Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kąpiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kąpiel. Pokaż wszystkie posty

Po ciężkim tygodniu pora na relaks!

Wiecie, jestem osobą, na którą niesamowity wpływ mają zapachy... Są takie, które wprawiają mnie w zachwyt, potrafią dodać energii lub zrelaksować. Dodać pewności siebie czy pocieszyć, a nawet pomóc gdy jestem chora. Aromaterapia zawsze była bliska mojemu sercu. Do tego uważam zapachy za wspaniały nośnik wspomnień! Więc gdy dostałam olejek do kąpieli marki Puressentiel od Anuli i poznałam jego zapach, wiedziałam, że chwile z nim będą niezwykłe. 


Zacznę może jednak od przedstawienia marki. Puressentiel to francuska firma stworzona z pasji do olejków eterycznych. Ich produkty tworzone są z pasją i z myślą o zdrowiu. Każdy z kosmetyków to koncentrat darów natury. I uwierzcie mi - to na prawdę czuć gdy używa się ich produktu!

Olejek, który Wam dzisiaj przedstawiam pochodzi z serii Rest&Relax. Seria ta to mieszanka olejków eterycznych, których zadaniem jest zmniejszenie stresów, ukojenie nerwów, wyciszenie. A tego w dzisiejszym zabieganym świecie mocno brakuje!


Olejek do kąpieli jest niesamowitą mieszanką, która w pełni ukazuje swoją moc po połączeniu z ciepłą wodą. O zapachu opowiem Wam za chwilę - będą to same zachwyty! Najpierw jednak kwestie techniczne - olejek miesza się z wodą - po powierzchni nie pływają tłuste oczka jak w rosole. Woda staje się odrobinkę mętna. A prócz zapachu zyskujemy też miękką i nawilżoną skórę! Żałuję, że jego pojemność wynosi tylko 100 ml - chociaż wystarczy niewiele by poczuć ten wspaniały zapach i wykorzystać jego moce. Co ciekawe można też stosować go pod prysznicem - to idealna opcja dla tych, którzy chcieliby zakosztować prawdziwego relaksu, odprężenia i nie mają wanny. Gwarantuje Wam, że ten zapach jest jak czary!


Już Was nie zadręczam i przechodzę do opisy TEGO zapachu. A jest on po prostu niesamowity (czy ja się powtarzam?). Mamy piękną, niesamowitą lawendę (nie mylić z tymi okropnymi odstraszaczami na mole), cudowną pomarańczę (która nie jest ani słodka, ani kwaśna), kamforę, mandarynkę, palmarosę, majeranek, cyprysy, amyris, rumianek.... A przynajmniej całe to bogactwo olejków znajdziecie w składzie. 
Dla mnie kąpiel z nim pachnie niepowtarzalnie. Jest jak chwila oddechu pełną piersią tuż po burzy - ma w sobie moc świeżości. Jest jak moment gdy może położyć się w puszystą, świeżą pościel - daje odprężenie, ukojenie, relaks. Jest jak chwila z książką - daje ukojenie od wszelkich trosk. Po kąpieli z nim zasypiam jak dziecko! Ten zapach jest prawdziwie magiczny i cieszę się, że pozostaje na skórze przez całą noc, żałuję, że nie na dłużej...


Marka w Polsce dopiero raczkuje, więc chwilowo na pewno znajdziecie ją w Super Pharm. Ale warto śledzić FB by dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem!

Odżywcza i pobudzająca kąpiel

Czy jest na sali ktoś kto nie lubi zapachu kawy? Ja nawet jak nie lubiłam jej smaku zapach był dla mnie świetny. Teraz gdy mam dostęp do świeżo palonych ziaren kocham go jeszcze bardziej... Oboje z W. lubimy relaks przy pachnącej filiżance. A gdyby tak przenieść te cudowne chwile do wanny? Gdy zapach pobudza zmysły a ciepła woda relaksuje ciało. Gdy myśli są subtelnie rozproszone i wszystkie troski odchodzą w cień? Wytwórnia mydła zapewnia nam to w całym swym bogactwie :).


