1
sty
2014

Oryginal Source po raz trzeci i ostatni

Już sam tytuł mówi o tym jakie wyrobiłam sobie zdanie o tej marce. Ja wiem, że jest kochana za zapachy, które tworzy - muszę przyznać całkiem całkiem. Jednak znam wiele tańszych marek, które również mają genialne zapachy, lepsze opakowania (no bo serio? dlaczego ten plastik musi być taki twardy? jeszcze żel jak żel, ale piling to była katastrofa, miałam olbrzymie trudności by go wydobyć mniej więcej w ostatniej 1/3 opakowania...) i niższą cenę. Podsumowując - nie rozumiem ich fenomenu i sama raczej nie kupię, żadnego z ich produktów.

Dziś więc prezentuje ostatni mój produkt od nich, czyli żel o zapachu MANGO I MACADAMIA


Żel ten tak samo jak inne umieszczony jest w przezroczystym opakowaniu z twardego plastiku. Żel stoi na głowie xd, niestety w otwarciu zbiera się woda.


Żel muszę przyznać - pachnie super, bardzo spodobał mi się ten zapach, jednak nie utrzymuje się on na skórze, w łazience też nie (a mięta KLIK długo dawała o sobie znać).
Dla mnie podstawową rzeczą jest że żel ma myć - proste nie? A tutaj miałam wrażenie, że nie jestem czysta, trochę tak jakbym była się samą wodą... Na prawdę nieprzyjemne uczucie....
Żel słabo się pieni i nie zachwyca wydajnością - szybko znika z opakowania.
No i niestety żel ten ma jeszcze jedną wadę - strasznie wysusza moją skórę! Bardziej nawet niż kąpiel czekoladowa, nie wspominając już o żelu pilingującym, który w ogóle nie wysuszał.

Podsumowując, ten żel mnie nie zachwycił, jedyną rzeczą, którą w nim polubiłam był zapach... Trochę mało, co?

A jakie są Wasze odczucia na jego temat?
I jak tam Wasz sylwester? :)

Pozdrawiam
Żan