28
cze
2014

Recenzja saszetkowa - regenerujący balsam do włosów

Hej wszystkim! Jak nastroje?
Dziś będzie o balsamie, który miał przed sobą ciężkie zadanie, mianowicie używałam go zaraz po mojej katastrofie z farbowaniem. Był w tamtym momencie jedyną emolientową odżywką w mojej kolekcji. Czy podołał?

Oto on:

Już Wam wspominałam, że lubię te saszetki. Są poręczne i ładne. Po prostu.
Ta okazała się dużo trwalsza od tej co miałam wcześniej (Aktywator wzrostu - KLIK) i nie rozwaliła mi się nigdzie.


Konsystencja jest dość rzadka ale nie spływa z dłoni. Łatwo się ją rozprowadza po włosach. Moje kłaczki wręcz w całości pochłaniały ten balsam, przez co stracił na wydajności - mianowicie towarzyszył mi przez tydzień codziennego używania, w tym dwa razy zostawiony na dłużej w formie maski pod czepek.

Warto wspomnieć o zapachu, który jest delikatny, ziołowy i świeży, zostaje też dłużej na włsoach. Dostałam nawet komplement że mi ładnie włosy pachną :)


A jak z działaniem? Ano poradził sobie z tą klęską moją włosową!
Niesamowite jest jak od pierwszego użycia moje włosy zyskały na miękkości! Aż nie mogłam się nadziwić że prze myciem miałam takie siano a po już takie mięciutkie.
Włosy dzięki niemu szybko powróciły do siebie, oczywiście nie dał sobie rady z całkowitą odnową ale był rewelacyjnym pierwszym ratunkiem.

Balsam ten jest lekki, nie ma szans by obciążył, ale jednocześnie też nie dociąża, a więc takiego efektu nie osiągniecie. Kiepsko tez radzi sobie z wygładzeniem, jednak mi miękkość i blask zrekompensowały każda inną niedoskonałość ;)

Skład:

 I to by było na tyle :). Ja ze swojej strony polecam go bardzo. Jak jeszcze bardziej podleczę włosy to kupię go by się przekonać jak się sprawdzi na zdrowszych włosach.