Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aloes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aloes. Pokaż wszystkie posty

Mydło aloesowe

Hej!
Już dawno nie pisałam o żadnym mydle, to ostatnie się nie liczy, to nawet nie była recenzja, ale przestroga ;)
Dzisiejsze pochodzi od znanej wszystkim firmy - Equilibra. Wiele z Was chwali szampony tej marki, ja miałam okazje poznać ich mydełko. Ciekawi mojej opinii?


100 gramowa kostka zapakowana jest w papier, na którym znajdują się wszystkie informacje. Grafika jak widać jest typowa dla tej marki, utrzymana w kolorze zieleni jak cała seria z aloesem.
Niczym nie zachwyca, nie przyciąga wzroku, ale też nie zniechęca do siebie.

Mydło nie rozmięka, nie łamie się, nie pęka, jedynie zmniejsza swoją objętość z każda kolejną kąpielą :)


Sama kostka prezentuje się ładnie, robi przyjemne wrażenie. Zgrabniutka, niepozorna, z wytłoczonym napisem, zaokrąglonymi rogami... Przyjemnie trzyma się ją w dłoni, nie ucieka podczas kąpieli.

Ma bardzo, bardzo delikatny zapach, który w mig się ulatnia, praktycznie nie czuć go podczas kąpieli. Nie pozostawia też po sobie śladu na skórze i w łazience.

Piana jest gęsta, aksamitna i jest jej sporo, przyjemnie otula ciało podczas kąpieli. Świetnie nadaje się do depilacji.


Mydełko nie wysusza skóry, nie pozostawia jej ściągniętej, za to idealnie czystą.
Przy myciu twarzy również spisuje się dobrze, jednak tutaj moja twarz już potrzebuje nawilżenia po takim myciu. Jak wiecie nie przepadam za myciem twarzy produktami, które mocno się pienią, a więc użyłam tego mydełka zaledwie parę razy - nie zrobiło mi krzywdy, umyło tak jak miało, jednak te parę razy to za mało by coś więcej na ten temat powiedzieć..

Skład:

Podsumowując - jestem z mydełka zadowolona. Dobrze się sprawowało, jednak nie rozkochało mnie w sobie na tyle by do niego wracać. Jestem ciekawa czy miałyście z nim do czynienia?

Aloesowo od stóp do głów!

Hej!
Wreszcie zabrałam się za ten post! Miesiąc temu wyrzuciłam opakowanie tego żelu do kosza i od tamtej pory oczekuje on aż wreszcie napisze o nim parę słów... A jak by być bardziej szczegółowym to ten żel czeka nawet dłużej, bo to jego 3 opakowanie u mnie. Jak ten czas leci ;)


Żel firmy Gorvita kupuję zawsze w aptece doz.pl, z reguły trafiam na jakaś promocje, ale obecnie jej nie ma i jak by ktoś był chętny to kosztuje niecałe 12 zł za 150 ml.
Dlaczego właśnie on? Bo jest tani, łatwo dostępny, wydajny i dobrze działa, ale o tym za chwile :)


Żel znajduje się w tubce, która nie zachwyca wyglądem, ale jest wygodna. Łatwo wycisnąć z niej żel, nawet wtedy gdy jest go malutko. Zamknięcie jest solidne, nie zdarzyło się mi nigdy by coś wyciekło, lub by otworzyło się samo, mimo traktowania po macoszemu też nigdy mi się nie naderwało nigdzie. Solidne po prostu.

Żel ma też przyjemny, chociaż bardzo ulotny zapach :).