Proszek kąpielowy Caffe Latte pochodzący z Wytwórni Mydła przywiozłam z targów Ekocuda, o których już Wam wspominałam (KLIK dla tych co przegapili). Jestem całkowicie zakochana w tej marce i ich musach do ciała! Z mydeł testowałam na razie jedno i też je uwielbiam (klik). Resztę produktów poznaję systematycznie i jak na razie się nie zawiodłam. 
Zdecydowałam się na tą wersję zapachową proszku ponieważ uwiódł mnie zapach musu kawowego ;). Rozpłynęłam się na samą myśl o kąpieli w takim aromacie! Bałam się wprawdzie siły zapachu (bo mus pachniał bardzo mocno) jednak zaryzykowałam i nie żałuję. Kąpiel pachniała świeżo zrobioną kawą, zapach był delikatny, pieścił zmysły, subtelnie unosił się w koło (ja osobiście nie wyczułam nut mlecznych i zupełnie mi to nie przeszkadzało).


Producent opisuje ten produkt w taki sposób:

Proszek kąpielowy o cudownym zapachu kawy z mlekiem.
Zawiera on olej ze słodkich migdałów działąjącego odżywczo na naszą skórę oraz różową sól himalajska.
Różowa sól himalajska stosowana jest do stymulacji krążenia, obniżenia ciśnienia krwi, zrelaksowania ciała, przy napięciach i bólach mięśni, przy osłabieniu i braku energii, artretyzmie i zapaleniu stawów.
Sól zawiera wapń, magnez, potas, miedź, żelazo i wiele innych ważnych dla organizmu minerałów i pierwiastków śladowych.
Proszek wrzucony do wanny z ciepłą wodą delikatnie musuje a rozgrzana skóra wchłania odżywcze składniki.
Należy zachować ostrożność wychodząc z wanny - jej powierzchnia może być śliska.

Skład: Sodium bicarbonate, Citric Acid, Sodium chloride, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Coffea Arabica Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Powder.
 
Waga ok.85 gram


Co ja mogę o nim powiedzieć? Zapewnił mi relaksującą kąpiel... Moja skóra była widocznie zadowolona, nie potrzebowałam używać później balsamu i nie musiałam też szorować bardzo wanny - idealny dodatek oleju. Dodatkowo kąpiel ta pomogła mi uporać się z obolałymi mięśniami i rozgrzała mnie po mroźnym spacerze. 

Czyli proszek zrobił wszystko co od niego wymagałam za zawrotną sumę 4,50 (klik)

Och, lubię tą Wytwórnię Mydła :)

Ec Lab - olejek do kąpieli

Hej!
Dziś chcę Wam wreszcie (bo zbieram się za to już od tygodnia) przedstawić cudowny olejek do kąpieli marki Ec Lab, który dostałam od Anuli (która rozpieszcza mnie niesamowicie :**). Olejki te robią furorę u każdego kto ich spróbował i wcale mnie to nie dziwi, zresztą - same zobaczcie:


Śliczne opakowanie! Na prawdę z dumą stoi pod prysznicem - wyróżnia się pośród innych kąpielowych umilaczy. Mogłabym się przyczepić, że fajniejsze byłoby opakowanie z pompką, ale byłoby to już szukanie na siłę, więc tego nie robię. Jest dobrze i już - dość wodnista konsystencja olejku sprawia, że bez problemu wydostaniemy produkt z opakowania, nawet na sam koniec. 

Co ciekawe, konsystencja mimo że jest wodnista nie sprawia, że olejek jest mało wydajny. Wystarczy bowiem odrobina by pokryć całe ciało taką piankową emulsją. Skóra jest dzięki temu oczyszczona, ale nie ma mowy o wysuszeniu! Uwielbiam to! Po raz pierwszy od bardzo dawna całkowicie zrezygnowałam z balsamu, co przy moim tempie życia w ostatnim czasie jest bardzo na plus!


Do tego cudowny zapach - elegancja, świeżość, kobiecość. On ma to wszystko w sobie niesamowicie umilając czas spędzony podczas kąpieli. Jakbym miała go opisać zabrzmiało by to tak 'spacer o poranku po ogrodzie pełnym kwiatów, gdy jeszcze na nich znajduje się rosa... słodycz, ale delikatna, świeżość, ale nie cytrusowa, woń kwiatów, ale nie przytłaczająca'. No... więc tak ;)

Skład:

Jestem zachwycona, absolutnie zachwycona tym olejkiem! I coś czuję, że pokuszę się jeszcze na inne wersje (ja - absolutnie mydłowa panna od długiego czasu!)

Znacie?

Namiastka Indii... Z hinduską pod prysznicem.

