Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty

Niewypały w mini recenzjach

Są kosmetyki, które wiele sobą obiecywały a wyszła klapa. Nie chce mi się o nich za często pisać i poświęcać im więcej uwagi, ale takie mini recenzje to chyba dobry sposób na to, by Wam je przedstawić. W końcu warto wiedzieć czego unikać, nie?

Na początek gagatek, który z początku wydawał mi się genialnym pomysłem! Minerały w formie kremu? Mega! Ale wyszło jak wyszło i po dłuższym używaniu na pewno Wam ich nie polecę, a szkoda bo minerały tej firmy lubię...


To jak? Można mieszać?

Hej Kochani!
Dawno nic nie dodawałam ze swojej minerałowej serii :). Pora na powrót tych wpisów, zwłaszcza, że tematów mam nie mało! Przy okazji rozdania mogłam się dowiedzieć o czym chętnie poczytacie, a co dotyczy minerałów. Właściwie wszystkie propozycje wykorzystam (no może oprócz dwóch bo akurat one mówiły o tym co już było...), w tym tą z dzisiejszego posta. Więc jak? Ktoś się domyśla o czym dzisiaj będzie? :)


Kto pomyślał o mieszaniu minerałów między sobą odpada! ;))
Dziś będzie o tym czy można mieszać minerały z kosmetykami drogeryjnymi. I od razu odpowiedź - oczywiście, że można! Dlatego też tak łatwo zapoznawać się z minerałami i ich sypkimi formułami (chociaż niektóre firmy no Lili Lolo dają nam też możliwość prasowańców). Bez problemu na początku możemy postawić tylko na puder/róż/korektor itd. I w ten sposób zacząć swoją przygodę. Jest to szczególnie dobry sposób dla osób niezdecydowanych, niepewnych czy to dla nich, początkujących lub tych, które tolerują tylko drogeryjne podkłady w płynie.

Możliwości mieszania jest nieskończona ilość. Ostatnio jak malowałam mamę na wesele wykorzystałam jej drogeryjny podkład, który nałożyłam na twarz muśniętą pudrem mineralnym. Następnie wszystkie odbarwienia/zmiany/wypryski przykryłam korektorem mineralnym, a potem wszystko jeszcze raz przypudrowałam. Efekt był świetny a makijaż wytrzymał całą noc.

Gdy jeszcze szukałam odcienia podkładu dla siebie korzystałam już z próbek pudrów/róży i bronzerów w swoim makijażu. 

A więc jak widzicie można! I warto (ale to wiecie, moja subiektywna opinia ;)).


Temat bardzo prosty, jednak wzbudzał wątpliwości - mam nadzieję, że udało mi się je rozwiać :).


Piękna jesienią - makijaż

Hej!
Pora na pierwszy post akcji "Piękna jesienią" o której możecie przeczytać TU. Tydzień pierwszy poświęcony jest makijażowi. Nie byłabym sobą gdyby u mnie pojawiło się coś innego niż minerały ;) Wiem, że większość z Was porzuca minerały na jesień i zimę, z powrotem wraca do cięższych formuł, ja natomiast jestem im wierna cały rok i zapewniam, że nic się złego nie dzieje.


O minerałach powstała już cała seria postów na tym blogu. Mogliście poczytać o aplikacji, o kryciu, o zaletach takiego makijażu. Recenzowałam Wam róż, który cały czas uwielbiam i który towarzyszy mi również w jesiennym makijażu. Dopiero się rozkręcam i pomysłów na tą serię mam jeszcze mnóstwo, jednak dziś chcę Wam przedstawić podkład, który sprawia, że czuję się piękniejsza - i to nie tylko jesienią! :)


Zaraz mnie wybuczycie, że przecież ten post nic nie wnosi do akcji bo mówi o tym, że cały rok maluje się tak samo ;). Ale ja uważam, że wnosi! Bo chcę Wam pokazać podkład, który idealnie wtapia się w moją cerę, w którym wyglądam dobrze bez względu na to czy jestem opalona czy nie. Dzięki niemu wiem, że wyglądam zdrowo, naturalnie, po prostu dobrze i tak się też dzięki niemu czuje!