Żel ma typowo żelową konsystencje, dzięki której łatwo się go rozprowadza. W lecie trzymam go w lodówce, dzięki czemu żel oprócz swoich właściwości dodatkowo jest elementem kojącym... Przyjemna sprawa zwłaszcza na oparzenia słoneczne.
Żel dobrze się wchłania jeśli nie przesadzimy z ilością, gdy używamy go tyle ile trzeba (odrobina wystarczy) cieszymy się też jego wielką wydajnością. Jedna tubka jest ze mną na prawdę bardzo długo!
Jak go używam?
- tak jak już wspomniałam na oparzenia słoneczne, najlepiej prosto z lodówki, daje nie tylko ulgę, ale też sprawia, że oparzenie szybciej znika
- na ukąszenia owadów - szybciej się goją
- gdy mam słabo nawilżający balsam najpierw smaruje się odrobiną żelu a później balsamem - wreszcie mam odpowiednie nawilżenie!
- dodaję go do masek na włosy - nawilżenie zawsze mile widziane
- daję go na włosy pod olej - efekt jak wyżej
- koją nim podrażniony skalp, wsmarowując go przed myciem co najmniej pół godziny
- dobrze spisuje się nie tylko na podrażniony skalp, ale ogólnie wszystkie podrażnienia skórne.


Nie jest on jednak bez wad, jego skład nie jest idealny...
Aqua (modyfikowany roztwór leczniczej wody: wodorowęglanowo - chlorkowo - sodowej, bromkowo - jodowo - borowej z Uzdrowiska Rabka S.A.), Aloe Vera (Aloe Barbadensis) Extract, Propylene Glycol, Gliceryne, Symphytum Officinale Extract, D-Panthenol, Carbomer, Triethanolamine, Allantoin, DMDM Hydantoin

Czy kupię go znowu? Na pewno, przynajmniej do czasu, aż moje aloeski podrosną na tyle bym mogła z nich wydobywać żel :).

Płukanki part II

Tak jak Wam obiecałam we wcześniejszym poście, który znajdziecie TUTAJ
Nie przestałam testować płukanek i robić dokumentacji dla was
Tak samo jak w poprzedniej wersji zdecydowałam, że przed płukankami będę stosowała tylko jedną odżywkę ( w tej serii - scandic, coco mask), w nawiasach możecie przeczytać o efektach jakie możemy się spodziewać po danej płukance; płukanki mogące zmieniać kolor stosowałam przez tydzień
(bardzo przepraszam za to że moje włosy czasami nie chcą współpracować i jakiś inny kolor wychodzi ich na zdjęciach ;))

Włosy bez płukanki:

Oto następne z listy:
1. Nafta ( blask, wygładzenie, zmiękczenie)
przygotowanie:  4 krople nafty na lit wody

2. Skrzyp polny (regeneracja włosów, wzmocnienie)
przygotowanie: jedną torebkę zalewam szklanką wody/ lub jedną łyżkę ziela i dolewam drugą szklankę po zaparzeniu
(włosy spuszone, jednak po paru godzinach stały się mięciutkie, zaczęły się błyszczeć)

3. Miód ( nawilżenie, blask, może rozjaśniać, odżywia)
przygotowanie: łyżeczka miodu na dwie szklanki wody
(włosy bardzo miękkie, skręciły się delikatnie, delikatnie błyszczały)

4. Mleko (blask, regeneracja, zmniejszenie elektryzowania się)
przygotowanie: 4 łyżki wlałam do 1 l wody (można modyfikować proporcje)

(genialne się zrobiły i to bez stylizacji! na dodatek były mięciutkie)

5. Aloes ( nawilżenie, blask, odżywienie)
przygotowanie: można wykorzystać sok z aloesu, ja wykorzystałam ekstrakt z zsk, wlałam 10 kropel do litra wody
(puch puch puch)

6. Nagietek (nawilżenie, blask )
przygotowanie: 1 łyżka zaparzyłam w 1 szklance wody, następnie dolałam jeszcze jedną szklankę

(nawilżenie, miękkość, kręcioły!)


Tym razem tylko 6 przykładów, ale już niedługo kolejna część! :D
Któraś płukanka się wam spodobała?

Pozdrawiam
Żan

Aloes - jak o niego dbać? II

Czyli o obiecanym przesadzaniu rośliny. Miało być jeszcze o podlewaniu ale okazało się to materiałem na oddzielny post ;).


