Perełki ubraniowe VII

Przyznaję, dawno nie chwaliłam się łupami z ciuchlandów, ale to wszystko przez to, że mój ulubiony został popsuty, czyli jest drogo. ;)
Wróciłam więc do takiego, co kiedyś kupowałam, tyle, że zupełnie mi do niego nie po drodze, dlatego rzadko bywam.
Ale nowości są i trzeba się pochwalić! :)

Oto moje łupy najnowsze:
 marzyłam o MAXI - mam maxi ;)

A tu na mnie:
 ale zdjęcie totalnie zabierają jej urok...

 następna sukienka w kwiatki do kolekcji ;) bardzo zwiewna i leciutka, na upały jest idealna!

 elegancki kombinezon, ładnie mi w nim i jest z koronki, czego chcieć więcej?

 zwykły top, ale bawełna pierwsza klasa no i kolor ma cudny!  z opaloną skórą wygląda rewelacyjnie!

 bardzo fajny sweter, bez guzików, już dobrałam do niego pasek i przetestowałam pare możliwości noszenia go ;)

 kombinezonik bawełniany, ale czuję się w nim jakby był z lnu, bardzo przewiewny, wygodny (no może oprócz faktu, że jak idę do łazienki to muszę się cała rozebrać, a z guzikami się schodzi xd)
kolejna zaleta, nie muszę mieć do niego stanika bo sam ładnie trzyma piersi :)

I ostatnia nowość, tym razem nie z ciucha - ale upolowałam 10 zł taniej bo miał zepsuty zamek, który naprawiłam w 5 min

Chyba zauważyłyście przez te moje posty że lubię kwiatki i koronki ;)

To tyle, coś Wam się spodobało?

Oillan - micelarny żel do mycia twarzy



Hej!
Ale ładny dziś dzień. Ja jestem zadowolona bo:
- zostało mi mało plewienia na działce ;)
- mam prawie całą paczkę skompletowaną do zabawy w green boxie u Pati :)
- mam dziś cały dom dla siebie
- udało mi się upolować fajny prezent dla W. na wyprzedażach
- kupiłam sobie odżywkę za 4 zł
- jutro jadę się spotkać z wizażankami *.*
- mogę już odebrać swój dyplom!

Tyyle powodów by się uśmiechać! :)

No, ale nie o tym miałam pisać... Więc przejdę do rzeczy.
Na celowniku - żel micelarny do mycia twarzy od Oillan


Buteleczka stworzona została z białego plastiku, nie ma możliwości więc, kontrolowania ile zostało na produkty inaczej niż 'na wagę'.
Dodatkowo buteleczka jest odkręcana.. wiecie, że tego nie lubię.

Za to etykietki mi się podobają - jest tak czysto, schludnie, przyjemnie.

Buteleczka pierwotnie znajduje się w kartoniku, który to jest utrzymany w takiej samej kolorystyce.
 

Zacznę od tego, że nie nazwałabym tego produktu żelem - bardziej przypomina emulsję/mleczko, na dodatek dość rzadkie, więc lubi uciekać między palcami. Często też wylewa mi się go po prostu za dużo.
Mimo to produkt zaskakuje wydajnością - 2 miesiące.



A jak właściwości  myjące?
No cóż... Ja ich nie odczuwam. Po umyciu twarzy tym produktem mam wrażenie, że jest nie domyta. Mam też prawo przypuszczać, że to nie tylko wrażenie, ponieważ częściej przez ten czas gdy go używałam miałam problem ze skórą - pojawiały się wypryski. 

Fakt - nie wysusza skóry, niwelowania szorstkości nie zauważyłam.
Żel/mleczko nie pachnie i nie powoduje podrażnień.

Skład:

I to było na tyle... Nie polubiłam się z nim i to widać, a szkoda, bo szczerze mówiąc liczyłam na więcej...
Miałyście z nim do czynienia?


Nie taka dzika ta Afryka ;)

I jeszcze o skórę zadba ;)
Czyli dziś o tym jak APN pomaga mi dbać o moją skórę przy okazji przenosząc marzeniami do słonecznej i tajemniczej Afryki!

Oto i przyczyna dzisiejszych rozważań:


Zgrabna butelka z pompką (jej, jak ja to lubię ;)), która działa bez problemów - jedno naciśnięcie i możemy wysmarować partię ciała (ręce całe/uda/łydki)
Grafika przyciąga spojrzenie, chociaż muszę przyznać, że wersja z Karaibami bardziej.
Ważne, że nic się nie ściera, nawet jak złapię tłustą ręką to wystarczy wytrzeć i cały czas buteleczka się ładnie prezentuje.
Mnie zaskoczyła tylko jej pojemność - ma 300 ml a wygląda na mniej ;).


To teraz konsystencja i zapach.
Pierwsze jest bardzo przyjemne - taki balsam w sam raz, nie za rzadki, nie za gęsty. Ładnie się rozprowadza i szybko wchłania.
A zapach? Jest słoneczny, ciepły, nie da się go konkretnie opisać. Ma w sobie coś przyciągającego, ciekawego. Czuć go na skórze cały dzień i spotkałam się z tym, że był odbierany jako jakieś drogie, eleganckie perfumy. Fajnie nie? Zwłaszcza, ze kosztuje 12 zł.

Ale jak z działaniem?
Nie mam bardzo suchej skóry, jednak bym poczuła nawilżenie odpowiednie powinnam smarować się nim 2 razy dziennie. Smaruję się raz - rano, więc czuję lekki niedosyt. Chociaż pewnie większości z Was będzie odpowiadał, ponieważ jest lekki - akurat na lato.
Skóra ciała jest miękka i przyjemna w dotyku, także czuje się zadbana (ach, tylko, żeby to nawilżenie było odrobinkę większe!)

Opakowanie wystarcza mi na 1,5 miesiąca, czyli standardowo.

Skład:

Pewnie zauważyłyście, że kluczowy w tym kosmetyku jest zapach, który ma w sobie jakąś taką magię, nie da się go jednoznacznie opisać. Czaruje sobą i pobudza wyobraźnie do pracy... Ja od razu widzę siebie w otoczeniu dzikich zwierząt, czuję tą ich moc i piękno (ok, już tłumaczę, widzę lwy). Ach...
No ale cóż, to ja i moja wyobraźnia, niezwykle silnie działają na mnie zapachy.

Jednak kto wie, w jakie miejsce przeniesie akurat Ciebie ten zapach?
Tez tak macie? Czy dla Was nie jest to zbyt ważny aspekt w kosmetykach?



Ps. Zapraszam na mojego FB :)