Herbatnikowy kolega z Earthnicity ma doskonałe krycie. Właściwie przez niego nigdy nie sięgam po korektor, przez co utrudnia mi sprawę bo chcę dla Was zrobić poradnik o korektorach mineralnych ;). Ale jestem w stanie mu to wybaczyć... Jest dobrze zmielony, ale mniej niż np puder HD tej samej firmy, dzięki czemu trudniej sprawić by pylił :). Więc jeśli ktoś lubi zabawę w odkurzanie po nakładaniu podkładu mineralnego to nie ten adres.

Uwielbiam go za te wszystkie zalety, o których już Wam wspominałam w tym poście. Ale też za jeszcze więcej - on jest po prostu dla mnie idealny, a ciężko znaleźć odcień tak świetnie współgrający z cerą :). Biscuit opisywany jest jako odcień nadający się do jasnej i średnio jasnej karnacji o beżowym zabarwieniu. Jest dość neutralny - ni to ciepły, nie chłodny, więc może pasować wielu osobom :)


Na mej buźce mogliście go widzieć wielokrotnie przy poprzedniejszych postach, jednak dziś małe przypomnienie z całością makijażu jaki teraz używam by poczuć się piękna jesienią :)


Jak widzicie na podkładzie nie kończę, oprócz niego codziennie towarzyszy mi róż i kredka do brwi. Jest to mój standard - czyli wersja na szybko. A uwierzcie mi, w jesienny czas wersja na szybko to zawsze dla mnie najlepsza wersja ;). A gdy mam pewność, że dzięki makijażowi w dalszym ciągu dbam o swoją skórę... To czy można chcieć czegoś więcej?

Róż i już

Hej!
Myślę, że nie mam co dłużej zwlekać z tą recenzją... Róż Flamingo marki Earthnicity towarzyszy mi od prawie dwóch miesięcy i wiem jedno - pokochałam go! 


Nie mogę uwierzyć, że kiedyś nie stosowałam róży. Wyglądałam przez to dość blado i tak... chorowicie ;). Teraz róż to nieodłączny element mojego makijażu, a ja moja twarz prezentuje się promiennie, zdrowo i od razu nabiera przyjemniejszego wyrazu. Przez długi okres czasu stosowałam róże prasowane, bałam się trochę sypanych, myślałam, że ich nie ogarnę i będę wyglądała jak klaun. A tu proszę, teraz tylko sypańce są w mojej kosmetyczce!

Jednym z nich jest różo Flamingo od Earthnicity. Producent opisuje go jako ciepły, brzoskwiniowo - różowy odcień z delikatnymi drobinkami. To po niego sięgam teraz non stop, uwielbiam fakt jak wpasowuje się w moją karnację. Dodatkowo, wbrew moim wcześniejszym obawom, sypana forma okazała się bardzo prosta w obsłudze. Jeszcze nie zdarzyło się bym zrobiła sobie nim krzywdę.


Aplikacja jest prosta - wysypuję odrobinę na wieczko, maczam pędzel, obsypuję nadmiar i nanoszę róż na policzki. Powtarzam te wszystkie czynności, aż do uzyskania efektu, który najbardziej mi odpowiada. Na co dzień wystarcza mi jednorazowa aplikacja, tylko takie muśnięcie.

Róż jest idealnie zmielony, pięknie się nim pracuje, łatwo go rozcierać, stapia się ze skórą. Pigmentacja jak to przy minerałach jest świetna, a co za tym idzie - produkty te są niesamowicie wydajne. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się go zużyć ;). Dodatkowo róż świetnie trzyma się na twarzy prawie cały dzień, nie uczula i nie podrażnia

Porobiłam Wam mnóstwo zdjęć na mojej twarzy, żebyście sami mogli ocenić jak się prezentuje w różnym oświetleniu :).


Koszt takiego słoiczka o wadzę 3,5g to niecałe 60 zł. Czy warto? Ja jestem zachwycona, jednak wybór należy do Was :)

Makijaż mineralny - dlaczego tak go chwalę?