Tak, tak. Dobrze widzicie, nadal nie zakończyłam swoich romansów z mydłami świata. Zaczęło się wszystko od rozgrzanego do czerwoności Włocha Lorenza (klik), potem był romantycznych Hiszpan Esteban (klik), a teraz ONA - Sonam. Hinduska, która niewątpliwie zdominowała w tej chwili moją kabinę prysznicową...


To nie jest łatwa miłość, uwierzcie mi. Ale to nie Sonam temu winna, a świat, który odmawia nam wspólnych chwil rzucając kłody pod nogi - a to woda zimna, a to brak światła (łazienka bez okna), a to kolejka długa (ta wielopokoleniowa rodzina...). Same widzicie, że nie jest nam lekko, gdy tymczasem nam się marzy romans niczym w filmach Bollywood! W rytmach porywających do tańca, z dźwiękiem bransoletek w tle, z tańcem i śpiewem, z chwilami pełnymi wzruszenia! Ech..

Narzekam Wam, chociaż nie powinnam, bo mimo trudności było nam dobrze ze sobą. Sonam potrafiła zadbać o moja wymagającą skórę - miękką, puszystą pianą otulała moje ciało pozbywając się wszelkich zanieczyszczeń, przy czym nie wysuszając mnie na wiór. Nie pozostawiając po sobie żadnego osadu. Cudowny, orzeźwiający, delikatny cytrusowy zapach sprawiał, że upał nie był dla mnie tak straszny... 
Przy czym muszę dodać, że Sonam tak samo jak Esteban nie wymięka, trzyma fason do końca, nie ślimaczy się, nie 'ciapcioli'. A jej wygląd zewnętrzny powala! Jest niewątpliwą ozdobą łazienki. Żałuję tylko, że tak samo jak jej poprzednicy dość szybo znika, zmydla się szybko - a może to ja nie mam szczęścia do romansów?




Te ulotne chwile pod prysznicem, które miałyśmy tylko dla siebie uświadomiły mi jak bardzo będę tęsknić za mydłami tej marki. Mam nadzieję, że kiedyś powrócą!

Nocny rytuał Be.Loved

Hej!
Dzisiaj chcę Wam przedstawić wspaniałe produkty, które trafiły do mnie jako wygrana na blogu http://naturally-in-love.blogspot.com
Marki Be.loved nie znałam wcześniej, widywałam ją w sumie tylko u Oli, autorki wspomnianego wcześniej bloga. Okazało się, że markę tą stworzyła Polka - Kinga, która mieszka w Rydze. Jej produkty są na prawdę warte uwagi, a co ciekawe można je spersonalizować. Załóżmy że podoba Wam się skład serum, ale jesteście uczuleni na jeden składnik - żaden problem, wystarczy poprosić by tego co nas uczula/podrażnia w produkcie nie było. Takie postawy się ceni! :)

Na pewno jesteście ciekawi co wygrałam. Otóż w tym kartonowym pudełeczku trafił do mnie zestaw stworzony do nocnego rytuału, czyli serum "It's a new day" i trufle kąpielowe.


Oprócz tych kosmetyków w opakowaniu była jeszcze instrukcja jak przeprowadzić nocny rytuał i wszystkie możliwe informacje o produktach, które chcę Wam teraz przytoczyć, później opiszę swoje wrażenia :).

"Serum o konsystencji lekkiego olejku i orzeźwiającym zapachu ma właściwości antybakteryjne i gojące. Równocześnie przywraca elastyczność skóry i pomaga utrzymać poziom nawilżenia. 100% naturalne, wegańskie składniki. 0% parabenów, konserwantów, barwników i silikonów.

Serum:
- przyśpiesza proces regeneracji skóry
- dogłębnie oczyszcza
- odżywia, reguluje poziom nawilżenia naskórka
- pomaga likwidować blizny.

Skład: Carthamus Tinctorius (Safflower) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Vitis Vinifera (Grapeseed) Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Cannabis Sativa (Hemp) Seed Oil, Tetrahexyldecyl Ascorbate (Vitamin C), Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Seed Oil, Tocopherol (Vitamin E), Mentha piperita (Peppermint) Oil, Citrus Limonum Oil (Lemon Peel) Oil, Rosmarinus officinalis (Rosemary) Oil, Citrus Tangerina (Tangerine) Oil, Limonene*, Citral*, Citronellol*

Trufle do kąpieli pomogą Ci zrelaksować się po długim i ciężkim dniu. Po ich użyciu Twoja skóra nie potrzebuje już żadnych balsamów ani perfum. Wszystko co najlepsze zamknięte jest w tym sercu. 

