Dzisiaj wreszcie i ja rozpiszę się trochę o woskach :). Najwyższa w końcu pora bo już wszystkie je zużyłam.
Oto moja pierwsza 6:
1. French Lavender
Zakochiwali się w niej najznamienitsi malarze i poeci! Pieśni o niej śpiewali namaszczeni wyjątkowym talentem bardowie! Prowansja wciąż uwodzi i kusi. Jedni twierdzą, że najpiękniejsze są prowansalskie, piaskowe domki, a inni – że za popularnością tej francuskiej krainy stoją hipnotyzujące cykady. Prawda jest jednak zgoła inna, bo Prowansja to – po prostu – nałóg i aromaterapeutyczna pokusa, której nikt nie może się oprzeć. A wszystko za sprawą lawendy, z której wykonane zostały eteryczne olejki składające się na wosk French Lavender.
Moja opinia: Muszę powiedzieć, że ten wosk był dla mnie najgorszy z całej 6. Pachniał pięknie, dopóki go nie zapaliłam, zatracił wtedy lawendową nutę a zaczął pachnięć męsko (coś w tylu perfum mojego dziadka), dusząco, bolała mnie od niego głowa. Z pewnością nie kupię go NIGDY więcej.
2. Honey Blossom
Honey Blossom – cudowna kompozycja zamknięta w niewielkim, naturalnym wosku – to nie tylko pomysł na to, jak sprawnie odświeżyć nastrój panujący we wnętrzu. Honey Blossom to najprawdziwsze, bardzo gustowne, odrobinę wyniosłe, damskie perfumy, których miejsce spoczywa na blacie eleganckiej, zabytkowej toaletki. Buduarowy aromat złożony jest z tak wyjątkowych, drogeryjnych nut jak ciężkie piżmo, słodki miód, świeże, pachnące żywicznym sokiem drewno i esencja wydobyta z serca tradycyjnej frezji. Całość tworzy bukiet wyjątkowo kobiecy i bliźniaczo podobny do luksusowych perfum!
Moja opinia: Podobnie jak Francuska Lawenda zapach ten uwiódł mnie przez opakowanie, magia prysła gdy zapłonął... Co było z nim nie tak? Bardzo przytłaczał... Był słodki (aż za), momentalnie pachniało nim całe pomieszczenie. Dla mnie nie był luksusowy, nie chciałam wchodzić do swojego pokoju dopóki nie wywietrzyłam bo nie czułam się w nim dobrze. Nie kupię go ponownie.
3. Clean Cotton
Kwintesencja świeżości i esencja ulotności – trudnej do opisania, niemożliwej do schwytania, ale (za sprawą magii Yankee Candle) uformowanej na kształt pachnącej tarteletki. Wosk Clean Cotton jest wszystkim, co kojarzy się z latem, ciepłem i przyjazną atmosferą panującą w rodzinnym domu. Ta niezwykła propozycja w trwały sposób przechowuje aromaty, które – w naturze – są niezwykle ulotne, prawie nieuchwytne. Morska bryza, która przynosi ze sobą zapach dalekich podróży i nuty kojarzące się z praniem suszącym się majestatycznie w lipcowym słońcu – kompozycja letniej świeżości rozjaśni najbardziej ponury, jesienny wieczór!
Moja opinia: Bardzo świeży zapach, na prawdę pachnie świeżym praniem. Nie trzeba go wiele by pachniał cały dom, jednak (na szczęście) szybko znika. Nie kupię go ponownie bo taki sam efekt uzyskuje gdy rozkładam pranie na suszarkę w domu ;)
4. Sicilan Lemon
Nie jest ani przesadnie cierpka, ani niewłaściwie słodka. Jest akurat! Tak samo, jak akuratnie są wakacje spędzane pod słońcem Italii. Sycylijska cytryna rośnie na wulkanicznej glebie i dojrzewa długo w ciepłych promieniach tylko po to, żeby – tuż po zerwaniu – zamienić się w orzeźwiającą lemoniadę, chłodny sorbet lodowy lub stać się komponentem pysznego, włoskiego deseru. Smak i aromat tych pyszności przywołuje Sicilian Lemon – idealna kompozycja cytrusowa, przywodząca na myśl chwile spędzane w niewielkim kurorcie położonym na zboczu drzemiącej Etny.
Moja opinia: Jest cytrynowo, jednak w przeciwieństwie do sparkling lemon bardziej łazienkowo... Ten wosk pachnie niestety jak odświeżacz do toalety, zdecydowanie nie moja bajka... Nie kupię go ponownie.
