11
mar
2014

Peeling od BingoSpa

Hej!
Jak Wam minął weekend? (tak, wiem, że dzisiaj wtorek ale poniedziałek mnie zeżarł i nie byłam w stanie do Was zajrzeć...) Mój był ciekawy - impreza w domu i niedzielny wyjazd do Kazimierza :).

Ślicznie mi słoneczko od rana w okno świeci, więc wstałam dziś z bardzo dobrym humorem i postanowiłam zacząć dzień od recenzji peelingu, który jest ze mną od jakiegoś czasu (dzięki Esy jeszcze raz!)

Oto on:

Słój typowy dla marki, niestety z papierowymi etykietami... (trzeba by to zmienić tak jak w maskach do włosów) o pojemności 550 g. Mój wygląda jak wygląda bo najpierw go używałam a potem robiłam zdjęcia. Woda zrobiła swoje...
Opakowanie na szczęście posiada dodatkowe zabezpieczenie, dzięki czemu produkt się nie wysypuje.

Skład:

A teraz moje największe zdziwienie - peeling ten jest sypki! Pierwsze dwie kąpiele uczyłam się go używać by wykonać piling a nie porozsypywać go wszędzie dookoła. Ale jak już się nauczyłam to było woow. Genialny z niego zdzierak! Przy czym nie podrażnia i nie uczula.
Skóra po zabiegu jest cudownie miękka i wygładzona - uwielbiam to uczucie!
A wszystkie balsamy wchłaniane są w 3 sekundy *.*


Peeling jak dla mnie pachnie bardzo delikatnie, w sumie prawie w ogóle go nie czuję - nie przeszkadza mi to zwłaszcza jak się naczytałam, że niestety połowa tych sypkich peelingów od Bingo nie powala zapachami (albo w sumie powala, ale nie tak jakby się chciało... - śmierdziuszki)
Dzięki swojej konsystencji jest bardzo wydajny (jak już się człowiek nauczy jak go używać).


Miałyście do czynienia z takim peelingiem? Jakie były Wasze wrażenia?

Pozdrawiam
Żan