Niezły balans!

Jestem niepoprawna jeśli chodzi o produkty do włosów. Ciągle mam ochotę na coś nowego, mimo że, mam swoich niekwestionowanych ulubieńców, które po prostu za każdym razem robiły mi WOW na głowie ;) Dzisiejszy produkt też mógłby dołączyć do tego grona, chociaż nie jest ideałem. Seria White Agafia jest certfikowana, co jest nowością przy kosmetykach rosyjskich. Na dodatek mimo certyfikatu nadal jest bardzo tanio. No żal nie spróbować!


Saharacactus prezentuje: mydło z maceratu kwiatu opuncji figowej

Ojej, ale się rozleniwiłam blogowo! Aż mi wstyd, że tak znikam, że zatraciłam swoją regularność w pisaniu. Ale wiecie... im dłuższa przerwa tym trudniej jest do tego wrócić. A ja się ostatnio jakoś tak pogubiłam, w blogosferze czułam się bardziej nieswojo. Jednak lubię ten mój uśmiechnięty kącik i mimo wielu myśli o porzuceniu bloga stwierdziłam, że tego nie chcę. Że nadal będę robić to co mi się podoba i jak mi się podoba. I mam nadzieję, że Wy nadal będziecie chcieli tu zaglądać. 
A teraz chwila wyjaśnienia dlaczego nie mam czasu dla tego miejsca - ciężko okres w pracy to po pierwsze, a po drugie, to przygotowania do ślubu. Chcę by wszystko było pięknie i tak jak sobie wymarzyłam, ale to wymaga więcej mojej pracy, zwłaszcza jak się nie chce przekroczyć budżetu ;)

Wracam jednak do Saharacactusa i jego wytworu, w końcu to o nim chcę Wam dzisiaj poopowiadać!
Przedstawiam mydło z maceratu z opuncji figowej!


Zające przybyły, czyli nowości

Ten miesiąc, mimo że to tak właściwie dopiero jego początek obfitował w nowości. Mniej i bardziej zamierzone ;) Zającowe stwierdzenie zapoczątkowała Anulka, która przysłała mi cudną, lawendową paczuszkę w ramach niby zającowych znajomości. Podobno spotkała takiego jednego po drodze i wzięła przesyłkę dla mnie :p Anulko Kochana, dziękuję Ci z całego serca za tak niesamowitą niespodziankę :*


Olejek do ciała z algami i arniką

Czy u Was też trwa przedświąteczne szaleństwo? W domu mam wszystko pod kontrolą, ale pacjenci w pracy przechodzą sami siebie ;) Przychodzą nie na swoje godziny bo "wie Pani, święta, okna trzeba umyć, porządki, ładna pogoda to trzeba na działeczkę pojechać" ;) I tak w kółko, przez co pierwsza zmiana to istna masakra, tłum ludzi i wszyscy mają pretensje, że muszą czekać, a przecież im się śpieszy! 

W takich chwilach doceniam to, że pachnę lawendą i ten zapach mnie uspokaja i odpręża. Zwłaszcza, jak jest to ten prawdziwy, niepowtarzalny aromat a nie jakaś sztuczna imitacja. Zdradzę Wam sekret - moje wesele będzie lawendowe ;)


Pielęgnacja twarzy na bogato

Przykładam bardzo dużą wagę do pielęgnacji mojej twarzy Sięgam po produkty o świetnych składach, które mają szanse zdziałać coś z moją nadmierną suchością. Gdy otrzymałam wygraną Anulki, czyli produkty Santaverde byłam w siódmym niebie. Te składy są niesamowite, tak samo zresztą jak ceny, to górna półka jeśli chodzi o kosmetyki naturalne. Wyższa klasa, a więc mam nadzieję, że rozumiecie moją ekscytację. Po produkty, które Wam dzisiaj przedstawię sięgnęłam w najgorszym okresie dla mojej cery - ciągła suchość, ostające skórki, do tego pojawiły się wągry na nosie (a już dawno nie miałam z nimi problemu...). Jak się sprawdziło serum i krem w tak ekstremalnych warunkach? Same się przekonajcie!


A to było tak...

Jeeej, pomarudzę Wam i wcisnę stare, dobre "jak ten czas szybko leci" ;)
Miesiąc temu świętowałam Dzień Kobiet w wyjątkowym, blogerskim gronie i do tej pory Wam o tym nie wspomniałam! Na prawdę nie wiem jak do tego doszło. Pędzę więc dziś i nadrabiam zaległości w tym temacie.


Owocowa eksplozja?

Co za piękna pogoda za oknem! Wykorzystuję ją jak mogę, dlatego nie ma mnie w wirtualnym świecie ;) Okna pomyte, kwiatki posadzone, dywany wytrzepane, niepotrzebne rzeczy wyrzucone. Zaszalałam i od razu mi lepiej, jakoś lżej. Dzisiejszy dzień będzie pełen relaksu, zaczął się pysznym śniadaniem i dużą dawką rozrywki - był serial, książka, ładne ciuchy, no i teraz blog! Dzisiaj mam czas na wszystko.