Skład: Sodium bicarbonate, Theobroma cacao seed butter, Butyrospermum parkii, citric acid, Citrus Tangerina Oil, Citrus Sinensis Oil, Calendula Officinalis Flower, Citrus Aurantium Fruit Powder, Limonene, Geraniol and Linalool Citral"


I jeśli chodzi o opis tych produktów właściwie na tym mogłaby się skończyć ta recenzja. Rzadko spotyka się produkty, w których producenci nie popłynęli z obietnicami, tutaj nie ma nic takiego. To co napisane to prawda i już. Można się tylko zachwycać. A jest czym!

Serum pachnie cudownie! Nutka mięty + pomarańcza i mandarynka. Zapach pobudzający a jednocześnie relaksujący. Poprawia humor niesamowicie! A jakby tego było mało, oprócz poprawy humoru mamy zadbaną cerę - skóra jest gładka i nawilżona, jędrna, niedoskonałości są rzadkie a jak już się pojawiają to szybko znikają. Samo serum nie robi żadnych problemów w aplikacji, mimo, że jest olejowe bardzo szybko się wchłania, jeśli nie przesadzimy z ilością (u mnie wystarcza 3 -4 krople na całą twarz) nie pozostawia tłustej warstwy. Zdarza mi się teraz stosować je również rano a na nie nakładać makijaż. Oczywiście trzeba pamiętać, że jak wszystkie produkty olejowe trzeba nakładać je na zwilżoną twarz. 

Jestem w tym serum zakochana i wiem, ze na pewno zużyje je w ciągu 6 miesięcy od otwarcia jak radzi producent. Sięgam po nie z prawdziwą przyjemnością! A gdy połączę je dodatkowo z ruałem nocnym - jest magia i relaks!


Opis rytuału:
Wlej ciepłej wody do połowy wanny. Zapal świecę. Zgaś światło. W dłoni rozgrzej 3 -4 krople serum do twarzy i rozsmaruj je na wcześniej oczyszczonej skórze. Następnie zanurz się w wannie. Wrzuć do wody truflę kąpielową. Zamknij oczy. Weź głęboki wdech i wydech. Ponownie wdech, wydech. Wsłuchaj się w delikatny pomruk musującej trufli. To czas dla Ciebie! Powtarzaj rytuał tak często jak tego potrzebujesz. To ważne dla nas kobiet żeby znaleźć czas tylko dla siebie.

Och... na wspomnienie tych kąpieli już mi dobrze! ;) Przede wszystkim trufle sa maleńkie - a musują długo, mają w sobie moc olejków i jeszcze te masła! W maleństwach tych kryją się jeszcze płatki nagietka, nie jest ich wiele, więc nie denerwują za to sprawiają, że czuję się niczym królowa. No i mój ukochany zapach cytrusów! Po takim rytuale zasypiam jak dziecko. A skóra mojego ciała jest zachwycona - miękka, odżywiona i nawilżona.


Jak widzicie produkty te ujęły mnie za serce. Oprócz cudownego działania na skórę ciała i twarzy mamy jeszcze aromaterapię. Uwielbiam!

Nubian Heritage - mydło oliwkowe

Hej Kochani!
informuję, że jutro będę prawdopodobnie poza zasięgiem, mam zamiar świętować z dala od internetu ;) w końcu nie co dzień kończy się 23 lata... co innego 22, 24 xd

Dobra! Pożartowalismy,  a teraz pora na recenzję :)
Dziś chciałam Wam bardzo opowiedzieć o pewnym ciekawym mydle marki Nubian Heritage.


Oliwkowe mydło Nubian ma przyjemny kolor, zapach i kształt. Do tego ma śliczną koronę wytlaczana na wierzchu. Ogólnie rzecz biorąc robi wspaniałe pierwsze wrażenie.

Zapach jest słodko świeży, nie ma mowy o zapachu oliwy z oliwek. Dodatkowo zapach długo się utrzymuje na ciele i w łazience. Podoba mi się to!


Mydło jest na prawdę spore i dodatkowo wydajne. Pieni się cudownie - piana jest aksamitna, otulająca, myje i nie wysusza skóry, jednak jej też nie nawilża.
W miarę używania zmniejsza swoją objętość, jednak nie pęka, nie ślimaczy się, nie brudzi wanny. Po prostu ideał pod tym względem.


Skład też piękny.
Wiec dlaczego go nie pokochałam?
Jakoś tak podobało mi się, ale wracać do niego nie chcę...
Znacie je?