Hej!
Jak zauważyłyście w poprzednich wpisach jestem fanką makijażu mineralnego. Uważam, że nie zrobiłam w ostatnim czasie nic lepszego dla swojej cery niż przejście z podkładu drogeryjnego na ten mineralny. Mam nadzieję, że tym co nadal się zastanawiają czy warto dzisiejszy post pomoże dokonać tego wyboru, dla przypomnienia jednak wysyłam Was na wcześniejsze wpisy. Możecie w nich znaleźć metody aplikacji (i jak to robić by wszędzie się nie sypało) a także opis jak dawkować krycie (ten wpis uzupełniłam o swoje zdjęcia przed i po). Dzisiejszy post będzie o wszystkich tych zaletach, które dostrzegam w naturalnym makijażu, mam nadzieję, że się Wam spodoba!


Największą siłą przekonywania do pozostania przy minerałach miała moja cera. Uwierzcie mi - problemy się skończyły! Kiedyś cały czas borykałam się z wypryskami, wągrami, nadmiernym przesuszeniem, podrażnieniami, zaczęłam mieć kłopot z naczynkami! A po miesiącu stosowania minerałów wszystko jakby ręką odjął. Oczywiście nadal oczyszczam twarz, tonizuję, kremuję - tyle, ze teraz na prawdę widać różnicę! Moja cera zmieniła się niesamowicie na plus a ja bez problemu mogę wyjść i bez makijażu do ludzi - jednak tego nie robię, bo - minerały chronią moją buźkę
Podkład mineralny zawiera filtry mineralne (tlenek cynku - Zinc Oxide, dwutlenek tytanu - Titanium Dioxide), które oprócz odbijania UV mają działanie przeciwbakteryjne i łagodzące dla skóry. Dodatkowo filtry mineralne nie kumulują się w organizmie, nie są toksyczne.

Nie znalazłam też przez wiele lat podkładu drogeryjnego, który dałby mi tak naturalny efekt. Mam wygładzenie, wyrównanie kolorytu, jak trzeba odpowiednie krycie a moja skóra nadal może oddychać! Znajome i nieznajome nie raz chwaliły moją cerę myśląc, że jestem nieumalowana. Nie ma mowy o zapchanych porach czy reakcji alergicznej (w wypadku klasycznego podkładu, z krótkim składem - zdarzają się produkty o tzw. wykończeniu perłowym za który odpowiada  chlorek bizmutylu, niektóre z kobiet są na niego uczulone, jednak jest on przez to wycofywany przez firmy).

Kolejną zaletą jest szybkość aplikacji - mi makijaż mineralny zajmuję parę chwil, bez problemu mogę dzięki temu wybrać się z domu w ciągu kliku minut. Dodatkowo praktycznie nie czuję go na skórze. Miałam ostatnio robiony makijaż u wizażystki na wesele - wyglądałam pięknie, ale miałam wrażenie że mam do twarzy przyklejoną jakąś maskę :/. Przy minerałach nie ma tego problemu, jest lekko, przyjemnie - no cóż, ja to uwielbiam! 

Następną pozytywną cechą jest - brak utleniania. Minerały nie ciemnieją, nie robią się pomarańczowe na twarzy, taki kolor jaki nałożymy, taki będzie widniał na naszych licach (chociaż jak Anula napisała komentarzu - jest to możliwe). Są też bardzo trwałe - tutaj grunt dobrać odpowiednie dla swojej skóry! Kiedyś przedstawię Wam porównanie podkładów i ich trwałości na mojej cerze :).

Wiele osób jako wadę minerałów podaje ich cenę - jednak trzeba wziąć pod uwagę ich niesamowitą wydajność! Podkład mineralny o pojemności 4 g wystarcza mi prawie na rok codziennego używania. Przy tym jego koszt wynosi w zależności od producenta za 4 gramy od 35 zł, za 9-10 gram - ok 80 - 90 zł. Miesięcznie zaczyna wychodzić malutko, prawda?