5. Sparkling Lemon
Rześka jak świeża, bardzo cytrusowa, mocno zmrożona herbata – dla jeszcze mocniejszego podkreślenia chłodnego efektu zaserwowana z krystalicznymi kostkami lodu. A dodatkowo – wiercąca się jak musujące cukierki owocowe i zadziwiająca pojawiającymi się w tle, lekko słodkawymi nutami. Zmieszana z kilkoma kroplami esencji bergamotki i doprawiona szczyptą pomarańczowej nuty. Sparkling Lemon to – z jednej strony – cytryna podana w najbardziej naturalnej postaci, a z drugiej – zachwycająca pełnym spektrum pojawiających się w tle aromatów. Pachnący, utrzymany w słonecznej żółci wosk to pocałunek upalnego lata, który po wypiciu świeżej, cytrynowej herbaty mrożonej staje się przyjemnie rześki.
Moja opinia: Oto mój ulubieniec! Ten zapach niesamowicie dodaje energii! Zapach niesamowicie świeży, soczysty, gasi pragnienie ;). Ja wyczuwam w nim cytrynę z nutką pomarańczy. Odrobina wystarczy by cały pokój nasycony był tym zapachem. Jest to wosk typowo letni, jednak ja mogłabym go palić cały rok. Mam ochotę na święcę o tym zapachu...
6. Waikiki Melon
Waikiki – czyli doskonale egzotyczna, wymarzona, w idealny sposób rajska plaża – to najważniejszy punkt odległego Honolulu. To w tym miejscu koncentruje się życie miasta znanego z serdeczności jego mieszkańców, pokazów na których obejrzeć można spektakularne tańce i sztuczki wykonywane z żywym ogniem. Waikiki to też piękne, tańczące w rytm hula dziewczyny i kolory egzotycznych kwiatów zamienianych w zawieszane na szyjach turystów wieńce. To wszystko – cały ten wyjątkowy i bardzo wakacyjny klimat – kondensuje się w wosku Waikiki Melon, czyli w kompozycji sprawnie łączącej w sobie aromat dojrzałego i słodkiego melona skropionego dla kurażu odrobiną soku ze słonecznej, orzeźwiającej pomarańczy.
Moja opinia: Bardzo słodki, egzotyczny, mocny zapach, który szybko opanowywał całe pomieszczenie. Dawał niezłą energię, jednak momentami aż mnie mdliło od niego - trzeba go rozważnie dawkować - jednak jestem na tak, całkiem możliwe, że jeszcze kiedyś go kupię.
Miałyście, któryś z tych wosków? Jaka jest wasza opinia?
Pozdrawiam
Żan
Oto moja pierwsza 6:
1. French Lavender
Zakochiwali się w niej najznamienitsi malarze i poeci! Pieśni o niej śpiewali namaszczeni wyjątkowym talentem bardowie! Prowansja wciąż uwodzi i kusi. Jedni twierdzą, że najpiękniejsze są prowansalskie, piaskowe domki, a inni – że za popularnością tej francuskiej krainy stoją hipnotyzujące cykady. Prawda jest jednak zgoła inna, bo Prowansja to – po prostu – nałóg i aromaterapeutyczna pokusa, której nikt nie może się oprzeć. A wszystko za sprawą lawendy, z której wykonane zostały eteryczne olejki składające się na wosk French Lavender.
Moja opinia: Muszę powiedzieć, że ten wosk był dla mnie najgorszy z całej 6. Pachniał pięknie, dopóki go nie zapaliłam, zatracił wtedy lawendową nutę a zaczął pachnięć męsko (coś w tylu perfum mojego dziadka), dusząco, bolała mnie od niego głowa. Z pewnością nie kupię go NIGDY więcej.
2. Honey Blossom
Honey Blossom – cudowna kompozycja zamknięta w niewielkim, naturalnym wosku – to nie tylko pomysł na to, jak sprawnie odświeżyć nastrój panujący we wnętrzu. Honey Blossom to najprawdziwsze, bardzo gustowne, odrobinę wyniosłe, damskie perfumy, których miejsce spoczywa na blacie eleganckiej, zabytkowej toaletki. Buduarowy aromat złożony jest z tak wyjątkowych, drogeryjnych nut jak ciężkie piżmo, słodki miód, świeże, pachnące żywicznym sokiem drewno i esencja wydobyta z serca tradycyjnej frezji. Całość tworzy bukiet wyjątkowo kobiecy i bliźniaczo podobny do luksusowych perfum!
Moja opinia: Podobnie jak Francuska Lawenda zapach ten uwiódł mnie przez opakowanie, magia prysła gdy zapłonął... Co było z nim nie tak? Bardzo przytłaczał... Był słodki (aż za), momentalnie pachniało nim całe pomieszczenie. Dla mnie nie był luksusowy, nie chciałam wchodzić do swojego pokoju dopóki nie wywietrzyłam bo nie czułam się w nim dobrze. Nie kupię go ponownie.