Więc od początku, po co?
Otóż jeśli roślinę posadzi się z niezbyt dużej doniczce, nalezy przesadzać ją co roku, zgodnie z rytmem wzrostu. W przypadku zupełnie małej doniczki, coroczne przesadzanie jest bezwzględnie konieczna, aby dostarczyć roślinom odpowiedniego kompostu.
Bez względu na wiek aloesu, najlepiej jest zmieniać kompost każdego roku, dodając przy tym nawóz. Takie postępowanie przyśpiesza jego rozwój.
Poza tym, wymiana ziemi ułatwia kontrolowanie stanu rośliny oraz umożliwia zlikwidowanie , w razie pojawienia się, insektów i szkodliwych mikroorganizmów.

Co i jak? Przesadzanie w punktach:
1) roślinę delikatnie wyjmujemy z doniczki ( plastikową wystarczy lekko nacisnąć by wyjąć roślinę bez uszkadzania korzeni, za to glinianą zdarza się że trzeba rozbić)
2) Wytrząsamy ziemię i usuwamy grudki przyczepione do korzeni (można pomóc sobie widelcem :))
Trzeba jednak uważać by nie przeciąć i nie pourywać korzeni rośliny, z wyjątkiem tych starych, uschniętych. Które to wręcz należy usunąć by wpłynąć pobudzająco na rozwój aloesu.
3) Dokładnie oglądamy korzenie (w razie pojawienia się niechcianych gości)
4) Uważamy na to by podczas przesadzania nie zasypać ziemią dolnych liści ponieważ będą gniły.
5) Jeśli chcemy użyć starą ziemię należy ją wysterylizować poprzez podgrzanie w piecyku przez kilka minut. Gdy kupimy nową ziemię taki zabieg nie jest potrzebny.
6) Roślinę po przesadzeniu, podlewamy obficie i przestawiamy ją w ciepłe miejsce. (potrzebne to jest by roślinka wypuściła nowe korzenie i zaadoptowała się w nowym środowisku)

I na koniec musimy pamiętać by nie przesadzać Aloesu za często, ponieważ takie zabiegi mimo wszystko są wstrząsem dla rośliny.


Pozdrawiam
Żan

Aloes - jak o niego dbać?

W dzisiejszym odcinku o wyborze doniczki.
Mam nadzieję że jesteście zainteresowane.

Zacznę od tego, że pielęgnacja aloesu różni się w zależności od strefy klimatycznej. Ponieważ nie chcę zbytnio się rozpisywać, przedstawię tylko umiarkowaną strefę. Jeśli będziecie chciały, chętnie napiszę coś o innych klimatach.

Jak myślicie, co jest bardzo ważne w uprawie aloesu? Doniczka, no właśnie :). Nie może być ona zbyt mała (wtedy musimy przesadzać roślinę co rok) i zbyt duża też nie ( w naszej strefie klimatycznej występuje okres spoczynku od wzrostu który trwa 6 miesięcy, jeśli doniczka byłaby zbyt duża, w okresie tym wystąpi nadmiemy rozwój korzeni, a co za tym idzie, korzenie pochłonął całą energię rośliny zanim dojdzie do wykształcenia się liści)
Więc jaka będzie optymalna doniczka? Jej średnica nie powinna przekroczyć 1/5 długości najdłuższych liści gdy roślina jest jeszcze młoda (do 2 lat). Później stopniowo zwiększamy doniczkę. Po upływie 4 lat wielkość doniczki nie odgrywa już większej roli.


W następnym wpisie przedstawię Wam podlewanie i przesadzanie, jesteście zainteresowane?

Pozdrawiam
Żan

jak stosować aloes: porady ogólne

Czyli post o tym jak wyciągnąć sok z roślinki :)
W tym wpisie posłużę się zdjęciami w pewnej książki o aloesie, mam nadzieję, że wszystkie rady, które tu zawrę przydadzą się wam :).