Źle dobrany odcień? Nic prostszego - można zmieszać ze sobą dwa lub więcej podkładów i dopasować go do siebie tworząc zupełnie nowy kolor. Jeśli nie chcemy kupić kolejnego podkładu warto rozejrzeć się za pigmentami (dostępnymi np na Kolorówce) , które kosztują parę złotych a z ich pomocą łatwo skomponować coś dla siebie (jednak trzeba uważać z ilością ;)).

I jeszcze na koniec - długowieczność minerałów. Przepisy sprawiają, że na opakowaniu musi być zawarta informacja o tym jak długo przydatny jest produkt do użytku. Minerały jednak się nie psują, nie ulegają przeterminowaniu zwłaszcza jak się z nimi odpowiednio obchodzimy :).

I co Wy na to?

Makijaż mineralny - jak zwiększyć krycie?

Hej!
Gdy Wy czytacie ten post ja pewnie wyleguje się na plaży nad naszym polskim morzem (albo przynajmniej próbuje bo z tego co gadają w prognozie to może być trudno), jednak obiecałam Wam serię o makijażu mineralnym, a jako dzisiejszy temat wybrałam KRYCIE! To następny po pyleniu podczas aplikacji zarzut, który widuję najczęściej. A wystarczy przecież tylko parę sposobów by wszystko było dobrze... No i przydatny jest korektor (tez mineralny - a co!). 
KLIK dla tych co przegapili pierwszy post z tej serii.


Podstawowym sposobem na zwiększenie krycie jest (uwaga!) dołożenie kolejnej warstwy ;). Spotkałam się jednak z opinią, że wtedy otrzymujemy zbyt pudrowe wykończenie, co mnie zaskoczyło, bo sama nigdy z tym nie przesadziłam. Podstawowym popełnianym tutaj błędem jest nabieranie na pędzel zbyt dużej ilości podkładu do jednorazowej aplikacji. Gdy za każdym razem będziemy brali malutką ilość, sztuczny efekt nam nie grozi za to będziemy mogli bez problemu zwiększać krycie. Jest jednak sposób na pudrowe wykończenie - wystarczy po skończonym makijażu użyć hydrolatu, którym spryskujemy twarz (dzięki niemu podkład/puder stapia się z cerą).

Dużo daje też sam sposób aplikacji - stemplując (czyli delikatnie 'wciskając' podkład w cerę) jesteśmy w stanie zwiększyć krycie w porównaniu do tradycyjnego nakładania podkładu kolistymi ruchami. 

Następną sprawą są dwa triki o których już Wam wspominałam, czyli mieszanie podkładu z korektorem lub nakładanie podkładu gdy krem jeszcze nie w pełni się wchłoną. Można też nałożyć warstwę podkładu na wcześniej nałożony samodzielnie zrobiony krem BB z minerałów i kremu do twarzy. 
Ważne - korektor mineralny jeśli nie mieszamy go z podkładem nakładamy NA wcześniej nałożony podkład, po czym możemy go przykryć znowu warstwą podkładu lub pudrem wykończeniowym.

Co jeszcze warto wiedzieć? 
Gdy chcemy wykorzystać makijaż mineralny do zatuszowania niedoskonałości spowodowanych przez np jakiś zabieg, w którym w jakiś sposób została przerwana ciągłość naskórka - warto pomyśleć o nałożeniu minerałów płatkiem kosmetycznym.

Z ciekawostek: do nałożenia minerałów możemy też wykorzystać beauty blender - dzięki niemu łatwo uzyskać odpowiednie krycie i brak pudrowego efektu :)

A teraz pora na efekty na mojej buźce (jako, że dzięki (między innymi) minerałom nie mam problemu z krostkami, efekt krycia można zaobserwować na moich piegach ;).

Po lewej przed, po prawej po nałożeniu minerałów :)

Gdybym się uparła mogłabym jeszcze bardziej zwiększyć krycie, ale wiecie - ja lubię swoje piegi i nie lubię ich ukrywać, nawet dla celów poglądowych ;)


To chyba tyle na dziś :). Macie jakieś pytania? Minerały są proste, nie wiem skąd się biorą opinie, ze jest inaczej...

