale może to i lepiej...

A na czym Wy się skupiacie jesienią przy pielęgnacji włosów?

http://www.pasjekaroliny.pl/2016/10/piekna-jesienia.html

Piękna jesienią - twarz

Heeej!
Ten post miał być na wczoraj... Ale jakoś tak nie wyszło. 1 listopada zakończył się nieprzyjemnym zdarzeniem, prawie zderzeniem, na którym ucierpiał bok samochodu mojego. Mogło być gorzej... O wiele gorzej, więc cieszę się, że tylko tyle. Jednak wychodziłam z szoku przez dobę. Teraz jest lepiej, w ramach terapii upiekłam dziś bułeczki cynamonowe rodem ze Szwecji z przepisu Olgi (KLIK). I teraz już mogę znów do Was pisać!

Ponieważ podzieliłam sobie tydzień wyzwania "Piękna jesienią" na dwa posty, dziś część druga o pielęgnacji twarzy i recenzji jednej z saszetek Babuszki. Miałam już ich sporo i jakby ktoś był ciekawy wrażeń to TU znajdzie całą listę :).


Jesienią nie zapominam o maseczkach. O ile latem sięgam głównie po glinki, bardziej się skupiam na oczyszczaniu, tak jesienią rozpieszczam twarz czym tylko mogę. W ostatnim czasie dominuje u mnie maseczka liftingująca/tonizująca/ujędrniająca od Babuszki właśnie. Wybrałam ją jako taką regenerację po lecie i muszę przyznać, że dobrze spełnia swoje zadanie. Producent całkiem dobrze ją opisuje:

Maska posiada wyraźne działanie liftingujące, tonizuje skórę i wyrównuje koloryt twarzy. Naturalne składniki wchodzące w jej skład nawilżają, zwiększają jędrność i elastyczność skóry. Ślaz leśny zebrany w tajdze zawiera witaminy grupy A i C, dzięki czemu nawilża skórę. Organiczny ekstrakt białej herbaty i rdest ostrogorzki mają właściwości podciągające i tonizujące. Cladonia śnieżna unikatowa roślina zawierająca kwas usinowy, który aktywizuje procesy regeneracji i skutecznie chroni skórę przed zmianami związanymi z wiekiem.


Maska ta ma przyjemną konsystencję, którą z łatwością rozprowadza się po twarzy. Jako, że ja ostatnio ciągle się w jakiś sposób masuje (jak nie szczotką to po prostu dłońmi), więc połowę czasu, który trzymam maseczkę poświęcam na masowanie. Dzięki temu mam wrażenie, że maseczka działa lepiej. Efekty są od razu widoczne, a nie tak jak zwykle po serii zabiegów. Po zmyciu jej z twarzy skóra jest miękka, nawilżona, elastyczna. Jako, że robię to łącząc z cotygodniowym SPA o którym już Wam wspominałam ostatnio (klik), to wychodzę z łazienki jak nowonarodzona ;).


Maska ma przyjemny, nienachalny zapach. Ja osobiście czuję delikatne (bardzo subtelne) chłodzenie gdy mam ją na twarzy. Moja skóra nie jest podrażniona po niej, ale wiem, że część z Was nie najlepiej reaguje na ilość ekstraktów w babuszkowych produktach.

Skład: Aqua, Dicaprylyl Ether, Butirospermum Parkii (Shea Butter) (masło shea), Organic Camellia Sinensis Leaf Extract (organiczny ekstrakt białej herbaty), Persicaria Hydropiper Extract (ekstrakt rdestu ostrogorzkiego), Malva Sylvestris Extract (ekstrakt ślazu leśnego), Citraria Nivalis Extract (ekstrakt cladonii śnieżnej), Kaolin, Glyceryl Stearate, Organic Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil (organiczny olejek kiełków pszenicy), Cetearyl Alcohol, Sorbitane Stearate, Sodium Cetearyl Sulfate, Xanthan Gum, Potasium Sorbate, Parfum, Citric Acid

Tak wygląda mój zabieg na twarz by czuć się piękna jesienią i przy okazji być też piękna jesienią życia ;). Bo jak teraz nie będę dbała o swoją skórę to i operację na starość nie pomogą :p

Ps. Ja swoją maseczkę mam z Zielonego Kredensu i aktualnie mają tam na nią promocję - KLIK.

Piękna jesienią - ciało, czyli o szczotkowaniu i maseczkowaniu!

Hej Kochani!
Ostatnio miałam szalony czas, piec do centralnego w domu się zepsuł, więc działo się wiele i nie miałam czasu na nic. A jak już miałam czas to nie miałam siły, serio - padałam bardzo wcześnie na łóżko i zasypiałam... Tymczasem post ten szykowałam już od dawien dawna! To o nim myślałam w momencie zgłoszenia się do akcji, więc mam nadzieję, że się Wam spodoba!