3. Clean Cotton
Kwintesencja świeżości i esencja ulotności – trudnej do opisania, niemożliwej do schwytania, ale (za sprawą magii Yankee Candle) uformowanej na kształt pachnącej tarteletki. Wosk Clean Cotton jest wszystkim, co kojarzy się z latem, ciepłem i przyjazną atmosferą panującą w rodzinnym domu. Ta niezwykła propozycja w trwały sposób przechowuje aromaty, które – w naturze – są niezwykle ulotne, prawie nieuchwytne. Morska bryza, która przynosi ze sobą zapach dalekich podróży i nuty kojarzące się z praniem suszącym się majestatycznie w lipcowym słońcu – kompozycja letniej świeżości rozjaśni najbardziej ponury, jesienny wieczór!
Moja opinia: Bardzo świeży zapach, na prawdę pachnie świeżym praniem. Nie trzeba go wiele by pachniał cały dom, jednak (na szczęście) szybko znika. Nie kupię go ponownie bo taki sam efekt uzyskuje gdy rozkładam pranie na suszarkę w domu ;)
4. Sicilan Lemon
Nie jest ani przesadnie cierpka, ani niewłaściwie słodka. Jest akurat! Tak samo, jak akuratnie są wakacje spędzane pod słońcem Italii. Sycylijska cytryna rośnie na wulkanicznej glebie i dojrzewa długo w ciepłych promieniach tylko po to, żeby – tuż po zerwaniu – zamienić się w orzeźwiającą lemoniadę, chłodny sorbet lodowy lub stać się komponentem pysznego, włoskiego deseru. Smak i aromat tych pyszności przywołuje Sicilian Lemon – idealna kompozycja cytrusowa, przywodząca na myśl chwile spędzane w niewielkim kurorcie położonym na zboczu drzemiącej Etny.
Moja opinia: Jest cytrynowo, jednak w przeciwieństwie do sparkling lemon bardziej łazienkowo... Ten wosk pachnie niestety jak odświeżacz do toalety, zdecydowanie nie moja bajka... Nie kupię go ponownie.
5. Sparkling Lemon
Rześka jak świeża, bardzo cytrusowa, mocno zmrożona herbata – dla jeszcze mocniejszego podkreślenia chłodnego efektu zaserwowana z krystalicznymi kostkami lodu. A dodatkowo – wiercąca się jak musujące cukierki owocowe i zadziwiająca pojawiającymi się w tle, lekko słodkawymi nutami. Zmieszana z kilkoma kroplami esencji bergamotki i doprawiona szczyptą pomarańczowej nuty. Sparkling Lemon to – z jednej strony – cytryna podana w najbardziej naturalnej postaci, a z drugiej – zachwycająca pełnym spektrum pojawiających się w tle aromatów. Pachnący, utrzymany w słonecznej żółci wosk to pocałunek upalnego lata, który po wypiciu świeżej, cytrynowej herbaty mrożonej staje się przyjemnie rześki.
Moja opinia: Oto mój ulubieniec! Ten zapach niesamowicie dodaje energii! Zapach niesamowicie świeży, soczysty, gasi pragnienie ;). Ja wyczuwam w nim cytrynę z nutką pomarańczy. Odrobina wystarczy by cały pokój nasycony był tym zapachem. Jest to wosk typowo letni, jednak ja mogłabym go palić cały rok. Mam ochotę na święcę o tym zapachu...
6. Waikiki Melon
Waikiki – czyli doskonale egzotyczna, wymarzona, w idealny sposób rajska plaża – to najważniejszy punkt odległego Honolulu. To w tym miejscu koncentruje się życie miasta znanego z serdeczności jego mieszkańców, pokazów na których obejrzeć można spektakularne tańce i sztuczki wykonywane z żywym ogniem. Waikiki to też piękne, tańczące w rytm hula dziewczyny i kolory egzotycznych kwiatów zamienianych w zawieszane na szyjach turystów wieńce. To wszystko – cały ten wyjątkowy i bardzo wakacyjny klimat – kondensuje się w wosku Waikiki Melon, czyli w kompozycji sprawnie łączącej w sobie aromat dojrzałego i słodkiego melona skropionego dla kurażu odrobiną soku ze słonecznej, orzeźwiającej pomarańczy.
Moja opinia: Bardzo słodki, egzotyczny, mocny zapach, który szybko opanowywał całe pomieszczenie. Dawał niezłą energię, jednak momentami aż mnie mdliło od niego - trzeba go rozważnie dawkować - jednak jestem na tak, całkiem możliwe, że jeszcze kiedyś go kupię.
Miałyście, któryś z tych wosków? Jaka jest wasza opinia?
Pozdrawiam
Żan