Wiśniowa muffinka kąpielowa

Hej!
Dziś zostawiam Wam posta a tymczasem sama wybywam w Tatry! Jej jak się cieszę! Nigdy tam nie byłam... Mimo problemów jestem nastawiona na wspaniałą (choć krótką - 4 dni) zabawę :)
Dla Was za to przygotowałam parę postów - mam tylko nadzieję, że się opublikują tak jak zaplanowałam ;). Z bloggerem nigdy nic nie wiadomo.
W każdym bądź razie - obiecuję relację po powrocie!

Ja tu gadu, gadu a tymczasem chciałam Wam pokazać wspaniały produkt!
Oto on:

To małe cudo to muffinka kąpielowa z Pszczelej Dolinki.

Dla niezorientowanych wstawiam opis ze sklepu:

Muffinka kąpielowa wiśniowa zrobiona jest z masła kakaowego i masła awokado z dodatkiem olejku wiśniowego. Umieszczona jest w papierowej foremce, ozdobiona suszonymi kwiatami forsycji, jarzębiną i gałązką jagody. Muffinka przeznaczona jest do kąpieli w wannie lub pod prysznic, stosujemy ją na oczyszczoną uprzednio skórę. W wannie możemy pozwolić na swobodne rozpuszczenie olejów w wodzie lub możemy masować muffinką ciało. Pod wpływem ciepłej wody pory skóry otwierają się a substancje odżywcze z muffinki łatwiej przenikają w skórę. Jedna z Klientek opowiedziała mi, że smaruje ciało muffinką po wyjściu z wody, na mokrą skórę i ten sposób najbardziej Jej odpowiada. Z tego widać, że zastosowanie muffinki zależy tylko od naszej pomysłowości i upodobań :) 
Po kąpieli lub prysznicu z użyciem muffinki nie potrzebujemy już smarować ciała balsamem - skóra jest nawilżona, odżywiona i aksamitna w dotyku, wystarczy lekko osuszyć ciało ręcznikiem. Pozostaje delikatny zapach owoców wiśni.
Działanie masła kakaowego: regeneruje, silnie nawilża i odżywia skórę, chroni ją przed wolnymi rodnikami - posiada właściwości antyoksydacyjne.
Działanie masła awokado: gojące, silnie nawilżające, natłuszczające, wygładzające, odżywcze, regeneracyjne, ochronne.


I wiecie co? Tak na prawdę na opisie ze strony mogłabym tą recenzje zakończyć bo to sama prawda.
Muffinka nie dość że słodko wygląda - zresztą same zobaczcie. Poza tym już sama ta nazwa jest słodka. Ślicznie pachnie - mi przypomina ten zapach najbardziej taką wiśnie z alkoholem w czekoladzie ;)  pysznie!
Ja sama używałam jej głównie po wyjściu z kąpieli czy prysznica na mokra skórę - to było dla mnie najwygodniejsze i nic nie zmieniło w cudownym działaniu muffinki.
Skóra po zabiegu tym jest cudownie miękka, pachnąca, odżywiona, nawilżona - po prostu wow!
A sama muffinka jest bardzo wygodna w użyciu, sunie się nią cudnie po skórze, dobrze leży w dłoni, nie ucieka i bardzo, bardzo powoli jej ubywa. A więc wydajność też na plus!
Gdy użyjemy jej na mokrą skórę nie ma mowy o długim wchłanianiu i mega tłustości, dlatego też nie polecam używać jej na sucho ;)

Moje ciało pokochało taki sposób pielęgnacji - na pewno kupię sobie jeszcze nie jedną muffinkę! Zwłaszcza, że wszystkie zapachy mnie mocno ciekawią :)

Skład: masło kakaowe, masło awokado, olejek wiśniowy, susz roślinny.
Cena: 14 zł

Znacie?

Rozkosz kąpielowa od Eska!

Heej!
Dziś przybywam by Was trochę zrelaksować ;). Tak na prawdę to ja się relaksowałam, a Wy możecie teraz o tym poczytać. Tak na prawdę ten wpis powinien zaczynać się tak: Nazywam się Uśmiechnięte oczy i jestem uzależniona od kąpieli w wannie. Taki nałóg, co poradzić? Ale spokojnie, na żadne spotkania anonimowych kąpielomaniaczy się nie wybieram... Jeszcze, dopóki rachunki za wodę nie przyprawiają o znacząco zwiększone ciśnienie ;).
Mój nałóg wsparła Gosia, do której wolę wołać Esek, a potem ludzie się dziwnie patrzą jak ktoś to usłyszy ;). (Zapomniałam Ci powiedzieć, ale jak byłyśmy na kawie to jak powiedziałam do Ciebie Esku, to pani siedząca za Tobą aż się odwróciła i ta jej mina xd).