Odkąd kupiłam szczotkę do ciała nie rozstaję się z nią jeśli chodzi o pielęgnację. Kosztowała mnie niecałe 10 zł w Rossmanie i okazało się, że to bardzo dobrze spożytkowane pieniądze :). Włączyłam ją do swoich codziennych rytuałów i do cotygodniowych rytuałów SPA. Moje ciało polubiło szczotkowanie na sucho o czym świadczą efekty jakie dostrzegam - ale po kolei!

Szczotka ma dość szorstkie, naturalne włosie, wypustki ze sztucznego tworzywa, które są jakby gumowe, drewnianą podstawę i taśmę dzięki której łatwiej utrzymać szczotkę. Tej taśmy mogłabym się przyczepić bo to zdecydowanie najsłabszy punkt - jest za duża! Mogłabym zmieścić pod nią na spokojnie dwie swoje dłonie... 


Jak już Wam wspomniałam szczotkę stosuje do masażu na sucho. Kolistymi ruchami rozpoczynam od stóp a kończę na dłoniach. Omijam okolice piersi bo uważam, że to zbyt drażniący zabieg jak na ten region. Codziennie rano tak zaczynam dzień - poświęcam na to tyle czasu ile aktualnie posiadam. Czasami jest to chwila, czasami nawet 10 min gdy się nie spieszę. Pobudzam w ten sposób z rana krążenie, rozgrzewam się, dobudzam i zyskuję więcej energii z rana. Im dłużej ją stosuję tym większą przyjemność sprawia mi taka forma masażu.

W soboty jednak mój rytuał nieco się zmienia. Sobota to czas na SPA, czyli długie masowanie szczotkę, następnie nałożenie maseczki na ciało i twarz (ale o twarzy to akurat będzie kiedy indziej). Mam wtedy pół godziny tylko dla siebie, a dzięki pobudzonemu krążeniu poprzez masaż maseczki do ciała mają ułatwione działanie. Poniżej Wam o nich opowiem.


Jednak zanim to zrobię chcę dodać jeszcze parę rzeczy o samym masażu na sucho i efektom jaki dzięki niemu osiągam oprócz wspomnianych powyżej. Otóż szczotkowanie sprawia,że skóra jest gładsza, jędrniejsza i ma bardziej równomierny koloryt. Cellulit i rozstępy wyraźnie się zmniejszają - szczotka zastępuje peeling i to w sposób fenomenalny. 

Oprócz tego zachęcam wszystkie osoby, które maja problem z wrastającymi włoskami po goleniu by pomyślały o szczotkowaniu :).


I już wracam do wspomnianych przeze mnie maseczek do ciała, które wykorzystuje w moim SPA. Aktualnie posiadam dwie saszetki Babuszki Agaffi z Zielonego Kredensu. Obie kosztują w okolicy 6 zł i żałuję, że maski do ciała tak późno pojawiły się w mojej łazience bo są dużo mniej uciążliwe niż myślałam, a efekty bywają lepsze niż przy wielu balsamach i masłach. Poza tym to świetna opcja dla tych, które lubią zadbać o siebie raz i porządnie a potem mieć trochę spokoju, a nie codziennie wcierać różne kremidła ;). 

Moje maski to wersja termalno - iłowa i czarna torfowa - odmładzająco, ujędrniająca. Obie zapakowane są w dobrze znane Wam saszetki. Każda ma pojemność 100 ml i starcza na 3 razy przynajmniej jeśli chodzi o moje ciało. Maski te są maskami opartymi w dużej mierze na glince, więc przez 10 min podczas, których mają się znajdywać na naszym ciele mogą zaschnąć delikatnie, jednak ciepły prysznic bez problemu sobie z tym radzi (chociaż ja raz się nie domyłam z glinki i zauważyłam to dopiero przy ubieraniu xD). Maski bardzo przyjemnie rozprowadza się po ciele, nie mają grudek ale kremową konsystencje, w momencie zastygania nie sprawiają dyskomfortu jak maseczki do twarzy na bazie glinki. Nie pachną też za bardzo.

Obie maski maja różne składy, które możecie zobaczyć TU i TU jednak działanie na mojej skórze jest bardzo zbliżone. Skóra jest świetnie oczyszczona, miękka i jędrna. W połączeniu z wcześniejszym szczotkowaniem co tydzień mam wrażenie, całkowicie nowej skóry. A im dłużej wykonuję te zabiegi tym dłużej utrzymuje się efekt. Co ciekawe moja sucha skóra dzięki maseczkowaniu nie potrzebuje tak dużo balsamów jak wcześniej. Biorąc pod uwagę, ze od dłuższego czasu nawet nie miałam żadnego balsamu to duża zmiana. Jestem zachwycona!