Zaczynamy od odcięcia dolnego liścia, są one największe i najbardziej dojrzałe. Dzięki temu posiadają najlepsze właściwości i zawierają najwięcej miąższu.
Następnie czekamy, aż wycieknie żółtawy sok. Może on być drażniący albo nawet trujący. W tym celu dobrze jest ułożyć liść na ukos żeby przyspieszyć wyciekanie.


Gdy już pozbędziemy się żółtego soku, przecinamy liść wzdłuż jego długości, następnie łyżką wyskrobujemy półprzezroczysty miąższ, który ma najwięcej pozytywnych właściwości. Staramy się nie przeciąć łyżeczką zielonej kory,w której może być jeszcze sok.


Kleisty miąższ z aloesu nie jest trujący i nie powoduje alergii pod warunkiem że nie zmiesza się go z żółtawym sokiem, zawartym w zielonej, zewnętrznej skórze liścia.
Wewnętrznie zaleca się stosowanie świeżego liścia, najlepiej zmiksowanego, lub pokrojonego i dodanego np do sałatki. Należy też unikać gotowania aloesu (może to zniszczyć jego właściwości)
Zewnętrznie nie powinno stosować się samego soku, ale nie trzeba odkrajać skórki by użyć miąższ.

Sam miąższ z aloesu może (rzadko, lecz się zdarza) powodować wysuszenie skóry, dobrze jest więc go zmieszać z jakimś olejem, np z oliwą z oliwek.


Jeśli wyszło wam za dużo miąższu i nie zużyjecie go od razu to zmiksujcie go i wstawcie do lodówki. W ten sposób spokojnie może przeleżeć 2 tygodnie. Jak chcemy przedłużyć jego okres spożycia, można dodać do niego trochę alkoholu. Gdy jednak zacznie nam zmieniać kolor na brunatny jest to oznaką że lepiej go już nie używać.


Co Wy na to?
Podobał Wam się ten wpis? A może coś pominęłam?

Pozdrawiam
Żan


Triki z aloesem

Czyli parę sztuczek jak można wykorzystać aloes :)
mam nadzieję że wam się spodobają!

Może zacznę od tych które najbardziej mnie zainteresowały :)
Czyli - jędrne piersi ;) (nie narzekam, ale aloes to działanie długofalowe)
smarujemy mieszanką aloesu i balsamu do ciała skórę pomiędzy powierzchnią dolną piersi a szyją (jest to cześć ciała uważana za naturalny biustonosz). Wykorzystujemy tu właściwości ściągające aloesu, jeśli skóra w tym miejscu jest jędrna i dobrze naciągnięta piersi zachowują piękny kształt.

sposób na blizny
nacieranie blizn sokiem z aloesu sprawia że się zmniejszają, jednak myślę że warto od razu po skaleczeniu przetrzeć sokiem z aloesu ranę (po odpowiednim jej zdezynfekowaniu) dzięki czemu zniwelujemy szanse na powstanie jakiejkolwiek blizny :)

pod makijaż
przed nałożeniem makijażu można posmarować twarz sokiem z aloesu. Makijaż będzie wyglądał dłużej świeżo i będzie lepiej się trzymał a cera będzie chroniona przed substancjami zawartymi w kosmetykach do makijażu. Dodatkowo aloes działa jak filtr, chroni naszą skórę przed promieniami słonecznymi.
można go również wykorzystać do zmycia makijażu

by złagodzić podrażnienia po ugryzieniach
niejedna z was pewnie zna ten koszmar letnich wieczorów, jest na niego sposób, gorzki smak aloesu odstrasza owady, a ranki posmarowane sokiem szybciej się goją i tak nie swędzą :)

na rozstępy
dodajemy do balsamu lub mieszamy np z witaminą E, gliceryną i nakładamy na skórę