Makijaż mineralny - nie taki straszny ;)

Hej!
Od dawien dawna śledzę sporo grup na fb, sporo różnych for internetowych związanych z kosmetykami naturalnymi i nie tylko. Zauważyłam, że wiele osób ma problem z kosmetykami mineralnymi - przez swoją sypką konsystencję wprawiają one niektóre osoby w dezorientację (w końcu od małego jesteśmy atakowani wizjami idealnych podkładów w płynie i to one są najlepiej dostępne). Wiele osób boi się spróbować - bo jak to nakładać? Pewnie się sypie? To mi przykryje niedoskonałości? Phi - to nie dla mnie, nie mam czasu na takie zabawy... itd. Te komentarze widuję często, myślę, że najwyższa pora bym powiedziała co wiem i parę kwestii wyjaśniła :). Stąd też pomysł na serię poświęconą minerałom: ich aplikacji, kryciu, sposobach dobierania koloru, porównaniach różnych marek, a także korzyściom jakie można odnieść dzięki nim - mam nadzieję, że jesteście zainteresowane!

Zacznę może od samej aplikacji i wizji pylenia, jakie niektórzy roztaczają. Nie wiem z czego to wynika, może zbyt mało dostępnych jest informacji o tym jak nakładać podkład mineralny? Otóż nie zdarzyło mi się bym zapyliła wszystko w koło podczas aplikacji podkładu czy pudru... Raz, nie dokręciłam wieczka gdy wstrząsałam pudełeczkiem i wtedy faktycznie miałam pyłkowa niespodziankę i wszystko było obsypane. Ale to była tylko i wyłącznie moja wina. Więc jak to jest z tą aplikacją?

Aplikacja pędzlem
Po pierwsze: wysypujemy odrobinę podkładu na wieczko/ spodek/ talerzyk czy co tam chcemy
Po drugie: nabieramy ruchem okrężnym podkład na włosie pędzla
Po trzecie: jeśli używamy pędzla kabuki można postukać trzonkiem ustawionym pionowo by podkład wszedł w głąb włosia
Po czwarte: otrzepujemy pędzel o brzeg wieczka/miseczki/talerzyka by pozbyć się nadmiaru podkładu
Po piąte: aplikujemy na twarz metodą stemplowania lub okrężnymi ruchami (powtarzamy by uzyskać odpowiednie krycie - ale o kryciu to kiedy indziej)

A teraz każdy kto narzeka na pylenie niech się przyzna jaki krok pominął? :)

Aplikacja płatkiem kosmetycznym/ welurowym puszkiem
Właściwie taka sama jak przy pędzlu. Ogranicza nas tylko sposób aplikacji - możemy tylko stemplować. Fajna metoda gdy pędzel nie wyschnie (tak, zdarzyło mi się - cicho :p). Jednak pędzlem wychodzi wszystko dużo szybciej...



Dostosuj aplikację do swojego typu cery - wtedy efekt będzie najlepszy,  a Ty pokochasz minerały tak samo jak ja :). Oto kilka wskazówek:
cera sucha/ atopowa/ dojrzała
warto pomyśleć o wymieszaniu podkładu z kremem do twarzy - niby banał, a zyskujemy swój własny BB (który możemy robić raz w tygodniu) i mamy zapewnioną zarówno pielęgnację jak i makijaż
Dobrze jest też nakładać podkład gdy nasz krem jeszcze nie do końca się wchłonął - dzięki temu podkład daje lepsze krycie, lepszą ma przyczepność a także nie podkreśla suchych skórek

cera tłusta/ trądzikowa/ łojotokowa
pamiętamy o nawilżonej cerze, zauważyłam, że wiele dziewczyn ze względu na tłustą cerę unika kremów (i tak zapętlamy się w problemie...)
by przykryć zmiany trądzikowe możemy pomieszać podkład z korektorem i taką mieszankę wstemplować w problematyczne miejsca po wcześniejszym nałożeniu warstwy podkładu

cera z tendencją do widocznych porów
łatwy i szybki sposób - przed aplikacją podkładu aplikujesz dodatkowo puder, który potem będzie Ci służył również do wykończenia makijażu; zysk - piękny efekt wypełnienia porów i wygładzenia skóry