Maska termalno - iłowa ma jeszcze za zadanie rozgrzewać skórę, jednak ja osobiście nie zetknęłam się z tym efektem, ale kto wie? Może jestem gruboskórna..
 

Zaraz ktoś mi powie, że ale co można robić przez te 10 min gdy trzeba nago stać w łazience? Ja poświęcam ten czas na dokładny demakijaż, oczyszczanie twarzy, nałożenie maseczki i jej masaż... Gdy zostaje mi jeszcze trochę czasu to się rozciągam ;). Muszę wtedy wyglądać komicznie naga, w szarawej glince, z maseczką na twarzy. Ale co tam! Grunt, że to działa jak trzeba... To niewątpliwie najlepszy mój jesienny rytuał jaki wprowadziłam - idealnie wpisuje się do akcji Piękna Jesienią bo czuję się po nim piękniejsza, jestem taka i różnicę widać gołym okiem.


A więc oto mój jesienny rytuał dla piękna. Jestem ciekawa jak wygląda Wasz :)


Piękna jesienią - paznokcie

Hej Kochani!
Za mną już dwa tygodnie zabawy i jednocześnie wyzwania piękna jesienią. Im dłużej trwa akcja tym bardziej mi się podoba! :) Wpisy są ciekawe, każda z nas (uczestniczek) podchodzi inaczej do tematu. Teraz mam mniej czasu na bloga i jednocześnie dużo bardziej chce mi się na niego zaglądać! Bardzo się cieszę, że się zgłosiłam - to na prawdę motywuje :).

http://www.pasjekaroliny.pl/2016/10/piekna-jesienia.html


Tematem tego tygodnia są paznokcie! Pewnie będziemy mogli pooglądać piękne zdobienia - ja do tego zupełnie nie mam talentu, więc Wam podaruje oglądanie moich paznokci ;). Na blogach bardzo widoczny jest trend hybrydowy, który niestety nie jest dla mnie. Muszę mieć króciutkie paznokcie z racji zawodu, a dodatkowo rosną mi bardzo szybko, więc zaraz widoczny byłby odrost... Żałuję nie raz widząc jakie piękne kolory są dostępne! Ale nie o tym ja dziś chciałam Wam opowiedzieć...

Wiecie już na pewno, że zafiksowałam się w naturalne kosmetyki :).
Do tej pory jedynymi produktami, których nie udało mi się wymienić na naturalne są lakiery do paznokci i tusz do rzęs. I właśnie dzisiaj chciałam Wam pokazać lakiery do których wzdycham i mam nadzieję, w końcu uda mi się zakupić!

Lakiery marki Lili Lolo w odcieniach Temptress, Carnival i Soft Coral to moje najstarsze marzenie. Być może w końcu będzie mnie na nie stać ;)


Lakiery 100% pure kuszą niesamowicie swoimi kolorami! Cała marka jest warta uwagi, jednak kolorówka kusi w szczególny sposób. Te naturalne, owocowe pigmenty! Ach...



Colour Caramel jest marką, którą najmniej kojarzę, co nie zmienia faktu, że jest kilka odcieni ich lakierów, które chodzą mi po głowie. Piękna fuksja, śliwka, jasny beż i lekki róż... Czyli zestaw na każdą okazję :).
Wiem, że nie wszystkie kolory są typowo jesienne, ale wszystkie chętnie widziałabym na swoich paznokciach cały rok! A że jednocześnie mogłabym ich w żadnym wypadku nie niszczyć... Uwielbiam naturalne kosmetyki! ;)

Piękna jesienią (i zdrowa!) - usta

Hej Kochani!
Jak Wam minął weekend i dwa dni następujące po nim? U mnie jest chwilowa masakra i urwanie głowy.... Mam nadzieję, że sytuacja się jak najszybciej unormuje!
Tymczasem, jesteście gotowi na kolejny post z wyzwania ? W tym tygodniu królują usta!



Ciekawa jestem czy wiecie ile szminek w ciągu swojego życia zjada przeciętna kobieta? Wg danych ze Stanów Zjednoczonych (oni badają wszystko...) może to wynosić od 2 do 4 kg (!). Szminki zjadamy każdego dnia jedząc, pijąc, oblizując usta... A wiele z nie może się pochwalić całkowicie neutralnym składem, a więc może być szkodliwa dla naszego zdrowia. Zastanawiałyście się nad tym kiedyś? Ja przez długo czas nie, ale już nie zamierzam ponownie popełnić tego błędu.