A tutaj macie sposób zaproponowany przez  CZEKOADE :) - sposób na pryszcze

Moje olejowanie



Czyli jak i dlaczego?
Olejowanie to zabieg do którego nie musiałam się w ogóle przekonywać, chociaż wiem, ze właśnie dużo dziewczyn nie może się przełamać by nakładać oleje na włosy... Warto wiedzieć że tu liczy się cierpliwość. Nie zobaczymy efektów szybko, chociaż gdy trafimy na właściwy olej będziemy wiedzieć że to jest to!
Gdy chcę przetestować nowy olej zawsze daje go na suche włosy, inaczej nie jestem pewna jego działania.
Niestety jestem zwolenniczką mieszania, więc naprawdę ciężko mi jak na włosach mam tylko jeden olej... ;)


Do rzeczy... U mnie najwięcej dobra zrobił lniany, włosy były po nim niesamowicie błyszczące, miękkie, gładkie... Jednak co dobre to szybko się kończy i wraz z delikatnym spadkiem porowatości dzięki pielęgnacji przestał on robić u mnie cuda, jednak nadal bardzo go lubię.

Kokosowy jest chyba najbardziej znanym i polecanym olejem w blogosferze jednak trzeba na niego uważać bo może zrobić niezły puch, i fakt na samym początku robił, teraz jet w porządku jednak to jeszcze nie to...

Następnie testowałam oliwę jednak to nie moja bajka, włosy były jakieś obciążone po niej i na dodatek nie przepadam za jej zapachem.

O olejku alterry już wam pisałam - Tutaj możecie znaleźć wszystkie moje wyznania miłosne do niego ;)

Na amle moje włosy ciągle reagują inaczej, za to winogronowy nie zrobił nic.

Hipp sprawił, że włosy były leciutkie :)
Rycynowy dodaje do każdej mieszanki i często olejuje nim same końcówki, są wtedy nawilżone.

Ciągle mam ochotę na nowe oleje i nie mogę się doczekać kiedy któryś z obecnych w końcu zużyje :)


Jednak nie samym olejem człowiek żyje... więc żeby było bardziej na bogato zawsze wciskam jakąś mgiełkę pod olej :)
Moja ulubiona to oczywiście ta z miodem o której już wam pisałam tutaj
Co jakiś czas jednak decyduje się na proteiny więc wtedy idzie woda + keratyna + mleczko pszczele + różnego rodzaju odzywki zarówno d/s jak i b/s.

Moja ulubioną odzywka do mieszanki z olejem jest Garnier AiK, natomiast włosy mojej mamy pokochały połączenie oleju z bingaczem z shea, były po tym cudownie miękkie a moja mama ma z natury bardzo sztywne włosy.

Do czego zmierzam tym postem? Chcę Was zachęcić zarówno do olejowania, jak i do eksperymentów z tym związanych...

Aloes pospolity w pielęgnacji ciała

czyli kolejny post z serii o doktorze aloesie :)

Przedstawię wam tutaj 6 powodów dla których warto jest używać aloes w pielęgnacji skóry :)

1. Aloes reguluje czynnik pH skóry
Czynnik ten służy do mierzenia relacji pomiędzy kwasowością a zasadowością. Ta z kolei, określa stan zdrowia skóry, włosów, organów, a nawet gleby.Normalny stopień pH dla skóry wynosi ok 5, a więc jest kwaśny. Ta niewielka kwasowość skóry pozwala na skuteczniejsze przeciwstawianie się różnorodnym mikroorganizmom poszukującym na niej "miejsca do zamieszkania".
Poza tym wszystkie produkty, których się używa (mydło, detergenty), powietrze (szkodliwa jonizacja), temperatura (ogrzewanie elektryczne) mogą wywierać wpływ na pH skóry. Aloes pospolity jest więc wspaniałym narzędziem regulującym, lub podtrzymującym pH skóry.
Aloes zmiękcza, wygładza lub pojędrnia skórę twarzy zależnie od potrzeby. W rzeczywistości chodzi o to, że przywraca normalne napięcie.