To tylko taka podstawa! Ale jak widać minerały nie są tak problematyczne jak niektórzy myślą :)

Felicea - poznaj polską naturalną kolorówkę! (kredka do brwi)

Hej!
Obiecałam, że będzie mnie więcej a tu taki psiukusy robię i się okazuje, że wcale nie ;). Po prostu myślę intensywnie nad rozwojem bloga, chyba pozmieniam trochę zakładki i dodam trochę innych treści. Chcę poruszyć wiele spraw i mam nadzieję, że chętnie będziecie ze mną dyskutować. Tymczasem jednak przyszykowałam dla Was parę recenzji kosmetycznych. Dziś ostatni jak na razie produkt polskiej marki Felicea - tym razem chcę Wam opisać kredkę do brwi.


Idealna do podkreślania kształtu i koloru brwi. Kremowa konsystencja sprawia, że nakłada się ją lekko i równo. Zawarte w kredce naturalne pigmenty są trwałe i idealnie komponują się z różnymi rodzajami karnacji. 

Dostępna w 3 wariantach kolorystycznych: czarny, ciemny brąz i jasny brąz. Ja skusiłam się na numer 81 czyli ciemny brąz. Skuwka z aplikatorem, szczoteczką ułatwia życie i jest bardzo wygodna w użyciu, ale o tym za chwilę.

Cena 19 zł 


Kredka jest miękka, bardzo łatwo się nią operuje przy czym nie kruszy się, nie łamie. Trzyma się na brwiach cały dzień, nie rozmazuje się, nie spływa (wytrzymała nawet deszcz). Szczoteczką przeczesuje jeszcze brwi po aplikacji - moje nie są jakoś szczególnie niesforne, więc trzymają się po takim czesanku. 
Przez swoją miękkość dość często trzeba ją temperować - ale może mi się tylko tak wydawać, bo to moje pierwsza kredka, więc nie mam porównania. Jednak po 2 tygodniach codziennego używania koniecznie w ruch musi pójść temperówka. 

Cena 19 zł i naturalny skład to kolejne plusy produktu. Ja osobiście bardzo ją polubiłam i mam nadzieję, że szybko się z nią nie pożegnam, bo to produkt bardzo dobrej jakości. Zrobiłam Wam zdjęcia na sobie, jednak mój aparat trochę świruje z barwami za co przepraszam...


Używacie kredek do podkreślania brwi? A może robicie to cieniem (jak ja wcześniej)?

Felicea - poznaj polską naturalną kolorówkę! (pomadka)

Hej!
Teraz Was będę nachodzić z tą marką - co poradzić, skoro od razu zaczęłam testowanie wszystkich produktów co kupiłam i na dodatek wszystkie przypadły mi do gustu? A ta szminka ma cudowny odcień! Codziennie mam ją na ustach i uwielbiam dzięki niej swoje odbicie w lustrze (:p). Na pewno wykupię jeszcze inne odcienie! Ale już nie przedłużając! oto ona:


Znów mamy bardzo proste, minimalistyczne opakowanie, które mnie ujmuje :). Oprócz tego na górnym wieczku na samym górze znajduje się okienko przez które możemy ocenić kolor (ja gapa oczywiście nie pokazałam tego na zdjęciach). Samo opakowanie działa bez zarzutu - nie otwiera się samo, wysuwa się bez problemu, dodatkowo nie ma żadnych śladów na nim - noszę cały czas przy sobie a nie ma ani jednej ryski, napisy nadal jak nowe.

Pomadka ma delikatny grejpfrutowy zapach, który czuć właściwie tylko przy aplikacji. Nie byłaby jednak sobą gdybym nie pokazała Wam jej składu:

olej rycynowy, uwodorniona mieszanina trójglicerydów oleju kokosowego, skwalan oliwy z oliwek, wosk pszczeli, wosk Candelilla, wosk Carnauba, masło shea, olej jojoba, uwodorniony olej roślinny, witamina E, mika, grejpfrutowy olejek eteryczny, pigment mineralny biały, pigment mineralny czerwony

(tak, tak - dobrze widzicie, jest bliźniaczo podobny do pomadki pielęgnacyjnej, a więc możecie się spodziewać podobnego działania!


