Zdradziłam...

Długo zastanawiałam się czy Wam o ty napisać...
Ale w końcu dzielę się z Wami wszystkim, więc postanowiłam, że i tym razem nie zrobię wyjątku.
Zdradziłam rozgrzanego do czerwoności Włocha Lorenzo, którego przedstawiłam Wam w tym poście - KLIK, dla Estebana i.. NIE ŻAŁUJĘ!

Okazało się mianowicie, że Lorenzo pod koniec wymięka i ogólnie taki flejtuch z niego. Brudził łazienkę niesamowicie... Stał się po prostu miękki... Komu potrzebne takie mydło?

Za to Esteban! To sama klasa i szyk. Zresztą same zobaczcie:


No dobra, przyznaję, ubierają się podobnie, ale przecież liczy się wnętrze! A to mają zupełnie inne, chociaż naturalne.

Esteban wyróżnia się też zapachem - jest lekki, orzeźwiający, cytrynowy. Ten chłopak potrafi pobudzić! Kąpiel z nim z rana stawia na nogi przy czym jest bardzo przyjemna - ta aksamitna piana! Otula ciało, niczego jej nie brakuje. Idealnie usuwa wszelkie zabrudzenia a jednocześnie zaskakuje swoją delikatnością. Nie ma mowy o wysuszonej skórze.


W przeciwieństwie do Lorenza, Esteban do końca zachowuje swoją formę, nie mięknie po czasie... Ale za to jest jakiś mniej wydajny, albo to ja więcej czasu z nim spędzam podczas kąpieli, trudno orzec ;)

Esteban wyróżnia się jeszcze czymś - nie jest idealnie gładki. Można wyczuć w nim bardzo, bardzo, bardzo delikatne ziarenka, obstawiam, że to albo żółta glinka albo kurkuma. Nie dają one ani masażu, ani peelingu, ale są. W niczym też nie przeszkadzają.

A teraz skład:
sodium olivate, sodium cocoate, sodium canolate, sodium sunflowerate, aqua, illite yellow clay glycerin, litsea cubeba oil, cedrus atlantica bark oil, curcuma root powder, citral, limonene


PS> Co do dostępności... Kupiłam to mydło w sklepie Maurelii.pl i niestety uzyskałam informację, że na razie produkcja kosmetyków tej marki została wstrzymana. Nie wiadomo, czy kiedyś to się zmieni :(

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Jestem wdzięczna za każdy pozostawiony komentarz, mam nadzieję, że miło spędziłeś czas czytając mojego bloga :)