2. Aloes przenika głęboko w skórę
Gdy stosuje się go w połączeniu z innymi środkami, jak np. witamina E, aloes pomaga im w przenikaniu przez naskórek, dostarczając w ten sposób środków odżywczych skórze właściwej i podskórnej tkance łącznej. Poprawia również mikrokrążenie krwi.
Niestety przez swoje właściwości przenikania, aloes może wprowadzić pod skórę wszystkie zanieczyszczenia lub bakterie, które się na niej znajdują. Należy więc bardzo dokładnie oczyścić skórę, szczególnie przy zranieniach przed zastosowaniem aloesu.

3. Aloes odżywia skórę
Dysponując całą baterią witamin, aminokwasów i innych substancji, aloes pospolity odżywia głębokie warstwy skóry. Przy połączeniu aloesu z maseczką z glinki, świeżych owoców albo warzyw, uzyskuje się jeszcze lepszy efekt (już niedługo pojawią się przepisy). Dzięki aloesowi, wszystkie składniki odżywcze w nich zawarte, przenikają głębiej w skórę.

4. Aloes usuwa martwe komórki naskórka
Aloes pospolity usuwa martwe komórki naskórka przy pomocy swoich enzymów protoelitycznych. Enzymy te hydrolizują białko, czyli rozkładają je poprzez wiązanie z wodą.
Jeśli nie usuwa się martwych komórek, nagromadzają się do takiego stopnia, że zablokują pory. Skóra właściwa nie może już normalnie dostarczać krwi, aby odżywić warstwę wierzchnią. W dodatku w skórze zwiększa się zawartość tłuszczu, pory ulegają rozszerzeniu co daje nam efekt zgrubiałych rysów twarzy. Pod tworzącymi się wągrami różnorodne bakterie znajdują sobie ciepłe i bezpieczne miejsce do rozmnażania. Może to doprowadzić do miejscowych infekcji i wynikających z nich stanów zapalnych i zaczerwienienia.
Inny problem dotyczy skóry owłosionej. Jeśli mieszki włosów są kompletnie zablokowane przez komórki martwe łój nie wydostaje się na powierzchnię i skóra ulega wysuszeniu. W rezultacie powstaje obfity łupież, co może mieć duży wpływ na porost włosów. Dopóki się jest młodym, eliminowanie martwych komórek następuje w sposób naturalny. Natomiast w miaę upływu czasu należy zacząć stosować odpowiednie kosmetyki. Warto dodać do nich troche aloesu lub poszukać takich które mają go w składnie, ponieważ aloes dzięki swoim właściwościom może wniknąc głębiej i usuwać martwe komórki z porów skóry.

5. Środek regenerujący komórki
Aloes może przyspieszyć tworzenie się fibroblastów u człowieka, czyli komórek należących do tkanki łącznej , wchodzącej w skład skóry właściwej. Odpowiadają one za wytwarzanie kolagenu, dzięki czemu spowalnia proces starzenia się skóry.
Ujędrniając naskórek aloes powoduje, że z jednej strony cera ulega odmłodzeniu, z drugiej zaś chroniona jest przed szkodliwymi czynnikami i lepiej reaguje na słońce.

6. Aloes działa nawilżająco i ściągająco.
Aloes nawilża skórę dzięki temu, że zawiera znaczną ilosc wody, ale może także zabezpieczać wilgotność skóry. Poprzez właściwości "ścieśniania tkanek" aloes jest środkiem ściągającym. Moze być tak, ze właściwości ściągające aloesu górują nad właściwościami  nawilżającymi, wszystko zależy od typu posiadanej cery. Prawdą jest, ze cera bardzo sucha może ulec większemu wysuszeniu przy użyciu samego miąższu. W taki wypadku trzeba zmieszać miąższ ze środkiem nawilżającym lub czystym olejem roślinnym.
najlepiej jest wypróbować wszystko na sobie (niestety nie ma złotego środka).