Tym zdjęciem powyżej proszę się nie sugerować co do koloru, zupełnie inaczej wygląda na ustach co możecie ocenić na zdjęciach poniżej. Jednak najpierw chcę Wam powiedzieć co nieco o właściwościach tej pomadki! Tak jak wspominałam wcześniej pomadka ta ma właściwe takie samo działanie jak pomadka pielęgnacyjna tej samej firmy, tyle że oprócz tego zapewnia nam jeszcze kolor.
Czyli mamy zapewnione nawilżenie, zabezpieczenie, brak suchych skórek, wygładzenie i to wszystko jeszcze w kolorze! Ja jestem nią zachwycona, zwłaszcza, że nakładanie jej na usta jest bardzo przyjemne, szybkie i łatwe. Idealnie się rozsmarowuje, nie migruje, ściera się równomiernie a do tego jak na szminkę nawilżającą bardzo ładnie się trzyma na ustach - gdy nie jem jest to ok 4 godziny!


Starałam się zrobić jak najwięcej zdjęć by oddać kolor tej pomadki - mój numer to 24, czyli szary róż. Widać też wykończenie - delikatny, perłowy połysk. Usta wyglądają zdrowo, są podkreślone, to jest to co lubię!

Teraz się czaję na kolory takie jak: koral, rubin i różowy kwarc - KLIK
A cena? 29 zł. Jak dla mnie się po prostu opłaca :)



Podkłady mineralne Amilie (swatche)

Hej!
Jako, że sama ostatnimi czasy poszukuję nowego podkładu mineralnego, postanowiłam podzielić się z Wami swatchami podkładów Amilie. Jest to marka, której jest dość mało na blogach, a jednak ma w sobie polskie korzenie, nie jest droga, ich produkty nie są testowane na zwierzętach, są w 100% mineralne, pozbawione konserwantów. Dodatkowo marka stara się by ich opakowania pochodziły z odnawialnych zasobów i żeby nadawały się do recyklingu. Postawa firmy bardzo mi się spodobała, dlatego się nimi zainteresowałam i pomyślałam, że może też zechcecie :)

Tutaj możecie zobaczyć w jakiej formie można zakupić próbki podkładów (i nie tylko zresztą). Swoje kupiłam w sklepie iwos.pl, bo chciałam kupić próbek paru firm, ale możecie dostać je u producenta - KLIK, w cenie 2,90 za 0,25 g, co spokojnie starcza na parę razy :)


Z przedstawionych kolorów 5 to nowa receptura - Coverage. Tylko Cashmere pochodzi z serii Matt. Starałam się zrobić jak najwięcej zdjęć w różnym oświetleniu, mam nadzieję, że dzięki temu zobaczycie jak te kolory się prezentują.


Czym różni się seria Coverage od serii Matt?
Coverage cechuje: średni poziom krycia do pełnego, wykończenie 'subtelne glow', przeznaczenie dla skóry suchej/normalnej
Matt: średni poziom krycia, matowe wykończenie, przeznaczenie dla skóry tłustej i mieszanej




Jak widać kolory wybrałam przeróżne, a to tylko namiastka tych dostępnych ofercie. To co mogę powiedzieć o tych podkładach to fakt, że bardzo przyjemnie się z nimi współpracuje. Kolory ładnie się ze sobą łączą. Krycie jak na moje potrzeby jest wystarczające, spokojnie utrzymuje się cały dzień. Szczerze mówiąc nie zauważyłam zbyt dużych różnic między serią matt a coverage, ale prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że miałam tylko jedną próbkę z tym wykończeniem. 

Przygody z tą firmą nie zakończyłam, jestem ciekawa, czy gdybym zamawiała kolejne próbki będziecie chcieli dalsze swatche?