Uwielbiam maj, ale ten zapowiada się niezwykle pracowicie! I niestety zimno, chociaż mam gorącą nadzieję, że prognozy długoterminowe za nic się nie sprawdzą ;) Jednak tydzień po tygodniu mam do odhaczenia masę spraw, mam więc nadzieję, że w końcu moje zatoki odpuszczą i nie będę zmuszona do prowadzenia dalej tej nierównej walki. Trzymajcie za to kciuki, bo dopóki nie będę miała z nimi spokoju, dopóty mój zmysł powonienia nie wróci do siebie, a więc termin postu o zapachach Pony niebezpiecznie się oddala... Jednak bądźmy pozytywnie nastawieni, będzie dobrze!
Ostatnimi czasy mam usilną ochotę by zadbać o siebie bardziej profesjonalnie. Chodzi mi po głowie fryzjer i jakiś profesjonalny zabieg regenerujący włosy. Nie to że są jakieś zniszczone, jednak mam ochotę przekonać się na własnej skórze jak to jest. No i na prawdę mam ochotę się oddać w czyjeś ręce, bo chwilowo samej mi się o siebie dbać nie chce xD Chociaż nie powiem, nadal olejuje, maseczkuje, odżywkuję i robię cuda z włosami. I właśnie o jednej z tych czynności chcę Wam dzisiaj poopowiadać. Dzisiejszym bohaterem postu jest wzmacniający olej do włosów od Bani Agaffi.