Esy przygotowała te piękne kule do kąpieli na nasze naturalne spotkanie! Dziewczyny zgarnęły serduszka a ja te dwa piękne, wielkie potwory ;). Tak pieszczotliwie nazywam je potworami, bo przez nie mogłabym siedzieć w wannie codziennie.
Tylko na nie spójrzcie! Czy nie sa piękne? <3
Ten kolor, dodatkowo połyskują! (a wiecie, że ja sroką jestem...)
No i zapach! Marzenie! Niby wanilia, ale nie taka czysta, delikatnie złamana, bardziej ciastkowa, nie mdła i nie nużąca. Coś w stylu: chcesz coś słodkiego, ale sama nie wiesz co - weź kąpiel!


Kula się nie pieni - no bym się zdziwiła jakbym zobaczyła pianę - po tego produktach kąpielowych się tego nie spodziewam ;). Powoli, leniwie musuje uwalniając zapach i olejki... Ach, no rozkosz! No i barwi wodę na różowo :) To się nazywa SPA!
Wychodząc z kąpieli czuję się jak bogini - skóra jest mięciutka i nawilżona - ale co się dziwić skoro Esiaczek wlała do tych kąpielowych przyjemności olej z avocado?


Esiaczku, na prawdę dziękuję Ci za tak cudowny prezent! Kule boskie! Rób je częściej :p.

A teraz krótki tekst, dla tych, którzy uważają, że kąpiel jest czymś niehigienicznym:
Kąpiel jest dla relaksu ciała i ducha, a nie po to by się umyć! Przed kąpielą biorę szybki prysznic by zmyć z siebie bród a dopiero potem zanurzam się w cudnej, ciepłej wodzie.... Nie taplam się w 'swoim naskórku' jak miałam okazję przeczytać w komentarzach... (nie u mnie).


Lubicie kąpiele?

Kawa z cynamonem? Brzmi pysznie!

Hej!
Dziś będzie o kolejnym (już ostatnim, przynajmniej na razie) mydełku z Lawendowej Farmy - kawa z cynamonem. Nie wiem jak to się stało, ale nigdy nie piłam takiej mieszanki, wiec postanowiłam spróbować jej na ciele ;).
Jak zwykle moje mydełko jest w wersji mini (50g), ale na stronie sklepu można kupić też 100g kostki. Ja kupuje mniejsze by móc więcej jednorazowo sprawdzić różnych wersji ;).


Opis mydełka:
Jesteś "herbaciana dusza" i nie pijesz kawy? Bardzo dobrze, ale nie rezygnuj z kawowego mydła, bo naprawdę ma dużo zalet: znakomicie masuje i ujędrnia skórę, dodaje energii, złuszcza martwy naskórek, usuwa nieprzyjemne kuchenne zapachy (np. cebula, ryby) i obficie się pieni.

Zawarta w kawie kofeina wspomaga mikrocyrkulację, dlatego wykorzystuje się ją w kosmetykach poprawiających owal twarzy (działają jak lifting), likwidujących opuchnięcia pod oczami (kawowe fusy zawiń w papierowy ręcznik i przyłóż na ok. 20 minut na zmienione miejsca). Kofeina to także popularny składnik preparatów antycellulitowych.



Mydełko jak zauważyłyście, skrywa się pod etykietką i dodatkowo jeszcze pod folią. Etykietka jest prosta, nie przyciąga uwagi - i dobrze! Od tego jest wygląd mydełka i jego zapach! Bo musicie wiedzieć, że mydła z Lawendowej pachną genialnie! Wprawdzie to mnie trochę zawiodło... liczyłam na kawę z cynamonem, a tymczasem wyczuwam sam cynamon. Zapach jest rozgrzewający, kojarzy się ze świętami Bożego Narodzenia ;).


Mydło, może nie prezentuje się najpiękniej, ale jak ma się prezentować jak pełno w nim fusów z kawy? ;) Za to działanie ma cudne! Mydło to pieni się bardzo delikatnie, za to właściwości peelingujące ma świetne!
Z radością co ranek pobudzam się nim do życia. Ścieranie jest średnio mocne, skóra jest ładnie wygładzona, a nie podrapana. Po takiej kąpieli wszelkie balsamy wręcz są spijane z naszych dłoni ;).

