14
mar
2014

Peeling od Palmers

Hej!
Pewnie pamiętacie jak pisałam Wam o moim ostatnim spotkaniu blogerek w Warszawie, właśnie wtedy mogłam po raz pierwszy obejrzeć dokładnie produkty marki Palmers i właśnie stamtąd przywiozłam dzisiejszego bohatera posta.

Oto on:

Plastikowy słoiczek, z którego łatwo wydobyć produkt do końca. Peeling dodatkowo był zabezpieczony plastikowym wieczkiem, które miałam problem by zdjąć bo się zassało do kosmetyku ;).

Informacje od producenta:
Szkoda, że polska etykietka jest papierowa, szybko zaczyna wyglądać dużo gorzej niż na zdjęciu...

Skład:
 Olbrzymi plus za brak parafiny!


Tutaj widać jak wieczko się odcisnęło na peelingu, który ma gęstą konsystencje - bardziej przypomina masło do ciała niż zdzierak. Ciężko się nim przez to operuje na mokrym ciele - prawie nic nie czuć zdzierania... Nawet masażu nie czuć. Słabiutko :( Plus za to, że nie zostawia żadnej warstwy na ciele i nie wysusza, a w sumie nawet nawilża - nie czuję potrzeby sięgania po balsam gdy go użyje (co najwyżej po spinacz by zatkać nos - czytaj dalej)
Inaczej jest gdy zastosujemy peeling na sucho, wtedy to zupełnie inna bajka! Zdzieranie jest całkiem niezłe przy takim używaniu, rozprowadza się tez dużo lepiej, skóra po spłukaniu drobinek jest idealnie nawilżona.

Najgorszy jednak w tym wszystkim jest zapach! Nie mogłam uwierzyć jak otworzyłam go w domu bo gdy wąchałam na spotkaniu był taki świeżo - kawowy, a w domu czuję tylko przytłaczający, intensywny, kawowopodobny smrodek, który na dodatek zostaje na skórze. Z prawdziwą niechęcią go używam....

Nie powala też cena: ok 40zł/200 g...
Ja jestem na nie, ale może Wy miałyście inne odczucia?

Pozdrawiam
Żan