Powoli się ogarniam z życiem ;) Na studiach jakoś to łatwiej szło... Okazało się, że ta moja kotka przybłęda, którą Wam pokazywałam na instagramie będzie mamą ;) A więc nici z planowanej sterylizacji i kociaków trzeba się spodziewać lada dzień. W każdym miesiącu staram się też wykreślić jakąś rzecz z listy 'do ślubu'. I jakoś czas ucieka... I ostatnio na prawdę nie miałam Wam o czym pisać, bo używałam albo sprawdzonych kosmetyków, o których już Wam mówiłam, albo zupełnych nowości, które wymagają głębszego poznania zanim sklecę o nich parę zdań. Poczyniłam jednak kolejne zakupy, a więc nowego materiału przybywa! ;)
Jednak nie o życiu miał być ten post, chociaż kto wie? Może i takie tu w końcu wpadną? Dziś chcę Wam opowiedzieć o mocno oczyszczającym szamponie Australian tea tree.