I co Wy na to?

Zielony lekarz

Czyli seria o aloesie. Mam nadzieję, że będziecie mieli okazję przeczytać coś o czym wcześniej nie słyszeliście :)

Zacznę może od historii, która jest naprawdę ciekawa.(no przynajmniej wg mnie ;))

Pierwsze oznaki używania aloesu zaczynają się już ok 5-go tysiąclecia p.n.e... Pierwsze zapiski na jego temat znajdują się na glinianych tabliczkach z 1750 r. p.n.e. Ślady jego obecności zostały również odnalezione w Egipcie w "Egipskiej Księdze Lekarstw" i na papirusie z Eber z 1550 r.p.n.e.
Egipcjanie traktowali aloes jako symbol życia i śmierci, sadzono go dookoła piramid, zaznaczano w ten sposób drogę faraonów ku Krainie Umarłych i miał im służyć jako pożywienie w tej ostatniej podróży.
W starożytnym Egipcie służył nie tylko jako symbol religijny ale tez jako lekarstwo. Stosowano go by zwalczać ból głowy, katar i jako środek na przeczyszczenie. Stwarzano z niego również puder do czu by były bardziej błyszczące. Według legend Kleopatra stosowała ten puder by zachować urodę, ponadto kapała się w soku z aloesu.
Na aloes możemy natknąć się nawet w Biblii, np. w Ewangelii wg św. Jana możemy przeczytać o tym jak to Nikodem przyniósł mieszaninę mirry i aloesu na miejsce gdzie Jezusa okryto całunem. Miało to posłużyć do balsamowania ciała.
Arystoteles uważał, że dzięki aloesowi będzie mógł skuteczniej leczyć wojowników Aleksandra Wielkiego, dlatego radził mu by zdobył wyspę Sokotra, która to była ośrodkiem przetwarzania aloesu i tam właśnie Grecy uprawiali aloes.
Hipokrates pisał w swoich dziełach o aloesie, opisywał różne właściwości lecznicze.
Z okresu starożytności zachował się tekst ze szkoły medycznej "des Salernitains" stworzonej w Salerne w Campanie opisujący działanie aloesu jako leczącego rany, ożywiającego ciało, niszczącego raka, leczącego oczy, żołądek, wątrobę, żółtaczkę a także powstrzymującego wypadanie włosów...
Istnieje legenda opisująca aloes w Afryce, w której to pan M. Miller, botanik, spotkał plemię tubylców o lśniącej skórze (nawet u najstarszych osób), tubylcy ci nacierali się sokiem właśnie z aloesu, myli się nim.
Obecnie udowodnione jest to że aloes posiada właściwości ściągające pory i zabezpieczające skórę przed promieniami słonecznymi.
Oprócz ciągłego stosowania w leczeniu i kosmetyce aloes zaczęto stosować w XIX w w Anglii do produkcji piwa, ok 1850 r. zaczęto go stosować do barwienia lnu, Indianie z Gujany wytwarzają z niektórych odmian sznurek, ponadto plemiona Bantu z Afryki wytwarzają z aloesu rodzaj tabaki :).
 Tak więc jak widać zastosowanie tej rośliny jest bardzo zróżnicowane, czy tylko ja uważam to za coś fascynującego?

I jak zwykle pytam się was, jakie jest Wasze zdanie?
I czy chcecie więcej o aloesie?
Z historią już chyba zakończyłam, może parę anegdot i historyjek kiedyś jeszcze będzie ale na razie myślałam o hodowaniu aloesu, uzyskiwaniu żelu, zastosowanie itp.

Granat i aloes

Czyli czas na kolejną recenzję, tym razem odżywki Alterra, granat i aloes.


Kupiłam ją jakoś na początku włosomaniactwa, czyli 3 miesiące temu ( a jeszcze mam jej trochę).
Używam jej na zmianę z Garnierem AiK, mama też mi ja podkrada :).