Co można znaleźć w składzie przeciętnej szminki?
ołów -toksyczny dla naszego organizmu metal ciężki, który odkłada się w narządach
parabeny - na szczęście ich ilość ściśle ograniczają przepisy
barwniki niewiadomego pochodzenia (np. ze zgniecionych owadów... a jak ktoś jest weganinem to co?)
aluminium
chrom

Dodatkowo nierzadko skład pomadki jest mega długi i trudny do rozszyfrowania... I ta długość nei jest spowodowana ciekawymi ekstraktami czy olejami, które mają dbać o nasze usta...Nawet w encyklopediach ze składnikami ich nie ma. I jak ma sobie z tym człowiek poradzić?

Oczywiście nie ma co popadać w paranoję. Nie trzeba wyrzucać swoich pomadek i wymieniać na te naturalne. Jednak może warto też sprawdzać skład kosmetyków kolorowych? Bo o ile pielęgnacyjne zwracają naszą uwagę swoimi składami, tak z makijażowymi bywa różnie...

Jestem bardzo ciekawa waszej opinii na ten temat! ;)

Piękna jesienią - makijaż

Hej!
Pora na pierwszy post akcji "Piękna jesienią" o której możecie przeczytać TU. Tydzień pierwszy poświęcony jest makijażowi. Nie byłabym sobą gdyby u mnie pojawiło się coś innego niż minerały ;) Wiem, że większość z Was porzuca minerały na jesień i zimę, z powrotem wraca do cięższych formuł, ja natomiast jestem im wierna cały rok i zapewniam, że nic się złego nie dzieje.


O minerałach powstała już cała seria postów na tym blogu. Mogliście poczytać o aplikacji, o kryciu, o zaletach takiego makijażu. Recenzowałam Wam róż, który cały czas uwielbiam i który towarzyszy mi również w jesiennym makijażu. Dopiero się rozkręcam i pomysłów na tą serię mam jeszcze mnóstwo, jednak dziś chcę Wam przedstawić podkład, który sprawia, że czuję się piękniejsza - i to nie tylko jesienią! :)


Zaraz mnie wybuczycie, że przecież ten post nic nie wnosi do akcji bo mówi o tym, że cały rok maluje się tak samo ;). Ale ja uważam, że wnosi! Bo chcę Wam pokazać podkład, który idealnie wtapia się w moją cerę, w którym wyglądam dobrze bez względu na to czy jestem opalona czy nie. Dzięki niemu wiem, że wyglądam zdrowo, naturalnie, po prostu dobrze i tak się też dzięki niemu czuje!


Herbatnikowy kolega z Earthnicity ma doskonałe krycie. Właściwie przez niego nigdy nie sięgam po korektor, przez co utrudnia mi sprawę bo chcę dla Was zrobić poradnik o korektorach mineralnych ;). Ale jestem w stanie mu to wybaczyć... Jest dobrze zmielony, ale mniej niż np puder HD tej samej firmy, dzięki czemu trudniej sprawić by pylił :). Więc jeśli ktoś lubi zabawę w odkurzanie po nakładaniu podkładu mineralnego to nie ten adres.

Uwielbiam go za te wszystkie zalety, o których już Wam wspominałam w tym poście. Ale też za jeszcze więcej - on jest po prostu dla mnie idealny, a ciężko znaleźć odcień tak świetnie współgrający z cerą :). Biscuit opisywany jest jako odcień nadający się do jasnej i średnio jasnej karnacji o beżowym zabarwieniu. Jest dość neutralny - ni to ciepły, nie chłodny, więc może pasować wielu osobom :)


Na mej buźce mogliście go widzieć wielokrotnie przy poprzedniejszych postach, jednak dziś małe przypomnienie z całością makijażu jaki teraz używam by poczuć się piękna jesienią :)


Jak widzicie na podkładzie nie kończę, oprócz niego codziennie towarzyszy mi róż i kredka do brwi. Jest to mój standard - czyli wersja na szybko. A uwierzcie mi, w jesienny czas wersja na szybko to zawsze dla mnie najlepsza wersja ;). A gdy mam pewność, że dzięki makijażowi w dalszym ciągu dbam o swoją skórę... To czy można chcieć czegoś więcej?

Bądź piękna jesienią - czyli akcja Karoliny

Hej Kochani!
Część z Was (jak nie wszyscy!) zna pewnie bloga Karoliny. Ja śledzę go od moich początków w blogosferze, Karolina nie raz mi pomogła, bardzo lubię do niej zaglądać. Dostarcza motywacji - sprawia, że chcę się doskonalić, jest bardzo przyjemną osobą, łatwo się z nią rozmawia, do tego wiem, że niczego nie udaje, jest autentyczna. Wszystko to razem ze świetnym (w moim zdaniu) pomyśle na akcję sprawiło, że zdecydowałam się do niej zgłosić.



O całej akcji możecie przeczytać TUTAJ.
Ja tymczasem zabiorę się za zbieranie pomysłów i robienie szkiców postów! Bo jak na razie zamysł mam tylko na te ostatnie tygodnie ;).