Skład:

Nie powiem, ze mydełka tego nie lubiłam, bo to by była nieprawda. Jednak nie zakochałam się w nim szaleńczo jak np w miodowym rumianku tej samej firmy. Na 100g kostkę się nie skuszę, ale będę próbować innych mydełek z tej firmy.

Waniliowa rozkosz w kąpieli

Hej!
Dziś będzie o pewnym niezwykłym olejku do kąpieli, który dostałam dawno, dawno temu od Taniki (jeszcze raz Ci za niego dziękuję Kochana!)

Oto on:

Olejek znajduje się w niewielkiej (50 ml) buteleczce o prostej etykiecie i metalowym koreczku. Mimo całej prostoty opakowania olejek prezentuje się bardzo ładnie. Jego słoneczna zawartość  aż kusi by odkręcić i powąchać to cudo.


A gdy raz go odkręcicie ten zapach Wami zawładnie! Oczywiście jak lubicie takie słodkie zapachy... Ja lubię, nawet bardzo, tylko nie codziennie ;).
Czym pachnie ten olejek? Wanilią! Ale taką jakby ciasteczkową jak dla mnie *.* Ma w sobie mnóstwo słodyczy i ten zapach potrafi nas nasycić! Po kąpieli w tym olejku nie mam ochoty już na nic słodkiego :).
Tyle słodyczy mi wystarczy, co nie oznacza, że jest on za słodki ;).
W buteleczce jest bardzo intensywny, jednak po dodaniu do kąpieli, aromat wypełnia całą łazienkę - jest piękny ale nie przytłaczający.



Co daje nam ten olejek dodany do kąpieli?
Zapach - to raz!
A dwa? Nawilżoną skórę po :). Gdy dodamy go odrobinkę (nie można przesadzić, wystarczy na prawdę kropla jeśli nie chcemy czuć niemiłej tłustości) nasze ciało po kąpieli jest mięciutkie. Nie wymaga dalszych zabiegów. Ba! Nawet perfum nie wymaga :).


Skład: prunus amygdalus dulcius oil, parfum

Jak widać prościutki! A więc nie musimy go wykorzystywać tylko do kąpieli.. Możemy też do ciała, na końcówki włosów jeśli chcemy ten zapach czuć od siebie cały dzień a przy okazji ochronić wlosy przed uszkodzeniami ;)
Można też wykorzystać go do masażu, jako dodatek do kul do kąpieli (jeśli sami robimy, nie potrzeba już wtedy dodawać olejków zapachowych)


Olejek ten bardzo mi się spodobał. Jest magiczny :)
Lubicie zapach wanilii w kosmetykach?

Full Mellow u mnie

Hej!
Dzisiaj chciałabym Wam poopowiadać o 3 produktach marki Full Mellow, które trafiły w moje ręce dzięki Kasi z bloga http://nafalachistnienia.blogspot.com/

Aneta, tworząca te kosmetyki (i nie tylko) w ten sposób opisuje markę:
Full Mellow to miejsce, w którym wyobraźnia zmienia się w rzeczywistość.
Znajdziesz tutaj ręcznie robione kosmetyki do pielęgnacji i kąpieli, naturalne mydła, świece i woski zapachowe oraz wiele innych małych dzieł sztuki.
Full Mellow to mały raj, który jest pełen cudownych aromatów, barw, naturalnych olejków, maseł i innych dobroci, które dała nam Matka Natura. Wszystkie kosmetyki wytwarzane są w Wielkiej Brytanii.Od 2012 roku jest to mój nowy dom.
Jeszcze w lipcu 2013 roku, kiedy pierwszy raz w mojej głowie pojawił się pomysł na stworzenie Full Mellow nie sądziłam, że moje marzenie stanie się rzeczywistością! Dzięki pracy i ogromnemu wsparciu osób, które kocham-udało się!
Mam nadzieje, że Full Mellow stanie się też Twoim ulubionym miejscem, które będziesz często odwiedzać. Tworzenie dla Was nowych wzorów, kompozycji zapachowych i receptur jest dla mnie radością w czystej postaci.