Opakowanie, konsystencja, cena:
bardzo wygodne, poręczne opakowanie, łatwo wydobywa się z niego produkt.
Odzywka jest gęsta, właściwie to ma konsystencje maski :). Cena bardzo przystępna (do 10 zł), jest do kupienia w każdym rossmanie.

Co pisze producent?
 W odżywce zostały wykorzystane wybrane składniki najlepszej jakości. Wysokowartościowa kompozycja roślinna z ekstraktem z aloesu, granatu i kwiatu akacji pielęgnuje, nawilża oraz wzmacnia zmęczone, suche i zniszczone włosy.
Produkt:
- wolny od syntetycznych barwników, aromatów i konserwantów,
- bez silikonów, parafiny i innych produktów naftowych,
- przebadany dermatologicznie,
- wegański.

 Skład:
 Aqua, Alcohol*, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Glycine Soja Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Ricinus Communis Oil*, Punica Granatum Extract*, Aloe Barbardensis Extract*, Acacia Farnesiana Extract*, Lauroyl Sarcosine, Sodium Lactate, Hydroxyethylcellulose, Carthamus Tinctoris Oil*, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil
Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**,
* Składniki z certyfikatem rolnictwa ekologicznego
** Naturalne olejki eteryczne



Moja opinia:
Bardzo polubiłam się z ta odzywką, świetnie wygładza mi włosy, nie puszą się, nadaje im lekkiego blasku.
Używam jej też czasami do mycia, sprawdza się najlepiej ze wszystkich co już używałam, czasami jak mam wrażenie że czegoś nie zmyłam, nakładam ją i nigdy nie zdarzyło mi się by została jakaś tłusta plama. jest naprawdę bardzo wydajna, zapach tez mi się podoba. Ja ją polecam, teraz jak mi się skończy zrobię sobie od niej przerwę, ale wiem, że do niej wrócę :).




Jakie jest wasze zdanie na jej temat?

Wcierka własnej roboty

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam coś kombinować z kosmetykami, pichcić jakieś dziwactwa i próbować nowości. Już od jakiegoś czasu zbieram się ze zrobieniem własnej wcierki, czekałam jednak z tym, aż będę miała kofeinę farmaceutyczną. Teraz gdy juz mam wszystkie produkty postanowiłam się zabrać do roboty :).
A więc, użyłam:
saszetki pokrzywy, skrzypu, szałwii i zaparzyłam z nich herbatkę, zalałam połowę kubka.






 Następnie starłam czarną rzepę i odcisnęłam z niej sok. (sok zapełnił mi buteleczkę)

Przelałam to wszystko w opakowanie po wcierce z Joanny i dodałam łyżeczkę kofeiny i troszeczkę witamin all in on.
Dodatkowo jeszcze dodałam parę kropel aloesu i pantenolu, żeby zapobiec przesuszowi jaki mogą spowodować zioła. (olejek rycynowy znalazł się na zdjęciach przypadkiem ;))

Po miesiącu zdam wam relację, czy działa. (ilość wicerki to 100 ml, starczy mi ona na 1,5 do 2 tygodni) ;)
Trzymajcie kciuki!

Pierwszy raz z półproduktami

Oczywiście nie wytrzymałam i już dziś użyłam półproduktów i to dwa razy ;). Wiem że to nie najlepiej bo jak coś zadziała, źle lub dobrze, nie będę wiedziała czemu mam to zawdzięczać.
A więc tak, na pierwszy ogień wykorzystałam aloes, pantenol, mleczko pszczele które zmieszałam z wodą i odżywką joanna naturia z pokrzywą do zrobienia psiukacza pod olej.
Spryskałam włosy, poczekałam aż trochę przeschną i nałożyłam olej lniany.
Pochodziłam tak od godziny 9 a teraz nałożyłam mieszankę bingo z shea + kallos latte + łyżeczka all in on, zawinęłam w folię i czekam na efekty. Mam nadzieję, że nie będę płakać i że wszystko mi wyszło :).