Maseczka do skóry głowy

Hej!
Jak samopoczucie? Ja chyba wybiłam sobie delikatnie kciuk na wfie :/.
Okleilam się tapami i jakoś żyję, ale muszę przyznać, że taka bzdura wywołuje we mnie frustrację, ponieważ wielu rzeczy nie mogę robić...

ale nic, będę żyć!  Dziś nie chcialam Wam narzekać, tylko opisać pewną ciekawą maseczkę firmy Dermaglin. Oto ona:


Maseczka skrywa się w saszetce, co nie jest zbyt wygodna formą...
Poza tym, mi osobiście nie podoba się pani na zdjeciu, a raczej jej włosy, jak mam mieć takie włosy po niej to jej nie chce... Dlatego też długo zwlekałam z jej użyciem.
Jednak jej skład mnie do tego przekonał i zdradzę Wam, że nie żałuję tego.


Maseczka ta ma konsystencję typową dla rozrobionych glinek z racji, że składa sie z glinki zielonej taki też ma kolor. Trzeba się nauczyć nakładać ją na skórę głowy - kto nakładal kiedykolwiek glinke na włosy ten wie o czym mówię, ćwiczenie czyni mistrza ;).

Zapach? Glinkowy, nic specjalnego.

Łatwo się ją splukuje, a wydajność zaskakuje (jak już nauczy się człowiek ją nakładać),  ta saszetka moze spokojnie wystarczyć na nawet 3 razy.


Co dało mi używanie tej maseczki?
Włosy zdecydowanie mniej się przetluszczaja, skóra głowy wydaje się odżywiona, już podczas nakładania czuć taką 'ulgę'.
Jakby tego było dla Was mało - maseczka ta gwarantuje efekt push up na włosach, nie ma mowy o przylizanej fryzurze, włosy są odbite od nasady jak w reklamach.

Działanie na skórę głowy jest rewelacyjne, jednakże nie polecam nakładania jej na długość, poplatanie gwarantowane. Jednak to dla mnie nie problem, od tego w końcu mam odżywki i maski,  za to po takiej maseczce wszystko wchłaniane jest całkowicie i ekspresowo. A włosy po takim zabiegu są lśniące, miękkie i dociazone.

Maseczkę tą można zakupić w rossmanie za ok 5 zł.

Znacie ją może?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Jestem wdzięczna za każdy pozostawiony komentarz, mam nadzieję, że miło spędziłeś czas czytając mojego bloga :)