Miejsce wydaje się magiczne prawda? A jak z jakością kosmetyków? Czytajcie dalej :)

Na początek opiszę czekoladki do masażu:

W opakowaniu znajduje się 6 'czekoladek'. Każda otoczona jest osobną folijką i są w 3 kształtach. Wszystkie razem znajdują się w plastikowym woreczku z kolorową etykietą z owocowymi fasolkami (od razu jak patrzę na to opakowanie myślę sobie - fasolki z Pottera ;)). I jest w nich pewna magia, oj jest :D


Na etykiecie można dostrzec bardzo ładny skład, sposób użycia i termin ważności. Także wszystkie informacje jakich potrzebujemy.
Każda 'czekoladka' to tłuściutki balsamik o świetnych właściwościach. Zwłaszcza jeśli szuka się czegoś natłuszczającego na zimę. Wiecie już że jestem suchelcem, a te mini balsamiki świetnie chronią skórę przed wysuszeniem. Najprzyjemniej używało mi się czekoladki w formie koniczynki - najwygodniej się ją trzymało :), jednak dla mnie każda była przyjemna w użyciu.
Pod wpływem ciepła ciała masełko rozpuszczało się. Nie wchłania się jednak całkowicie, trzeba być tego świadomym, zostaje tłustawa warstwa na skórze.


Moim ulubionym zastosowaniem były kuracje na stopy i dłonie na noc - wieczorem smarowałam się czekoladką, a rano miałam cudownie nawilżone i mięciutkie ciało (a dokładniej te elementy, które smarowałam).
Jedyne co nie do końca mi się spodobało to zapach, który nie zostawał na szczęście na skórze. Nie był on co prawda nieprzyjemny, ale jakiś taki dziwny, niby cytrusowy, ale to nie to...
Jedna czekoladka starcza spokojnie na całe ciało, albo na wiele aplikacji wieczornych - każdy może wybrać co woli :).

Pora teraz na maseczkę do twarzy:

W malutkim odkręcanym, plastikowym opakowaniu znajdujemy 30 g produktu, który bardzo przypomina mi to co dziewczyny pokazują z lusha ;). Pachnie dla mnie czymś chlebowo - ciasteczkowym. Niby smakowicie, ale próbować nie mam ochoty ;).


Na opakowaniu jak zwasze przy produktach Full Mellow znajdziemy wszystkie potrzebne informacje o produkcie.

Maseczka ma fajną konsystencję - takie ciasteczko przed upieczeniem :). Nie tworzy gładkiej masy po dodaniu wody, pozostają takie jakby grudki, ale zupełnie to w niczym nie przeszkadza.
Na uwagę zasługuje wydajność, ponieważ by użyć maseczki na całą twarz i szyję wystarczy jej bardzo mała ilość.


Gdy maseczka znajduje się na twarzy (najpierw trzeba się nauczyć proporcji mieszania jej z wodą - nie takie to proste ;)) nie czujemy żadnego dyskomfortu. Nic nie szczypie, nie czuję się ściągnięcia, maseczka nie podrażniła mojej cery nie ważne ile ją trzymałam.
Zmycie nie stanowi problemu, parę ruchów dłońmi i maseczka znika - dużo łatwiej niż przy np glinkach.


Jednak najfajniejsze w tym wszystkim jest działania - skóra jest widocznie oczyszczona i taka jakby ukojona. Wchłania błyskawicznie kremy, jednak sama z siebie nie woła o nawilżenie, a wręcz sprawia wrażenie, że nic jej nie trzeba.
Bez wątpienie ta maseczka to genialny produkt.

A na zakończenie, trufla do kąpieli - produkt, który mnie rozczarował...
Oto ona:

Opakowanko jest urocze - wygląda jak cukierek! Znajdziemy na nim potrzebne informacje - skład, sposób użycia, datę ważności.


A w środku ukrywa się urocza babeczka:

Truflo ciasteczko pachnie podobnie do czekoladek do masażu, z tym że jednak trochę gorzej, bardziej przypomina odświeżacz cytrusowy do łazienek... Po wyjęciu z opakowania się kruszy się, za to po wrzuceniu do wody nieznośnie długo rozpuszcza! Takie maleństwo rozpuszcza się prawie przez całą kąpiel. Delikatnie musuje dając mikroskopijną piankę, zapach na szczęście się szybko ulatnia. Co daje? Ano nic... Ani nie umila kąpieli, anie nie daje zapachu, ani nie pielęgnuje - przynajmniej nie moje ciało. Zbędny gadżet :/


Znacie tą markę? Co o niej myślicie?