20
lip
2013

Chwile tygodnia VI

A właściwie to dwóch ;)
Powiem Wam że ciężkie były... Albo nie miałam internetu, albo jeździłam załatwiać milion pięćset spraw na mieście, albo trzeba było jechać z siostrą do szpitala (nic jej nie jest, nie martwcie się)... A jak nie w rozjazdach to znowu spędzałam czas na swojej uroczej działeczce:
plewiąc ją (jak to możliwe że tak szybko zarasta??)

(na pierwszym planie bób, cukinia, ziemniaczki, potem buraczki, ogórki, koperek :))

lub rwałam owoce, ogórki robiąc przetwory

 (maszyneria robiąca sok porzeczkowy ;))

piekłam (wg tego przepisu)


dbałam o swoje zdrowie jedząc same pyszniutkie rzeczy z działeczki którą tak dzielnie plewię ;)



no i trochę mniej zdrowe ale i tak lepsze niż kupne - domowe fastfoody:

robię wg tego przepisu, na prawdę smakują jak z kfc!

Dostałam śliczną róże od Tżeta *.*


i sówkę od rodziców (z krzemienia pasiastego jest, ma mi dodawać jeszcze więcej optymizmu i energii :))

swoją drogą ten krzemień to ciekawa sprawa, opowiem Wam o nim kiedyś...

Przeczytałam:
wszystko w tamtym tygodniu, miałam jakiegoś spida ;)

A słuchałam tej płytki

jest naprawdę super, od odpływam myślami bardzo bardzo daleko :) Dostałam ją od NIE-MATKI-POLKI, polecam Wam serdecznie jej bloga, uwielbiam go czytać!


I chciałabym żebyście poznały moją lampkę solną, której wreszcie kupiłam żarówkę (po dwóch latach prawie ;))
  

                                                          
To by było na tyle, a jak Wam minął czas?




Pozdrawiam serdecznie z moim ulubionym piwkiem
Żan